Pomagają w pracy i w Związku

– Jesteśmy jak spółka akcyjna, bo o naszej działalności mówi się tylko w przypadku głośnych akcji medialnych – stwierdzają nieco  z dystansem związkowcy z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. Rzeczywiście, służba sanitarna kojarzy się przede wszystkim z pożytecznymi działaniami w celu zapobiegania i zwalczania zatruć zbiorowych i epidemii, z badaniem żywności, czystości plaż lub kontrolą higieny. Mniej mówi się o problemach samych pracowników sanepidu.

Zdjęcia: Adam Chmielecki

Organizacja międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” przy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej zrzesza około 170 pracowników wojewódzkiej i powiatowych stacji sanepidu z Pomorskiego (bez regionu słupskiego). Na czele komisji stoi doświadczony związkowiec Jan Poźniak, zawodowo zastępca kierownika działu laboratoryjnego, absolwent fizyki na Uniwersytecie Gdańskim. Jego przygoda ze Związkiem rozpoczęła się nietypowo. Tuż po studiach, mając zaledwie kilka miesięcy stażu pracy, został… wiceprzewodniczącym komisji w WSSE.

– W 1980 r. byłem młodszym asystentem w sanepidzie. Jako bojowo nastawiona młoda osoba garnąłem się do działalności społecznej. Miałem niewiele do stracenia. Starsi pracownicy, którzy dłużej funkcjonowali w PRL-owskiej rzeczywistości, byli bardziej asekuracyjni – podkreśla Poźniak. To zdanie warto zapamiętać, ponieważ w ocenie związkowców z WSSE wszelkie zmiany społeczne zawsze wprowadzają nowe, młode pokolenia.

W połowie lat 90. Jan Poźniak ponownie został szefem organizacji zakładowej „S” w gdańskim sanepidzie, zastępując Teresę Kamińską. Można powiedzieć, że jest dyżurnym przewodniczącym, ponieważ po kilkuletniej przerwie w 2006 r. powrócił do kierowania komisją.

Koło zamachowe

Działalność organizacji opiera się na dziewięciu kołach funkcjonujących w powiatowych stacjach sanepidu w: Gdyni, Kartuzach, Kwidzynie, Nowym Dworze Gdańskim, Sopocie, Tczewie i Wejherowie oraz w granicznej stacji sanitarno-epidemiologicznej działającej przy morskich przejściach granicznych w Gdańsku i Gdyni. Największe koło, zrzeszające 80 pracowników, działa w samej WSSE. Przewodniczącym koła od 2010 r. jest Piotr Madej, wcześniej zastępca przewodniczącego całej Komisji Międzyzakładowej.

– Do „Solidarności” przystąpiłem już w 1980 r., tuż po zakończeniu strajków sierpniowych i rejestracji Związku. Tak jak wielu Polaków byłem wówczas pełen nadziei na zmiany i lepszą przyszłość. Przez pierwszy rok pracowałem w GPEC, a w 1981 r. trafiłem do sanepidu. Co ciekawe, najpierw podpisałem deklarację członkowską w organizacji zakładowej, a dopiero później umowę o pracę – przypomina sobie z dumą Piotr Madej, na co dzień inspektor ds. technicznych w oddziale administracji.

W siedzibie komisji przy ul. Dębinki w Gdańsku zastaliśmy również Marka Rybę, starszego specjalistę ds. technicznych w oddziale administracji.

– W „Solidarności” działam od 1982 r., czyli od czasu, gdy rozpocząłem swoją pierwszą pracę w gdańskim sanepidzie. Od dwóch kadencji jestem członkiem Komisji Międzyzakładowej. Uważam, ze każdy pracownik powinien należeć do związku zawodowego. Ja wybrałem „Solidarność”, bo to nasz związek upomniał się o wolność i niepodległość w 1980 r., ważna jest dla mnie również jej chrześcijańska tożsamość ideowa – mówi Marek Ryba.

Obecni i aktywni

Związkowi liderzy w WSSE mają świadomość, że aby mieć wpływ, przede wszystkim należy być obecnym. Jednocześnie potrafią dzielić się rolami, aby nie ucierpiała na tym praca związkowa macierzystej organizacji. Jan Poźniak pełni funkcję zastępcy przewodniczącego Sekcji Krajowej Pracowników Inspekcji Sanitarnej, wchodzącej w skład Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”. Natomiast Piotr Madej reprezentuje związkowców z sanepidu w strukturach regionalnych, jest delegatem na Walne Zebranie Delegatów Regionu Gdańskiego NSZZ „S”.

Członkowie „Solidarności” w gdańskim sanepidzie starają się brać udział we wszystkich akcjach związkowych, choć – jak przyznają nasi rozmówcy – frekwencja nie zawsze jest taka, na jaką by liczyli. Ich zdaniem, wynika to ze specyfiki pracy w inspekcji sanitarnej, gdzie w większości zatrudnione są kobiety.

– Większość naszych koleżanek musi łączyć pracę zawodową z innymi obowiązkami, np. domowymi, i trudno wygospodarować im czas na inną aktywność – wyjaśnia Marek Ryba. Jednak rok temu komisja przygotowała transparent „Sanepid Gdańsk”, który można zobaczyć podczas związkowych protestów i manifestacji, ostatnio podczas marszu „Obudź się Polsko” w Warszawie.

Związkowiec uczy się całe życie

Co warte podkreślenia, pomimo że Komisją Międzyzakładową NSZZ „Solidarność” przy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej kierują doświadczeni pracownicy i związkowcy, wciąż chcą się rozwijać. Często biorą udział w szkoleniach organizowanych przez Region Gdański.

– Już w grudniu wezmę udział w kolejnym szkoleniu dla przewodniczących komisji i innych osób pełniących funkcje związkowe. Człowiek uczy się całe życie. Poza tym na takich spotkaniach wymienia się doświadczeniami, poznaje nowe osoby w Związku i ich sposób patrzenia na różne sprawy – argumentuje Jan Poźniak.

Zresztą o przydatności szkoleń związkowcy z WSSE przekonali się na własnej skórze w ostatnich miesiącach. Od roku ich pracodawcą, a jednocześnie partnerem, jest nowy dyrektor wojewódzkiego sanepidu. Jak mówią związkowcy, to trudny partner, były wojskowy, który w zarządzaniu bardziej niż na dialog stawia na rozwiązania odgórne rodem właśnie z wojska.

Na początku roku zwolniono 30 z 253 pracowników Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. W tym samym czasie wzrosło zainteresowanie działalnością Komisji Międzyzakładowej „Solidarności” w stacji.

– Razem z przewodniczącym Poźniakiem byliśmy świeżo po szkoleniu dotyczącym rozwoju Związku, zorganizowanym przez Dział Szkoleń Regionu Gdańskiego. W dyskusji z przychodzącymi do nas pracownikami używaliśmy poznanych na szkoleniu argumentów. W efekcie pozyskaliśmy 20 nowych członków – przekonuje o wartości szkoleń Piotr Madej.
Cała sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Wśród zwolnionych pracowników WSSE znaleźli się przede wszystkim pracownicy administracji medycznej oraz personel pomocniczy w laboratoriach. Zakładowa „Solidarność” negatywnie zaopiniowała większość przypadków, co nie przełożyło się jednak na zmianę decyzji kierownictwa WSSE. Życie przyznało rację związkowcom. Obecnie w stacji sanepidu w Gdańsku brakuje rąk do pracy. Zadania administracyjne i pomocnicze, wcześniej wykonywane przez zwolnionych pracowników, należą do wykwalifikowanych pracowników, którzy w ten sposób mogą mniej czasu poświęcić na swoje podstawowe, specjalistyczne obowiązki.

– Zdarza się, że pracownik laboratorium musi przerwać badania, aby napisać pismo urzędowe – podaje przykład Piotr Madej.

Społeczeństwo wybuchnie

Członkowie „Solidarności” w WSSE z niepokojem obserwują sytuację społeczno-gospodarczą w Polsce. Ich zdaniem, jest źle, a będzie jeszcze gorzej.
Związkowcy uważają, ze obecna ekipa rządząca zdradziła ideały „Solidarności”. – Można obrazowo powiedzieć, że doszli do władzy na barkach naszego Związku. Przecież duża część środowiska PO również wywodzi się z centroprawicowych środowisk powstałych na bazie „Solidarności”. Dziś nic nie robią, aby choć trochę pomóc zwykłym ludziom – mówi Marek Ryba.

– Społeczeństwo jako całość wciąż nie jest zmobilizowane – analizuje Jan Poźniak, dodając, że prędzej czy później ludzie wybuchną. Zadaję sobie jedynie pytanie, czy stanie się to samoistnie, spontanicznie, czy zostanie w jakiś sposób zorganizowane przez Związek. – Społeczeństwa Europy Zachodniej już się budzą i buntują. Sądzę, że niedługo podobnie będzie w Polsce. „Solidarność” powinna rozważyć zorganizowanie strajku generalnego – dodaje Poźniak.

– „Solidarność” to jedyna siła społeczna, która może zmienić sytuację w Polsce na lepszą – zgadza się z nim Marek Ryba. – Sierpień ’80 był efektem aktywności młodych pracowników. Obecni młodzi ludzie nie mają perspektyw w kraju, ale mogą wyjechać za pracą i godnym życiem za granicę. Gdy ten swoisty wentyl bezpieczeństwa, którego nie było w 1980 r., przestanie funkcjonować, młodzi ludzie zmobilizują społeczeństwo do zmiany – mówi Marek Ryba.

Na koniec naszego spotkania wracamy jeszcze raz do specyfiki pracy w inspekcji sanitarnej. – To służba, pomoc innym ludziom. Podobnie jak działalność związkowa w „Solidarności” – podkreślają nasi rozmówcy.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę