Przyszłość jest w nas, młodych

Karolina Rydzewska za to, że jako przewodnicząca „Solidarności” w Igloporcie w Gdyni nie bała się ostro domagać od pracodawcy poprawy warunków pracy i płacy zatrudnionych, doświadczyła szykan, a nawet próbowano ją w podstępny sposób zwolnić. Stanęli jednak za nią murem ludzie, którzy wierzą w swoją przewodniczącą. A kiedy trzeba było, byli nawet jej ochroną.

Karolina Rydzewska. fot. Olga Zielińska

 

Chcę działać w „Solidarności”. Ja się tu spełniam, jestem szczęśliwa pomimo wielu trudnych chwil, które przeżyłam w związku z tym, że działam i nie chcę być obojętna wobec niesprawiedliwości – mówi Karolina Rydzewska, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Igloporcie sp. z o.o. – Moja mama przez wiele lat była przewodniczącą „Solidarności” w PKO BP. Była delegatką, często wyjeżdżała. Jako dziewczynka miałam do niej często żal, że nie ma jej w domu. Ale potem wszystko się zmieniło. Jestem z niej dumna. My, ludzie młodzi, jesteśmy niezadowoleni. Jaki mamy dziś start w życiu? Zrozumiałam, że to od nas, młodych, tak wiele zależy. Dlatego tak jak mama chcę działać w „Solidarności”. Coś zrobić dla innych.

Spółka Igloport zatrudnia 60 osób, 44 z nich należy do „Solidarności”.

– Nie należą do związku tylko te osoby, które są w kadrze kierowniczej, pracują w księgowości lub też ich poglądy bardzo się różnią od naszych – tłumaczy Karolina Rydzewska.

W bieżącej kadencji w firmie aż trzy razy zmieniał się przewodniczący „Solidarności”. Rydzewską wybrano w grudniu 2011 r.

O swojej przewodniczącej „S” pracownicy mówią, że to „baba w spodniach”. Niby taka delikatna i krucha, ale to tylko pozory. Potrafi postawić na swoim, nie boi się podnosić w rozmowach z pracodawcą problematycznych tematów, a w krytycznych momentach negocjacji umie zachować spokój i trzeźwe myślenie, ale też potrafi być ostra jak żyleta.

 

Trudne negocjacje z pracodawcą

– Od razu zajęłam się sprawą funduszu socjalnego – mówi przewodnicząca. – Nie było u nas 100-procentowego pełnego odpisu, za to były różne nieprawidłowości. Jak choćby ta, że na pożyczki mieszkaniowe dla pracowników pieniądze pochodziły z kasy funduszu socjalnego, ale raty pożyczkowe odprowadzane były już na konto zakładu.

Sprawa funduszu socjalnego była dla pracodawcy drażliwym tematem. Nie chodziło tylko o oszczędności na pracownikach tylko tej firmy. Igloport jest w trakcie procesu konsolidacji z innymi, mniejszymi spółkami. Nie ma tam jednak żadnego związku zawodowego.

– W wielu spółkach portowych grupy kapitałowej, do której należymy, nie ma funduszu socjalnego. Ludzie pracują w dramatycznych warunkach, niejednokrotnie na umowach śmieciowych. Problemem jest nawet otrzymanie odzieży ochronnej – wyjaśnia Rydzewska. – Zapewne pracodawcy myślą, że „Solidarność” może rozprzestrzenić się jak wirus i zarazić inne spółki.

Drugim ważnym tematem, którym trzeba było się zająć, były pensje pracowników. Od pięciu lat nie było w Igloporcie waloryzacji wynagrodzeń. Na dodatek występowały także duże dysproporcje w ich wysokości.

– Uznałam, że tak nie powinno być – mówi przewodnicząca „S”. – Pensje powinny być waloryzowane, ale dużym problemem było także to, że pracownicy na tym samym stanowisku i o podobnym stażu mieli różne wynagrodzenia. To prowadziło do różnych niesnasek, a nawet w niektórych przypadkach odmawiania wykonania pracy. Bo jeden pracownik mówił do drugiego: To ty dostajesz więcej pieniędzy, więc to rób. Postanowiłam to zmienić.

Udało się. Doszło do porozumienia z pracodawcą, „Solidarność” wynegocjowała podwyżki.

Karolina Rydzewska postanowiła rozwiązać także problem odzieży ochronnej. Wcześniej nie przysługiwała ona pracownikom będącym na okresie próbnym.

– W chłodni jest minus 18-20 stopni C. Trzeba brać w ręce zamarznięte towary. Zatrudnieni, którym nie przysługiwała odzież ochronna, pracowali w normalnych butach, nierzadko wchodzili do chłodni w bluzkach z krótkimi rękawami. A najgorsze, że nie mieli nawet rękawic. I podnosili zamarznięte produkty gołymi rękoma. Jeden z pracowników nabawił się nawet zapalenia wszystkich mięśni.

„Solidarności” udało się wypracować dobrą współpracę z Państwową Inspekcją Pracy oraz inspektorem BHP. W tym przypadku związek w konkretny sposób to wykorzystał.

– Wystosowałam do pracodawcy pismo, domagając się ubrań roboczych dla wszystkich zatrudnionych. Trzeba było użyć perswazji. Tabela przysługujących ubrań roboczych była zmieniana trzy razy. Obecnie wszyscy pracownicy otrzymują buty, polary i rękawice.

 

Baba w spodniach

O swojej przewodniczącej „S” pracownicy mówią, że to „baba w spodniach”. Niby taka delikatna i krucha, ale to tylko pozory. Potrafi postawić na swoim, nie boi się podnosić w rozmowach z pracodawcą problematycznych tematów, a w krytycznych momentach negocjacji umie zachować spokój i trzeźwe myślenie, ale też potrafi być ostra jak żyleta.

I choć Karolina Rydzewska pracuje w Igloporcie sześć lat, sprawdziła się, od czterech lat jest kierownikiem biura obsługi klienta, dla pracodawcy stała się niewygodna.

– Poproszono mnie do gabinetu prezesa, byli tam także prawnicy – opowiada przewodnicząca „S”. – Wiedziałam, że to to nietypowa sytuacja i zapewne coś się święci. Usłyszałam, że otrzymuję ustne wypowiedzenie umowy o pracę. Odpowiedziałam, że o ile wiem, polskie prawo nie przewiduje takiej formy wypowiedzenia i w związku z tym chciałabym wrócić do pracy.

Na tym jednak się nie skończyło. Próbowano wymóc na pracownikach, aby ci złożyli jakieś obciążające Rydzewską zeznanie. Byli odwiedzani przez przedstawiciela pracodawcy po godzinach pracy w domach. W końcu zwrócono się do jednego z klientów. Zaproponowano mu korzystną ofertę przechowywania towaru i anulowanie jednej z faktur. W zamian miał tylko napisać, że Karolina Rydzewska niestosownie się wobec niego zachowała.

– Na szczęście klient nie zechciał napisać takiego oświadczenia – mówi Rydzewska. Ale kiedy doszło do rozmów, w których uczestniczyli prezes, prawnicy Igloportu oraz strona związkowa: przewodniczący Regionu Gdańskiego Krzysztof Dośla oraz Aleksander Kozicki, kierownik oddziału „S” w Gdyni, pracodawca zablokował dostęp do wszystkich skrzynek mailowych, abym nie miała dostępu do maila od klienta, w którym opisał on próby nacisku na niego. Na szczęście skorzystałam z komputera klienta i wydrukowałam mail. Krzysztof Dośla mógł go pokazać prezesowi w trakcie spotkania.

 

Pracownicy stanęli za przewodniczącą „S” murem

W tamtym czasie pracownicy bardzo się bali, czuli się notorycznie obserwowani i zastraszani. Obawiali się także o swoją przewodniczącą.

– Zawsze czułam, że mam wsparcie kolegów, dlatego mogłam podczas negocjacji z pracodawcą być skuteczna – mówi Rydzewska. – Mogłam też liczyć na pomoc Kazimierza Waldowskiego, przewodniczącego „S” w porcie Gdynia, oraz Krzysztofa Dośli i Aleksandra Kozickiego.

Rydzewska płaci pewną cenę za bycie przewodniczącą „Solidarności”. Jako jedyna na stanowisku kierowniczym nie otrzymuje dodatku kierowniczego. Jest pod stałą obserwacją, jej pracę śledzi kamera, a w biurze na stałe przebywa człowiek, będący prawą ręką prezesa. Nieprzyjemności dotykają także męża szefowej związku. Radosław Rydzewski pracuje w Igloporcie 11 lat, jest brygadzistą, jest także wieloletnim działaczem „Solidarności”. Ale teraz jest obserwowany w pracy przez kamerę. Na podwyżki wynagrodzenia, takie jakie otrzymali koledzy, nie może liczyć. Jest jednak dumny ze swojej żony i stara się jej pomagać.

– Chciałabym, aby zarząd Igloportu zrozumiał, że bardzo zależy nam na dobrej współpracy. Dla mnie ważne jest dobro spółki. Dlatego zabiegam o klientów, proponuję dodatkowe usługi. A swoją pracę związkową wykonuję, choć nie muszę, po godzinach pracy – dodaje Karolina Rydzewska.

Karolina Rydzewska

– Bycie przewodniczącą „Solidarności” to praca przez całą dobę. Nie jest tak, że po godzinach pracy problemy ludzi przestają być dla mnie ważne. Otrzymuję telefony z prośbą o pomoc o różnych porach dnia, czasem późnym wieczorem. Poza tym angażuję się w sprawy społeczne nie tylko dotyczące mojego zakładu pracy. Na przykład ostatnio walczyłam o przetrwanie przedszkola w Rumi. Nie każdemu jestem w stanie pomóc. Mąż często twierdzi, że niepotrzebnie angażuję się w sprawy z góry przegrane. Ale ja nie potrafię inaczej. Nie umiem zamknąć oczu i udawać, że niczego nie widzę. Bo bycie w ruchu solidarnościowym zobowiązuje.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę