O swoje prawa trzeba umieć walczyć

Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” w Doviście Polska

Tylko silna organizacja związkowa może być partnerem w negocjacjach z pracodawcą. Silna, nie tylko liczebnością swoich członków, ale także mająca wsparcie większości załogi. Wie
o tym dobrze „Solidarność” w Doviście Polska w Wędkowach koło Swarożyna, dlatego – choć funkcjonuje od trzech lat – w ostatnim roku zintensyfikowała swoje działania, pracując nad zmianą mentalności wszystkich zatrudnionych.

Zdajemy sobie sprawę, że negocjacje z pracodawcą powinny zakończyć się jakimś konsensusem, akceptowalnym zarówno przez związek zawodowy, jak i samego pracodawcę. Gdybyśmy jednak mieli większe wsparcie ze strony załogi, moglibyśmy na pewno uzyskać więcej od pracodawcy – mówi Tomasz Muszyński, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Doviście Polska. – Dlatego pracuję nie tylko nad zwiększeniem liczebności naszego Związku, ale także tłumaczę, że wszyscy są odpowiedzialni za to, co dzieje się w firmie, jaki jest wynik negocjacji z zarządem spółki.

 

„S” była impulsem

W Doviście, produkującej stolarkę okienną i drzwiową, pracuje 1088 osób w produkcji oraz 288 w administracji. Do „Solidarności” dziś należy ok. 350 członków. Początki były jednak trudne. Zdaniem działaczy związkowych, stosunki między pracodawcą a pracownikami nie układały się zawsze poprawnie. A i teraz „Solidarność” ma wiele do zrobienia w kwestiach pracowniczych.

– To był impuls, żeby założyć organizację związkową – opowiada Arkadiusz Kamiński, sekretarz KZ NSZZ „S”. – Skrzyknęliśmy się razem z Tomkiem Muszyńskim i Bartkiem Mikulskim. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, że dobrze byłoby, gdyby był u nas związek zawodowy. Choć pracownicy nas popierali, to jednak spora część bała się konsekwencji. Na szczęście byli niektórzy, którzy na naszą propozycję odpowiadali: „Tak, trzeba założyć związek, bo szefostwo będzie robić z nami, co chce”.

Tymczasowa Komisja Zakładowa powstała 17 lipca 2009 r. Udało się wtedy namówić do wspólnego działania 100 osób.
– To była ciężka praca. Baliśmy się, że nie dojdzie do zarejestrowania związku w naszej firmie – wspomina Arkadiusz Kamiński.

Początki „Solidarności” w Doviście wspierał Zdzisław Czapski, kierownik oddziału „S” w Starogardzie Gdańskim, który pomaga jej nadal.

 

Związek musi być skuteczny

– W dzisiejszych czasach obserwujemy w Polsce znamienne zjawisko. Firmy dążą w produkcji do standardów europejskich, ale zupełnie nie przejmują się warunkami pracy. Tak więc ludzie często w ogóle nie odczuwają, że pracują w tych „europejskich” firmach – mówi Arkadiusz Kamiński. – Działając w „Solidarności” mam możliwość negocjowania z pracodawcą warunków pracy i płacy.

Tomasz Muszyński dodaje, że o swoje prawa trzeba umieć walczyć.

– Kiedy powstała organizacja związkowa, pracownicy nagle poczuli, że nie są już pozostawieni samym sobie, a ktoś może w ich imieniu się wypowiadać.

Jego zdaniem, skuteczny związkowiec musi znać przepisy prawa pracy, ale także czasem posługiwać się niekonwencjonalnymi metodami, aby skłonić pracodawcę do współpracy.

– Nie mogliśmy dojść do porozumienia z zarządem firmy, sięgnęliśmy więc po inne formy perswazji – opowiada Tomasz Muszyński. – Poprosiliśmy o pomoc Komisję Krajową i zwróciliśmy się do związków w Danii, aby pokazali nam, jakie u nich panują standardy pracy. Poza tym chcieliśmy opowiedzieć związkowcom w Danii o naszej pracy i dowiedzieć się, co możemy w naszych polskich warunkach zrobić.

Udało się. Muszyński został zaproszony na dwudniowe szkolenie w Danii. Było to cenne doświadczenie oraz możliwość poznania pomocnych osób, z którymi do dzisiaj „Solidarność” utrzymuje kontakty.

Innym razem, kiedy do firmy przyjechali przedstawiciele Rady Nadzorczej z Danii, związkowcy przygotowali w języku angielskim pisma, które wyjaśniały, w jakiej sytuacji są polscy pracownicy.

– Ku zaskoczeniu zarządu wręczyliśmy pisma duńskiej delegacji – opowiada Kamiński. – Nie spodziewano się takich działań z naszej strony.

Silny związek musi mieć swoją reprezentację w załodze. Komisja Zakładowa liczy pięć osób i wszyscy zaangażowali się w pozyskiwanie nowych członków.

– Bardzo nam pomogły szkolenia z zakresu rozwoju Związku, które organizuje Region Gdański – wyjaśnia Tomasz Muszyński. – Zrozumiałem wtedy, że to, co się dzieje w firmie, jak przebiegają negocjacje z pracodawcą, nie zależy tylko ode mnie, ale od wszystkich pracowników.
I tak tłumaczyłem to innym, że liczebność członków ma duże znaczenie dla naszej organizacji.

Najlepsza metoda – zdaniem Muszyńskiego – to spotkania indywidualne z pracownikami. Ale oprócz tego w każdej hali znajduje się związkowa tablica informacyjna i skrzynka kontaktowa.

 

Trudne negocjacje

– Priorytetem dla nas było dogadanie się w kwestiach umów o pracę i wynegocjowanie podwyżek – wspomina Muszyński. – A dziś pracownicy widzą, że prowadzimy trudne rozmowy z zarządem firmy. To działa dobrze na nasz wizerunek. Jesteśmy już po dwóch sporach zbiorowych.

Po pierwszym, trwającym cztery miesiące, „S” udało się wynegocjować 3,5-procentową podwyżkę, a także to, że po pięciu latach pracy każdy zatrudniony dostaje umowę na stałe. Obecnie ponad 600 pracowników ma zatrudnienie na czas nieokreślony.

– To duży sukces Związku, biorąc pod uwagę fakt, że przed powstaniem „Solidarności” w naszym zakładzie umów na czas nieokreślony było około 70.

Niedawno zakończył się drugi spór zbiorowy, który rozpoczęto w sierpniu 2011 r. Powodem była kwestia podwyżek płac na 2012 r. Po dziewięciu miesiącach udało się go zakończyć i podpisać porozumienie.

– Wynegocjowaliśmy 5 procent podwyżki dla wszystkich pracowników produkcji oraz średnio 5 procent dla pracowników administracji – wyjaśnia Kamiński. – Porozumienie podpisaliśmy na dwa lata. Na 2013 r. zagwarantowaliśmy sobie kolejne 2 procent podwyżki.

Zdaniem Muszyńskiego, gdyby zaangażowanie pracowników było większe, udałoby się wynegocjować wyższe podwyżki.

– Dlatego stale pracujemy nad zmianą mentalności naszych pracowników. Tłumaczymy nieustannie, że od wszystkich zależy to, co uda się uzyskać od pracodawcy.

– Każdy, nawet najmniejszy, sukces organizacji związkowej przyczynia się do jej lepszego postrzegania przez pracowników – mówi przewodniczący „S”. – Ludzie oczekują także, że kiedy będą mieli kłopoty, związek stanie w ich obronie.

Przewodniczący opowiada, że dzięki perswazji komisji udało się przywrócić do pracy kobiety, które zwolnił pracodawca. – Jedna z nich była samotną matką i uznaliśmy, że trzeba interweniować. Do tej pory panie u nas pracują, mają nawet umowy na stałe. A ludzie widzą, że stajemy w ich obronie – opowiada Muszyński. – Niestety, w chwili obecnej mamy trzy sprawy sądowe o przywrócenie do pracy.

Kamiński dodaje, że zdaniem „Solidarności” sprawy dotyczące zwolnień nie powinny odbywać się w taki sposób, jak chce to forsować pracodawca:

– Zwolnieni zostali pracownicy zatrudnieni na czas nieokreślony, mający doświadczenie, którzy byli zawsze wzorowymi pracownikami. A na ich miejsce zatrudniono pracowników z agencji pracy tymczasowej.

Muszyński dodaje, że takie działania są niekorzystne z punktu widzenia interesu firmy, ale także wręcz niemoralne wobec pracownika: – Nie możemy pozwolić na to, aby pracownika najpierw eksploatować, a potem się go pozbywać.

Przewodniczący „Solidarności” zastanawia się także, czy w przypadku tzw. redukcji etatów nie chodzi raczej zarządowi firmy o „ukaranie” Związku. –  To chyba dziwne, kiedy zwalnia się pracownika w lutym, a nowego zatrudnia już w marcu. A w procesie rekrutacji nie sięga po starych pracowników, choć są już doświadczeni
i przeszli wymagane szkolenia.

Tematem bieżącym dla Komisji Zakładowej jest dziś nowy regulamin pracy, który chce przeforsować pracodawca. – To jednostronne działania zarządu firmy, na które nie wyraziliśmy zgody – tłumaczy Muszyński. – Pracodawca chce, abyśmy zgodzili się na dziesięć dodatkowych zmian. My nazywamy je „dzikimi zmianami”, bardzo niekorzystnymi dla pracownika. Na dodatek zarząd firmy oczekuje naszego przyzwolenia na zmianę regulaminu, bez podania wcześniej nam szczegółów.

Olga Zielińska

 

Tomasz Muszyński

– Dziękujemy wszystkim pracownikom, którzy nas dotychczas popierali i gorąco apelujemy o dalsze wsparcie naszych działań. Jeśli trzeba będzie, nie wykluczamy wejścia w kolejny spór zbiorowy. Liczymy jednak na porozumienie z zarządem firmy, na wzajemne zaufanie, wynikające z dotychczasowej współpracy. Wierzymy, że uda nam się wypracować z zarządem kompromis, ale jednak rozwiązania muszą być akceptowalne dla pracowników.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę