Moje miejsce jest tu, w „Solidarności”

Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” w Akademii Morskiej w Gdyni

Dla ludzi „Solidarności” z Akademii Morskiej w Gdyni ważna jest świadomość historyczna, duma z korzeni Związku oraz pamięć o bohaterach, którzy torowali drogę do wolnej, demokratycznej Polski.

Od lewej: Paweł Krasowski, Włodzimierz Kończewicz, Marek Lubowiecki, Maria Derkowska.Fot. Olga Zielińska

 

Zawsze z „Solidarnością”
Marek Lubowiecki, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” w Akademii Morskiej w Gdyni, mówi, że patriotyzm i religijność zawdzięcza rodzinie.
– Dlatego już w 1980 r. jako młody chłopak chciałem uczestniczyć w strajkach. Służyłem wtedy jako ministrant podczas mszy św. w stoczni. Potem byłem blisko ludzi „Solidarności”. Byłem m.in. łącznikiem MKS, miałem kontakt z internowanymi, brałem udział jako obserwator podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „S”. Współtworzyłem i sam tworzyłem różne opozycyjne publikacje. Brałem udział w organizowaniu Związku w Zespole Opieki Zdrowotnej w Wejherowie. W 1987 r. rozpocząłem pracę w Wyższej Szkole Morskiej i to naturalne, że byłem też od razu w „Solidarności”.

Również dla innych członków „Solidarności” w Akademii Morskiej historia i kultywowanie pamięci o jej bohaterach i najważniejszych wydarzeniach są niezwykle istotne. Włodzimierz Kończewicz jako wykładowca z wieloletnim stażem stara się studentom zaszczepić bakcyla wiedzy historycznej, ale także zachęcać do aktywnego uczestnictwa w świętowaniu rocznic i obecności na różnych uroczystościach.

– Nie jest to łatwe zadanie. Bo nie ma też dziś polityki uczelni, która by wspierała takie działania – mówi Kończewicz. – Obserwuję jednak, że część młodych ludzi posiada wiedzę historyczną, chętnie dowiaduje się czegoś nowego oraz uczestniczy w różnorodnych uroczystościach. Ważne jest dla mnie też, aby zaszczepić studentom zainteresowanie morzem.

Mama Kończewicza była nauczycielką w Technikum Przetwórstwa Rybnego w Gdyni. – Od niej wiele się nauczyłem. Mama szczególnie dużo opowiadała o tym, co się działo w grudniu w 1970 r. O kordonach ZOMO i wojska, kiedy wysiadała z kolejki, strzelaninie, ogolonych na łyso uczniach, którzy wpadli w ręce milicji. Tak zaszczepiła we mnie bunt wobec tamtego systemu – wspomina Kończewicz.
– Jest tylko „Solidarność”. Myślę tak, kiedy patrzę w przeszłość, ale także kiedy zastanawiam się, jak jest dzisiaj w Polsce.

Paweł Krasowski jest już na emeryturze, ale solidarnościowy duch, który dotąd w nim nie wygasł, nie pozwala mu rozstać się ze Związkiem. Dziś pełni rolę wiceprzewodniczącego komisji, mówi, że był od zawsze i jest zawsze z „Solidarnością”.

Podobnie myśli także Maria Derkowska, sekretarz komisji. – Od początku należę do „Solidarności”, nie zmieniam poglądów. Widziałam dramat Grudnia 1970 r. To silnie wpłynęło na moją postawę wobec ówczesnej władzy. Potem były strajki, które rozpoczęły zmiany w Polsce. To wszystko jest dla mnie ważne i dziś.

Dziś w „Solidarności”
Bycie człowiekiem „Solidarności” oznacza według nich niezapominanie o tym, co ważne i związane z historią, ale także uwrażliwienie na potrzeby społeczne dziś.

– Staramy się w miarę naszych możliwości być dla ludzi – mówi Lubowiecki. – Wspomagamy pracowników, kiedy zajdzie taka potrzeba. Zarówno w kwestiach pomocy merytorycznej, jak i finansowej. Prowadzimy doradztwo pozaprawne, ale kontaktujemy też naszych członków z prawnikami w Regionie. Pracownik dziś ma wiele takich problemów, z którymi wcześniej nie miał do czynienia. Dlatego czasem pomoc musi być podana niezwykle delikatnie.
Paweł Krasowski dodaje, że najtrudniej jest, jeśli jest zagrożenie utraty pracy. – Jeśli pracownik, nasz członek, zostanie zwolniony z pracy, interweniujemy.

Marek Lubowiecki mówi, że dla ludzi pomoc finansowa jest ważna. Dlatego są różnego rodzaju zapomogi i świadczenia. Ważna jest jednak także integracja. Służą temu organizowane lub współorganizowane wycieczki i pielgrzymki oraz imprezy, jak choćby sylwestrowe bale.
Włodzimierz Kończewicz uważa, że dobrze byłoby zacieśnić współpracę z innymi instytucjami, jak choćby z Urzędem Morskim czy Zarządem Portu Morskiego.

– Ta współpraca jest, ale warto nad nią jeszcze popracować. To byłoby dobre i dla „Solidarności”, ale także dla naszych studentów. Organizując np. spływy czy regaty mamy też możliwość wpływania na postawy młodych ludzi. Od nas dorosłych wiele zależy. Musimy o tym zawsze pamiętać – dopowiada Kończewicz.

Nasz sukces
– Sukcesem jest to, że jesteśmy razem – mówią członkowie komisji. – Że zawsze potrafimy, pomimo kłopotów, sytuacji dramatycznych, ramię w ramię tak działać, aby pomagać innym. Chcemy, aby tak nas postrzegano. Że jesteśmy razem.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę