O miejsca pracy dbać jak o porcelanę

Chcemy stworzyć firmę godną nazwy LUBIANA SA, firmę, w której krzewione są takie wartości, jak ciepło, wzajemna pomoc i zgoda – deklaruje fabryka porcelany położona w sercu Kaszub. Czy to tylko slogan, czy też kryje się za tym poczucie więzi z miejscem pracy i potrzeba solidarnego działania?
Mało kto wie, że porcelana spod marki Lubiana wypalana jest w podkościerskiej wsi. Zakłady Porcelany Stołowej „Lubiana” w Łubianie to jeden z największych pracodawców w regionie. Fabryka oparła się zawirowaniom i przekształceniom na początku lat 90. Wielu pracowników Lubiany to kolejne fabryczne pokolenie. Zdarza się, że razem pracują doświadczeni dziadkowie i wnuki przyuczające się do zawodu.

Od lewej: Małgorzata Majchrzak, Jerzy Skwierawski, Wiesława Jankowska, Anna Zagórska i Krzysztof Rekowski.

 

Kaszubska „Solidarność”

„Solidarność” w Zakładach Porcelany Stołowej „Lubiana” ma też swoje tradycje. Związkiem kierował tu w przeszłości Jan Antczak, człowiek zasłużony, odznaczony przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2008 roku Krzyżem Oficerskim Orgeru Odrodzenia Polski. Związkowcy pamiętają o jego oddaniu, internowaniu, więzieniu.

Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” w Lubianie SA liczy 240 związkowców, osób pracujących (na starcie kadencji było ich 150) i 22 emerytów. W ciągu kilku ostatnich miesięcy przybyło 40 nowych członków. Szefową komisji jest Anna Zagórska z nadzoru ruchu, od 1986 zawodowo związana z zakładem.

– Ochrona miejsc pracy jak kruchej z natury porcelany to nasz wspólny interes. Są spory o sprawy płacowe, pracownicze. Dogadujemy się. Organizujemy też wspólne spotkania, bale – opowiada Anna Zagórska.

Wiesława Jankowska (szlifierz ceramiki, w Lubianie od 1983 r.) do Związku wstąpiła w 1995 r. Jak mówi – w czasach trudnych, kiedy w zakładzie dużo się działo. O czym zatem rozmawia się na zakładzie z człowiekiem „Solidarności”?

– Są pytania o premie, o sprawy socjalne, a nawet o krój uniformu – żartuje Jankowska.
W zakładzie działają trzy związki zawodowe.
– Razem negocjujemy tematy pracownicze. Czasem koty drzemy, ale w gabinecie u pani prezes mówimy jednym głosem – dodaje Zagórska.

Robotnicy chronią pracę

Do NSZZ „Solidarność” należą głównie ludzie z produkcji.

– „Solidarność” w Lubianie to związek robotniczy. Przychodzić do nas zaczęli też młodzi – zauważa Jerzy Skwierawski. Kiedy rodziła się „Solidarność” Skwierawski w 1980 r. nie zastanawiał się długo – wstąpił. Pracował wówczas w gdańskiej rafinerii. 13 grudnia 1981 roku zastał go na lotnisku w Siemirowicach, w szkole łączności w bazie lotnictwa Marynarki Wojennej. Na „Solidarności” się nie zawiódł. Był moment zwątpienia. Tego nie kryje.

– „Solidarność” dała znak przemianom z 1989 r. Później jednak zrobiliśmy błąd. Przy niedowładzie opozycji „Solidarność” wzięła na siebie odpowiedzialność za kraj w 1997 roku i za wprowadzenie reform. Nie odbiło się to na Związku pozytywnie. Ludzie zaczęli kojarzyć „Solidarność” z władzą. Był więc moment zawahania, bo co nam ta polityka dała? – wspomina Skwierawski, który dzisiaj jako związkowy chorąży z dumą dzierży sztandar kościerskiej „Solidarności” podczas rozmaitych uroczystości.

Akcje protestacyjne?

– Uczestniczymy w związkowych akcjach, ale nasze sprawy staramy się rozwiązywać w zakładzie. Związek jest kreatywny. Tak było przy opracowaniu programu emerytalnego, obowiązującego od 17 lat, przy negocjowaniu układu zbiorowego pracy. Tak było też, gdy wspólnie z panią prezes wypracowywali sposób wyjścia z kryzysu, jaki dotknął spółkę w latach 2008-09. Była współpraca poparta gwarancją, że tymczasowo zwolnieni z pracy wrócą, gdy zakład odzyska stabilną pozycję.
– Obyło się bez akcji protestacyjnych. Sytuacja wróciła do normy. Ruszyła produkcja i osoby zwolnione przyjmowane były w pierwszym rzędzie – mówi Zagórska.

Kobiety rządzą

Krystyna Wawrzyniak, prezes Lubiany SA, jednego z największych pracodawców w kaszubskim regionie, współpracę z „Solidarnością” określa jako wymagającą, szorstką, ale zgodną.
– Chronić miejsca pracy, dać ludziom zatrudnienie – to słowa, które często padają w rozmowie z prezes Wawrzyniak, związaną z zakładem od 1976 roku.

– W sytuacji, kiedy nasza produkcja to głównie eksport do 37 krajów, a rząd nam nie pomaga w promocji krajowej marki, gdy rodzimy biznes nie jest chroniony, gdy wpuszcza się do nas tanie produkty z Azji, musimy wspólnie działać by dać pracę i zapłatę 1500 pracownikom. Trzemy się, ale się dogadujemy. U nas nikt nie czekał na wypłatę należnego wynagrodzenia. Nie spóźniliśmy się z wypłatą nawet o dzień – mówi Wawrzyniak.

Związkowcy podkreślają, że pani prezes to silna osobowość. Pracuje tu od początku i ceni ludzi twardych. Ma więc za partnera kobietę – szefową związku o jasno sprecyzowanych poglądach.

Rynek?

– Jakoby rynek rządzi – mówią z ironią związkowcy. Skwierawski ma wątpliwość. Być może akurat w Lubianie sprawdziłby się akcjonariat pracowniczy przy rodzinnych koligacjach i na tym terenie?
– Polski kapitalizm jest taki, że pracodawca nie potrafi się podzielić zyskiem z ludźmi, którzy ten zysk wypracowali – mówi Skwierawski, ale zaraz dodaje, że w przekształceniach to i tak Lubiana miała szczęście.

– Nie dostrzegli nas w tym lesie rozmaici aferałowie, pseudobiznesmeni nas z samolotu nie zauważyli – dodaje z ironią Krzysztof Rekowski, wspominając przy okazji program tzw. NFI, do którego trafiła też Lubiana SA.

– Nie angażujemy się w działania polityczne. Jednak patrzymy włodarzom na ręce. Związek nie ma wyręczać ludzi w ich wyborczych decyzjach. Niepokoi nas to, że Kościerzyna gospodarczo się zwija. Nie może być tak, byśmy odstawali od Chojnic czy Kartuz – zauważa Rekowski, który jest w „Solidarności” od początku pracy zawodowej. Nie mogło być inaczej. Rekowski to kibic Lechii Gdańsk. Siostra Krzysztofa – Agnieszka „Oleńka” – przyjaźniła się z zamordowanym w Gdańsku 17 grudnia 1981 roku Antonim Browarczykiem.

Kościół

Związek, tak jak porcelana z Lubiany, jest widoczny w Kościerzynie.

– Jesteśmy widoczni na uroczystościach patriotycznych i kościelnych – mówi Skwierawski.
Kościerzyna ma swego duszpasterza mocno zaangażowanego w sprawy społeczne. To znakomity kaznodzieja i budowniczy ks. Marian Szczepiński, dziekan, prałat honorowy Jego Świątobliwości, kanonik Kapituły Pelplińskiej.

– Szanujemy księdza dziekana za jego płomienne kazania – mówi Zagórska, a związkowcy dodają, że i w samej Łubianie proboszcz Mieczysław Gajewski sprzyja Związkowi. Ksiądz Gajewski to były portowiec z Portu Gdynia, który poczuł powołanie będąc robotnikiem. To z inicjatywy księdza proboszcza i Związku w kościele w Łubianie znalazły się relikwie błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.

Drzwi do „Solidarności”

Drzwi zakładowej „Solidarności” sąsiadują z wydziałem produkcji.

– Każdy ma swoje problemy. Ludzie szukają u nas sprawiedliwości, wsparcia czy mediacji. Czasem chcą pomocy w sprawach czysto ludzkich, a nawet rozwiązania koleżeńskich waśni – mówi Małgorzata Majchrzak, prowadząca sekretariat komisji.

Związek ujął się też za pracownikami przyzakładowego sklepu. Czas na rozpakowanie i ustawienie porcelany na sklepowe lady przed jego otwarciem został wliczony do czasu pracy. Był też temat „mody”.

– Rozwiązaliśmy temat naszych umundurowań. Przyjemnie popatrzyć na ładne koleżanki, ale zbytni liberalizm w stroju przy piecu wypalającym porcelanę nie zawsze jest wskazany – żartuje Rekowski.

Temat drażliwy to sprawa prawnego uregulowania sytuacji tych osób, które pracują na wydziałach produkcyjnych, jak np. elektrycy, ale nie są traktowane jako pracujący w warunkach szczególnych. Ma to niebagatelne znaczenie przy przechodzeniu na emeryturę po pracy w warunkach szkodliwych dla zdrowia.

Lubiana firma

Lubiana SA to swoiste miasteczko. Jest w zakładzie ogólnodostępna przychodnia, przedszkole i szkoła powołane z inicjatywy zakładu. Podobnie jak linia doprowadzająca gaz ziemny do zakładu i zasilająca osiedle. W procesie przekształceń własnościowych pracownicze osiedle zostało wyodrębnione i powstała spółdzielnia mieszkaniowa.

– Lubiana to miejsca pracy dla kolejnego już pokolenia. Można nawet zaryzykować, że rodzina przyucza do zawodu. Po nieprzemyślanej likwidacji szkolnictwa zawodowego brakuje właściwego fachowego przygotowania, a przykład rodziny pokazuje – po pierwsze – że każdy jakiś zawód musi mieć, a po drugie – jest miejsce pracy. Zakład korzysta ze swoich wychowanków – analizuje Skwierawski.

Wiesława Jankowska zna ten fenomen. W Łubianie założyła rodzinę. Jest osobą znaną. Wie też, że przekonać ludzi do „Solidarności” nie jest łatwo.

– Bywa, że jesteśmy obwiniani za tych, którzy doszli do władzy dzięki nam, a dzisiaj z nami nie mają nic wspólnego, a nawet chcą nas niszczyć – mówi Jankowska.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę