Kolejarska „Solidarność”

25 listopada, w święto kolejarzy i ich patronki św. Katarzyny Aleksandryjskiej, związkowcy z PKP Intercity SA w Gdyni życzyli sobie i podróżnym, by deklaracje rządzących przeobraziły się w czyny, a tory nie były „zwijane”. Nocą 30 listopada br. kolejarskie związki zawodowe podpisały długo negocjowane porozumienie płacowe z zarządem spółki.

kolejarze

Nie na słowa czekamy, ale na spełnione obietnice, by słuszne kolejarskie postulaty były zrealizowane – życzył im kilka dni wcześniej duszpasterz gdyńskich kolejarzy ks. kanonik Marek Wende przy pomniku ich patronki św. Katarzyny Aleksandryjskiej przy ul. Osada Kolejowa.

Gdyńscy kolejarze mają szczególne wsparcie w kościele Świętego Ducha i Katarzyny Aleksandryjskiej na gdyńskim Obłużu. Od kilkunastu lat 25 listopada spotykają się tam na mszy św.

Kolejarze podczas ogólnopolskiej pielgrzymki na Jasną Górę 12 i 13 listopada br. stanęli po raz 33 u stóp Królowej Polski. Za rok też tam będą – 4 listopada. Z pocztami sztandarowymi biorą udział w wartach honorowych. Z dumą wspominają, jak w 2010 roku nieśli trumnę z ciałem Macieja Płażyńskiego.

Pomoc w trudnych latach stanu wojennego znajdowali też w kościele św. Józefa, położonym w robotniczej dzielnicy Leszczynki. W świątyni w noc wprowadzenia stanu wojennego ukryty został związkowy sztandar. Kolej była zmilitaryzowana. Kolejarze z „Solidarności” otrzymali ostrzeżenie od ówczesnego kierownika zakładu, który dał im sygnał po wewnętrznej linii, nim w zakładzie pojawił się wojskowy komisarz. O tym wydarzeniu wspominają Jerzy Protasewicz, członek Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, i Jan Block, wówczas 20-letni pracownik bazy PKP, dzisiaj związkowy lider w warsztacie, mistrz, brygadzista.

Jan Block wadził się z władzą, PRL mu nie pasował. Dlatego wstąpił w 1980 roku do „Solidarności”.

– Byłem młodym człowiekiem i nie pasował mi fałsz socjalizmu. Człowiek marzył, że to się zmieni, że padnie komuna, że będzie się lepiej żyło. Po części nadzieja się spełniła – wspomina Block.

W warsztacie jest kilkunastu takich jak on. Są w Związku.

NSZZ „Solidarność” mimo redukcji zatrudnienia jest najliczniejszym związkiem w gdyńskiej kolei. Organizacja liczy, jak nas informuje jej sekretarz Iwona Krużycka, 280 członków na półtora tysiąca pracowników.

– W strukturze centrali nie ma już 39 dyrektorów. Jest ich teraz 19. Liczę, że nowy klimat przeniesie się na poszczególne zakłady i przełoży na wynagrodzenia – mówi Maria Sędek, członek Rady Nadzorczej PKP Intercity SA, przedstawicielka załogi.

Związkowcy liczą na „nowy klimat”, na to, że zarządy kolejowych spółek zobowiązane będą do rzeczywistych działań. Czas, by odczuli je pracownicy. Te płacowe, i te organizacyjne.

– Teraz w centrali mówią inaczej, czyli tak, jak chcielibyśmy to słyszeć. Mówią, a nie widać czynów i efektów – zauważa Ryszard Pipczyński, przewodniczący Organizacji Zakładowej NSZZ „S” w PKP Intercity SA Zakład Północny w Gdyni.

Te pojawić się mają w grudniu, po porozumieniu.

Cóż po zmianach politycznych, skoro płaca zasadnicza to 2 tysiące złotych, a atmosfera pracy i styl zarządzania się nie poprawia. No dobrze – ktoś powie, ale można wyciągnąć
i 2300 na rękę. Tak, bo są premie, nadgodziny.

– Jesteśmy na początku drogi. Do pracownika trzeba mieć zaufanie. Pracownicy nie czują zmiany. Mówię o płacy, o rygorach, o podejściu kadry kierowniczej do ludzi. Pieniądze też są ważne. Ludzie na warsztatach nie mają nadgodzin, nie mają nocek – wylicza lider „S”.

Związki zawodowe są w sporze zbiorowym z zarządem spółki. 30 listopada coś „drgnęło”. Będzie wzrost wynagrodzeń. Dotychczas – jak mówią związkowcy – „spółka proponowała grosze do premii”.

W zakładzie są rażące dysproporcje w płacach. Zawierane w różnym okresie umowy skutkują tym, że za taką samą pracę ludzie dostają różniące się nawet o 400 złotych pensje. Bywa, że kierownik składu zarabia mniej od podwładnego, mimo większej odpowiedzialności. Większe pobory dostaje młodszy pracownik, niż ten o dłuższym stażu.

– Mówimy: wzrost wynagrodzeń i zrównanie płacowych kontrastów. Nowe umowy są tak skonstruowane, by zachęcić do przyjścia do pracy, a starszy pracownik nie ma podwyżki, bo „gdzie on pójdzie”. Jak przejęliśmy Przewozy Regionalne, to do dzisiaj oni nie mogą nam dorównać. Tracą w uposażeniu zasadniczym, w premii (15 procent od zasadniczej), na nadgodzinach, na świątecznym. Związek założył 20 spraw o nierówne traktowanie i się okazało, że nie można wydać sprawiedliwego wyroku – zauważa Pipczyński.

– Zasady się zmieniły w trakcie gry. Szedłem do zawodu i wdziewałem mundur kolejarza, wiedząc, że mam możliwość wcześniejszej emerytury. Jak się na kolej przyjmowałem, wiek emerytalny kolejarzy był na poziomie 55 i 60 lat. W 1999 roku, za AWS, prawo zadziałało wstecz i wprowadzono 60 i 65 lat. A PO chciała 67. Teraz jest jakiś wybór – analizuje Kreft. To za mało.

– Mam 40 lat stażu i uzbierałem na to, by wybrać, czy dalej pracować, czy może iść na emeryturę. Pracujemy przy lokomotywach, przy wymianie ciężkich elementów, bo w lokomotywie lekkich nie ma. Są stacje, w których kanały warsztatów nie są ogrzewane – dodaje Block.

„Solidarność” zobowiązuje. Są w niej maszyniści, kasjerki, mechanicy, drużyny konduktorskie. Kolejarze od lat byli świadkami działań, które niszczyły tę strategiczną branżę. A oni w poczuciu odpowiedzialności za firmę i bezpieczeństwo pasażerów godzili się na trudne działania.

– Było gorzej, że brudno, że się pociągi spóźniają, że składy na wakacje za krótkie, że rozkład jazdy niedopasowany, że znikają połączenia. Co kolejarz winien? Pracownicy robili swoje. A zarządy PKP robiły wiele, by tę firmę rozwalić. Tyle jest tych spółek, że tego się już nie poskłada – dodaje Pipczyński.

Jest i promyk nadziei.

– Wyposażenie narzędziowni jest przyzwoite. Jest odnowiona i doposażona strefa socjalna, człowiek dwa razy po 15 minut na zmianę musi odpocząć – dodaje Block.

A konduktorzy? To oni są na pierwszej linii kontaktu z klientem, czyli z podróżnym.

– Zdarza się, wcale nierzadko, że podróżni zagadują konduktora. Są nawet wyrozumiali, jak ostatnio przy awarii lokomotywy. Trzeba wiedzieć, jak napięcie rozładować – mówi Piotr Kreft, kierownik pociągu, przewodniczący komisji wydziałowej.

Przed nami święta Bożego Narodzenia. Dla wielu kolejarzy Wigilia oznacza kolejny kurs, nocny powrót na stację, pierwszą gwiazdkę w służbowym przedziale lub w pokoju konduktorskiej drużyny. Maszyniści poprowadzą składy, te zespolone i te tradycyjne, by dowieźć podróżnych do celu.

– Zdarzało się w pociągu spotykać muzyków, aktorów, wracających do stolicy z sylwestrowych imprez, które prowadzili gdzieś w kraju. Wiedzieliśmy, na co się decydujemy, wybierając ten zawód – mówi Ryszard Pipczyński.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę