Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Malborku

Ludzie muszą widzieć, że przewodniczący dba o interesy wszystkich członków „Solidarności”, a nie myśli przede wszystkim o sobie. I musi mieć z nimi bliski kontakt. Znać bieżące problemy, być gotowy do pomocy. To buduje zaufanie – mówią związkowcy z Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Malborku.

„Solidarność” w malborskim MOPS-ie została zawiązana w listopadzie 1999 r. Dziś pracują tam 123 osoby, a do związku należy aż 90 z nich. To daje uzwiązkowienie na poziomie ponad 73 proc. Bodźcem do jej założenia były problemy w firmie.

– Zmieniono wtedy nam pracodawcę i w ośrodku zaczęło się źle dziać – mówi Wioletta Klepacka, przewodnicząca KZ NSZZ „S” w MOPS w Malborku. – Dziś określa się to mianem mobbingu. Dochodziło do nękania i psychicznego pastwienia się nad pracownikami. Byliśmy poddawani stałej presji ze strony pracodawcy. Postanowiliśmy się zorganizować i założyć związek. Chcieliśmy bronić naszych praw i godności.

Wioletta Klepacka jest przewodniczącą Komisji Zakładowej od czasu jej powstania. Ale – jak wspomina – początki były trudne.

– Potrzebne nam było wsparcie. Tym bardziej że pracodawca był trudnym przeciwnikiem. Całe szczęście, że wspierali nas wtedy inni związkowcy, między innymi kierownicy oddziałów – wspomina Klepacka. – Dzięki nim udało się uniknąć wielu pułapek. To dobrze, jeśli doświadczeni działacze pomagają tym, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w pracy związkowej. Na tym też polega solidarność.

 

Jest nas teraz więcej

Jeszcze kilka lat temu „Solidarność” w MOPS-ie liczyła od 20 do 30 członków. Ich liczba, jak podkreśla Wioletta Klepacka, diametralnie wzrosła po tym, kiedy pięć lat temu oddział w Malborku przeszedł z Regionu Elbląskiego do Regionu Gdańskiego.

– Nasza komisja otrzymała dużą pomoc ze strony Regionu Gdańskiego – tłumaczy Wioletta Klepacka. – Zobaczyliśmy, jak może funkcjonować związek w zakładzie, co można poprawić. Skorzystaliśmy z wielu szkoleń, a potem to wszystko zaczęło procentować.

Najważniejsze w pracy lidera związkowego – uważa Klepacka – jest to, aby być naprawdę z ludźmi i dla ludzi, autentycznie przejmować się ich problemami i starać się je rozwiązywać.

– Trzeba mieć świadomość, że pracownicy nas obserwują i szybko wyrabiają sobie opinię – tłumaczy przewodnicząca. – Jeśli się staramy, ludzie zaczynają to doceniać. I nie tylko nasi członkowie, ale także inni. I łatwiej będzie potem nam ich przekonać, aby chcieli się do nas przyłączyć.

Jednym z priorytetów, o realizację którego zabiegał związek, było to, aby osoby wykonujące tę samą pracę otrzymywały takie samo wynagrodzenie. To spowodowało wyeliminowanie wielu konfliktów i zbudowało zaufanie. Innym ważnym celem było wynegocjowanie z pracodawcą umów na czas nieokreślony. I dla większości pracowników udało się to uzyskać.

Kilka lat temu wynegocjowano podwyżki wynagrodzeń o 200-400 zł. Pracownicy to widzieli i docenili. Łatwiej było potem namówić kolejne osoby do wstąpienia do związku.

 

Problemy trzeba rozwiązywać na bieżąco

Dużym utrudnieniem w pracy związkowców jest fakt, że komisja nie ma własnego pomieszczenia. Zebrania odbywają się więc w różnych miejscach.

– Wynajmujemy najczęściej salę w Młodzieżowym Domu Kultury w Malborku – opowiada Wioletta Klepacka. – Spotkania całej Komisji Zakładowej odbywają się co najmniej raz na dwa miesiące. Ale w mniejszym, niepełnym składzie, w zależności od potrzeb, nawet co kilka dni. Wtedy najczęściej umawiamy się w oddziale „Solidarności” w Malborku lub czasem u mnie w MOPS-ie.

Zdaniem Klepackiej, konflikty trzeba rozwiązywać na bieżąco. To klucz do dobrego postrzegania związku przez jego członków, a poza tym w ten sposób można zapobiec zaognianiu się sporów.

– Ale nie jest to łatwe. Bo w MOPS-ie są różne grupy zawodowe: zatrudnieni w administracji, pracownicy świadczący usługi opiekuńcze oraz pracownicy socjalni. Więc to naturalne, że pojawiają się konflikty – wyjaśnia szefowa „S”.

Podkreśla także, że warto zabiegać o wypracowanie dobrej współpracy z pracodawcą. – Czasem oczywiście trudno nam dojść do porozumienia. Ale gdzieś pośrodku naszych oczekiwań w końcu się spotykamy. Trzeba rozumieć, że niekiedy nasze cele są rozbieżne. Najważniejsze to rozmawiać i być gotowym do kompromisu – stwierdza Klepacka. – Dlatego nie narzekamy na nasze relacje.

W pracy związkowej potrzebne są sukcesy, bo to motywuje do kolejnych działań. Do nich szefowa „Solidarności” zalicza duże uzwiązkowienie, ale także sporą świadomość członków. – Wiem, że mogę liczyć na ich pomoc. To bardzo ważne, bo wtedy, kiedy są prowadzone naprawdę trudne negocjacje z pracodawcą, czuję wsparcie – mówi Klepacka.

Ważnym sukcesem jest także to, że „Solidarności” udało się doprowadzić do podpisania z pracodawcą układu zbiorowego.

– To pokazuje, że jeśli się bardzo chce, wiele można zdziałać. I cały czas pracujemy nad poprawianiem naszego układu – dodaje Klepacka.

Olga Zielińska

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę