Komisja Zakładowa NSZZ „S” Uniwersytetu Gdańskiego

 – Często słyszymy, że „Solidarność” powinna zwinąć sztandary. My jednak uważamy, że nie powinna ich zwijać, ale nawet rozwinąć jeszcze bardziej. Bo dziś jest to potrzebne bardziej niż kiedyś – mówią prof. dr hab. Franciszek Makurat, przewodniczący, i Andrzej Pępek, wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „S” Uniwersytetu Gdańskiego.

 

Uniwersytecka „Solidarność” za cel postawiła sobie trudne zadanie. Związek ma pomagać, wszystkim – jak mówi przewodniczący – którzy tego potrzebują, ale także wychowywać, wyznaczać wzorce postępowania. Takie myślenie wytycza kierunki działań Komisji Zakładowej.

Aby być wiarygodnym, trzeba w życiu zawodowym i prywatnym kierować się prawdą, sprawiedliwością, rozróżniać dobro od zła i taką postawę prezentować na co dzień – uważają członkowie prezydium KZ. Szefowie „S” są działaczami związkowymi od kilkudziesięciu lat.

Dlaczego jesteśmy w „Solidarności”

Przewodniczący uniwersyteckiej „Solidarności” wspominając czasy, kiedy na uczelni razem z kolegami i koleżankami zakładał związek, mówi, że to było wtedy takie naturalne, był to przecież narodowy zryw walki o polską demokrację. Wszyscy oczekiwali założenia związku na Uniwersytecie Gdańskim.

– Ale dziś wiele postulatów, które wtedy w Sierpniu 1980 r. były zgłaszane, jest ciągle aktualnych. I stąd konieczna jest nadal obecność związku – twierdzi prof. dr hab. Franciszek Makurat. – Obszarów, w których powinien działać związek, jest wiele. Na różnych poziomach.

Przewodniczący „Solidarności” wskazuje choćby na problem braku konsultacji rządu z centralami związkowymi, które powinny dotyczyć ludzi pracy.

– Ale problemów jest dużo więcej. Na przykład nie ma wolności słowa. A to był nasz sierpniowy postulat. Przykładem jest uniemożliwienie Telewizji Trwam nadawania na multipleksie cyfrowym. Dlatego uważam, że nasze sztandary trzeba jeszcze bardziej rozwinąć – dodaje prof. dr hab. Franciszek Makurat.

Wiceprzewodniczący uniwersyteckiej „Solidarności” należy do niej już od 1980 r., kiedy współuczestniczył w organizowaniu związku.

– Swoich poglądów nie zmieniłem od grudnia 1970 r., od tragicznych wydarzeń na Wybrzeżu. W 1980 r. założyliśmy na uniwersytecie „Solidarność”. I do dzisiaj do niej należę. Już 32 lata i nie mam zamiaru z tego zrezygnować. Taka jest potrzeba. Ale oprócz tego są u nas świetni ludzie. Zawsze tak było, więc po prostu warto być z nami. Tu można być naprawdę sobą, wyrażać swobodnie swoje poglądy – mówi Andrzej Pępek.

Z pobudek ideologicznych zapisała się do „Solidarności” także dr Magdalena Błażek, wiceprzewodnicząca Komisji Zakładowej. Na Uniwersytecie Gdańskim pracuje od 1989 r. i od tego czasu należy do związku.

– Wstąpiłam do „Solidarności”, bo inaczej być nie mogło. To wynika z tradycji rodzinnych. Identyfikuję się z ideałami, jakie są fundamentem naszego związku, z walką o człowieka, o jego prawo do godnej pracy. Dziś ta walka jest tak samo konieczna jak kiedyś. Dlatego sama zachęciłam parę osób do zapisania się do „Solidarności” – opowiada dr Magdalena Błażek.

Pracujemy nad pozyskaniem nowych członków

Na uczelni pracuje około 3150 osób, do związku należy około 430.

W składzie naszej Komisji Zakładowej jest 40 profesorów, wielu doktorów, pracowników administracji i obsługi. Nasza „Solidarność” ma więc reprezentantów we wszystkich grupach zawodowych. A my swoich przedstawicieli na wszystkich wydziałach uczelni – wyjaśnia prof. dr hab. Franciszek Makurat.

Członkowie Komisji Zakładowej stale pracują nad pozyskaniem młodych członków, ale – jak tłumaczą – jest naprawdę trudno. Wiele osób przechodzi na emeryturę, więc w naturalny sposób przestają być członkami związku. Z powodów oszczędnościowych likwidowane są niektóre etaty, a na ich miejsce nie są zatrudniani nowi pracownicy. Są też tacy, którzy odeszli z „Solidarności” z przyczyn ekonomicznych. Dla niektórych jeden procent miesięcznie odpisu z wypłaty na związek to dużo. Mówią, że w skali roku mogą za to kupić na przykład dziecku buty.

– Prawie na każdym spotkaniu komisji przyjmujemy nowych członków, w ciągu minionego roku było ich 50, ale ubytki członków są na tyle duże, że z trudem równoważymy straty – tłumaczy wiceprzewodniczący „S” na UG.

Szefowie komisji tłumaczą, że najważniejszym argumentem za wstąpieniem do związku jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa pracownikowi. Ale to nie wszystko.– Trzeba mieć dobrą ofertę – mówi prof. dr hab. Franciszek Makurat. – Tłumaczymy, że dzięki przynależności do związku można korzystać z wielu szkoleń, różnych form dokształcania. Taką ofertę daje przecież Region Gdański. Nasi członkowie mogą liczyć na pomoc także w kwestiach zawodowych. Uczestniczymy bowiem w komisjach senackich, w radach wydziału, mamy prawo głosu w kwestiach dotyczących oceny dydaktycznej i naukowej pracownika.

Wielu członków związku chwali sobie możliwość korzystania z pomocy prawnika, który udziela porad nie tylko na tematy pracownicze, ale także prywatne. Prawnik jest dostępny w każdy drugi i czwarty wtorek miesiąca.

– Nie jesteśmy na etatach związkowych, swoje funkcje pełnimy społecznie – wyjaśnia Andrzej Pępek. – Z naszych składek natomiast opłacamy etat na prowadzenie sekretariatu. Bo uważamy, że biuro „Solidarności” powinno być codziennie otwarte. Musi być z nami kontakt. Nasi członkowie mogą liczyć również na pomoc socjalną, np. w formie zapomóg.

Działaczom związkowym najbardziej zależy na przyciągnięciu młodych ludzi.

– Młodzi, którzy przychodzą do nas, wynoszą najczęściej z domu ideały. Pozostałym staramy się tłumaczyć, otwierać oczy, prowokować do samodzielnego myślenia, a nie słuchania biernie tego, co kreują niektóre media. Trzeba to robić rozważnie – opowiada przewodniczący uniwersyteckiej „Solidarności”.

Dodaje, że chcieliby do związku przyjmować studentów i doktorantów. Ale statut „Solidarności” na to nie pozwala.

– Szkoda, to wielka strata. Tym bardziej że moglibyśmy pozyskiwać młodych, inteligentnych, mających do nas podobne poglądy ludzi. Dlaczego nie mogą być w „Solidarności”? – pyta wiceprzewodniczący.

Spotkania Komisji Zakładowej odbywają się raz w miesiącu. Ale  posiedzenia prezydium, jak mówią szefowie związku na UG, praktycznie odbywają się codziennie. – Oczywiście, w niepełnym składzie. Jeśli jednak zachodzi potrzeba, aby je zwołać, nie ma nigdy problemu – dodaje Andrzej Pępek.

Zaszczepianie dobrych wzorców

– Naszym zadaniem jest kształtowanie postaw młodych ludzi. Tak, aby umieli odróżnić prawdę od kłamstwa. To wbrew pozorom nie jest trudne. Prawda jest po prostu prawdą. Wystarczy przestrzegać dekalogu – mówi prof. dr hab. Franciszek Makurat.

Jedną z możliwości prezentacji ideologii „Solidarności” i zaszczepiania wzorców wśród młodych osób jest organizowanie przez związek konferencji naukowych. Są one poświęcone sprawom rodziny, a kierowane w dużej mierze do młodzieży, bo jak podkreślają szefowie komisji, to od nich będzie zależeć duchowa i gospodarcza przyszłość kraju.

W grudniu ub.r. uniwersytecka „Solidarność” razem ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Ludzkiego Życia Human Life International zorganizowała międzynarodową konferencję pod hasłem „Rodzina – demografia – przyszłość”. Patronat nad nią objęli Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S”, abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański oraz prof. dr hab. Bernard Lammek, rektor Uniwersytetu Gdańskiego.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów naszej pracy – podkreśla prof. dr hab. Franciszek Makurat. – W konferencjach uczestniczą studenci, liczne grono pedagogiczne. Zaproszeni prelegenci mówią zgodnie z naszym duchem. Na ostatniej konferencji wszystkie miejsca były zajęte, a nawet ich zabrakło. Trzy czwarte uczestników to byli ludzie młodzi. To pokazuje, że to, co robimy jest potrzebne. Bardzo nas to cieszy.

Już w marcu odbędzie się kolejna konferencja – „Ojcostwo dzisiaj – strategia dla organizacji wspierających rodzinę”.

Dobra współpraca pomaga związkowi

– Współpraca naszej komisji z władzami uczelni układa się wzorcowo. Choć to nie jest tak, że mamy zawsze takie samo zdanie. Ale próbujemy wypracowywać porozumienie. My natomiast rozumiemy, że nie wszystkie żądania naszych członków są możliwe do spełnienia. Przecież są ograniczenia w postaci choćby ustawy o szkolnictwie wyższym czy kodeksu pracy – mówi Andrzej Pępek.

Prof. dr hab. Franciszek Makurat dodaje, że nawet jeśli poglądy związku i władz uczelni się różnią, nikt nie prowadzi wojny.

– Nie ma takiego powodu, szukamy najlepszych rozwiązań. Jako związek na miarę naszych możliwości wspieramy młodzież, uczelnię, pomagamy w jej rozwoju, zabiegając choćby o nowych studentów. Te sygnały dochodzą do władz uczelni, dlatego jesteśmy dobrze postrzegani.

Uniwersytecka „Solidarność współpracuje ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego.

– Uważam, że wszyscy na tym korzystają. Omawiamy tematy pod kątem wydarzeń w kraju, na świecie. Razem wypracowujemy wspólne stanowiska ukierunkowane na rozwój ludzi i uczelni.

Szefostwo związku chwali także współpracę z Krzysztofem Doślą, przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „S”. – To bardzo ważne. Zapraszamy go na posiedzenia komisji, czasem w nich uczestniczy. Mamy możliwość przekazywania naszym członkom pełnych informacji na temat tego, co się dzieje w Regionie – dodaje Andrzej Pępek.

Nasi rozmówcy na zakończenie dodają, że codzienna praca działacza związkowego zabiera dużo czasu, to także ogromna odpowiedzialność, ale również satysfakcja.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę