Komisja Zakładowa NSZZ „S” w Zakładzie Utylizacyjnym W Gdańsku

„Solidarność” w Zakładzie Utylizacyjnym w Gdańsku nie jest liczna. Jeszcze parę miesięcy temu należało do niej ok. 30 członków, dziś jest ich już 60. Praca w mniejszych komisjach jest inna niż w tych dużych, ma swoją specyfikę, ale problemy ludzi i ich oczekiwania wobec Związku są najczęściej podobne.

Jesteśmy małym zakładem, nasza komisja też jest mała. To prawda, ostatnio się zwiększyła, ale nie jesteśmy w stanie oferować swoim członkom tyle, co duże komisje Zdajemy sobie sprawę, że koleżanki i koledzy z dużych organizacji związkowych mają większe możliwości działania, na pewno też są silniejszą stroną w negocjacjach z pracodawcą – mówi Jacek Gburek, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Zakładzie Utylizacyjnym w Gdańsku. Dlatego komisja korzysta z pomocy Regionu Gdańskiego.

– Nasi członkowie wiedzą, że mają do dyspozycji cały pakiet ofert proponowanych przez Region Gdański. Ludzie są zadowoleni i często korzystają z bezpłatnej pomocy prawnej. Są również stale informowani o różnych szkoleniach – mówi Gburek.

 

Razem jest łatwiej

Komisja Zakładowa w Zakładzie Utylizacyjnym w Gdańsku powstała w 2001 r. Początkowo liczyła jedynie 11 członków. Ale też w zakładzie pracowało wtedy około 30 osób.

– Byłem od początku, zostałem wybrany na przewodniczącego – wspomina Jacek Gburek. – Z czasem zatrudnienie w firmie się zwiększyło, a wraz z nim rosła liczba członków naszej komisji. Na około 90 zatrudnionych przypadało 20-30 członków.

W kwietniu ub.r. w zakładzie uruchomiono sortownię odpadów i w związku z tym zatrudniono około 160 nowych pracowników.

– Odbywało się to etapami. Co kilka miesięcy przychodziły nowe osoby. Dzisiaj w firmie jest około 250 pracowników. Tych z rocznym stażem jest około stu – wyjaśnia Gburek. – Stawia to przed nami nowe wyzwania, bo trzeba rozmawiać z tymi pracownikami. Dodaje, że nowo zatrudnieni poznają zasady pracy związku, wiedzą o korzyściach płynących z członkostwa, ale i o obowiązkach. Szefowie komisji zdają sobie sprawę, że siła „Solidarności” zależy od jej liczebności. Dlatego stale pracują nad pozyskaniem nowych członków. – Obecnie nasza komisja liczy ponad 60 osób. Duża w tym zasługa wiceprzewodniczącego, Darka Grzenkowitza. Umie rozmawiać z ludźmi, wytłumaczyć, dlaczego warto zapisać się do związku – chwali Gburek. A Dariusz Grzenkowitz dodaje, że dziś praca nad pozyskiwaniem nowych członków nie jest łatwym zadaniem.

– Ludzie mówią: „A tam, związek, co on może zdziałać?”. Ale ja wtedy odpowiadam: „Jak będziesz czegoś potrzebował, będziesz sam. Ale jeśli do nas wstąpisz, będziesz mógł liczyć na naszą pomoc”. Problemy są przecież różne: a to z talonami, a to z podwyżką płac. Kiedy są kłopoty, w pojedynkę trudno je rozwiązywać. W grupie można coś razem zdziałać, a samemu dostaje się jedynie cięgi. Nie mówiąc już o tym, że z jednym pracownikiem prezes nie będzie chciał rozmawiać. Ale kiedy prosi o to związek, jest szansa, że uda się coś wynegocjować. Razem jest zdecydowanie łatwiej. I to do ludzi często przemawia – stwierdza Grzenkowitz.

Wiceprzewodniczący tłumaczy, że kiedy pojawiają się problemy, starają się zorganizować spotkanie z prezesem. I nawet wtedy, kiedy rozmowy przebiegają nie całkiem po myśli związkowców, pracownicy, za którymi się wstawiono, czują, że w ich sprawie próbowano coś zrobić, nie zostali z kłopotami sami.

 

Zależy nam na rzetelnych pracownikach

– Praca w zakładzie utylizacyjnym jest specyficzna – mówi Gburek. – Dlatego mamy do czynienia z dosyć dużą rotacją ludzi. Niektórzy sami rezygnują, niejednokrotnie z powodu uciążliwego zapachu, a inni po prostu się do tej pracy nie nadają.

Przewodniczący „Solidarności” tłumaczy, że pracownicy muszą być rzetelni. Jeśli zbyt często nawalają, korzystają nadmiernie ze zwolnień lekarskich, na taśmociągach jest za mało ludzi i trudno zachować normalne tempo pracy. Wpływa to także negatywnie na jej jakość. Jeśli jest za mało pracowników na linii produkcyjnej, surowce mogą trafić nie na ten strumień, na który powinny.

– Dlatego zależy nam na pracownikach, na których można polegać. Czynnikiem eliminującym jest także problem alkoholowy. W firmie dosyć często przeprowadzane są kontrole mające wskazać, czy pracownik jest trzeźwy. Ich wyniki niejednokrotnie były powodem zwolnień – mówi przewodniczący „Solidarności”.

Dobrych działaczy związkowych trzeba szukać wśród rzetelnych pracowników. A potem ich szkolić, wdrażać do pracy związkowej.

– Trudno jest dziś znaleźć działaczy, bo to trochę charytatywna praca – mówi Grzenkowitz. – Razem z Jackiem wypatrujemy, czy ktoś oprócz nas nadaje się także do tej roli. Chcielibyśmy go nauczyć wielu rzeczy, pokazać, jak radzić sobie podczas negocjacji i w różnych trudnych, stresujących sytuacjach. A już od nowej kadencji taka osoba mogłaby z nami ściśle współpracować. I nie utonęłaby w morzu niewiedzy, bo na początku naprawdę jest dosyć trudno.

Jacek Gburek dodaje, że coraz trudniej znaleźć osoby, które mają odwagę i chciałyby wyjść przed szereg. – W naszej pracy związkowej mamy często do czynienia z zauważalną dysproporcją między oczekiwaniami i wymaganiami stawianymi nam przez związkowców a wsparciem, na jakie możemy z ich strony liczyć. Dodatkowo, gdy efekty rozmów z pracodawcą nie są w pełni zadowalające, pracownicy mają do nas pretensje. Ale gdy chcemy uzyskać z ich strony wsparcie, to różnie z nim bywa. Łatwiej jest krytykować, niż wystawiać się na ewentualne porażki i późniejszą negatywną ocenę.

O trudnej pracy działaczy związkowych opowiada także wiceprzewodniczący. – Bycie działaczem związkowym to raczej niewdzięczna rola. Kiedy pracownicy nie są zadowoleni, bo coś nie tak wyszło, mają pretensje do szefostwa komisji. Zdarzało nam się, że ludzie najpierw czegoś od nas chcieli, czekali na rozmowę z prezesem, naciskali na nas, żebyśmy ją zorganizowali, a potem nagle się wycofywali. Zostawaliśmy sami na placu boju. Trzeba być silnym psychicznie, decydując się na bycie działaczem związkowym.

 

Występujemy w imieniu innych

Szefowie komisji mówią, że trzeba nauczyć się słuchać innych. Ważne, żeby mieć własne poglądy, umieć rozmawiać z ludźmi, ale zawsze trzeba pamiętać, że będąc nawet przewodniczącym czy wiceprzewodniczącym komisji reprezentuje się grupę członków, nie siebie samego.

– Nie mogę reagować kierując się osobistymi poglądami czy odczuciami. Muszę patrzeć na ludzi, na to, jak oni myślą. Bo przecież ich reprezentuję. Taka jest moja rola, tego ode mnie oczekują pracownicy – tłumaczy Grzenkowitz.

Potwierdza to także Gburek, dodając, że ważna jest także informacja. Dlatego rozmawia każdego dnia z pracownikami. Kiedy trzeba, wyjaśnia wątpliwości, łagodzi konflikty. O tym, co się dzieje w związku członkowie „Solidarności” dowiadują się nie tylko w trakcie bezpośrednich rozmów, ale także z tablicy ogłoszeń. Co tydzień wywieszane jest tam również internetowe wydanie „Ibis-a”.

Przewodniczący „Solidarności” mówi, że wszyscy pracownicy, nie tylko członkowie związku, obserwują relacje z pracodawcą i prowadzone z nim negocjacje.

– Tu nie chodzi tylko o skuteczność, bo czasem mimo najszczerszych chęci nie udaje nam się wszystkiego uzyskać. Ale o gotowość do podejmowania trudnych tematów – opowiada Gburek. – Oczywiście trzeba też rozumieć racje pracodawcy, wtedy łatwiej wypracować kompromis.

Przewodniczący „Solidarności” przyznaje, że zarobki w firmie nie są wysokie, a praca ciężka. Ale atutem jest to, że pensje wypłacane są w terminie, obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy, pracownicy otrzymują wszystkie przysługujące im świadczenia socjalne, zakład zapewnia także opiekę lekarską w prywatnym centrum medycznym.

Przed związkowcami
w roku 2012 nowe wyzwania.

– Kilka lat temu zmieniono system wynagradzania. Zakład przygotowywał się do bardzo dużej inwestycji modernizacyjnej. Komisja Zakładowa analizowała z zarządem regulamin wynagradzania, opracowując model zadowalający obie strony – tłumaczy Gburek. – W wyniku negocjacji dodatkowe składniki uposażenia wliczone zostały w podstawę wynagrodzenia, a fundusz premiowy uzależniony jest od wysokości zysku firmy. Ostatnio zakład zrealizował ogromną inwestycję, posiłkując się kredytem. Spłata zaciągniętych kredytów stawia pod znakiem zapytania możliwość wypracowania zadowalających zysków. Dlatego też zastanawiamy się nad nowym systemem premiowania. Problem i podejmowane negocjacje wymagają z naszej strony dużej wiedzy księgowej. Za wcześnie jednak mówić o szczegółach, najważniejsze, że pracodawca chce z nami rozmawiać.

 

Olga Zielińska


Download PDF
Powrót Drukuj stronę