Swołowo. Kraina w kratę

Wreszcie zrobiło się ciepło i można wyruszyć za miasto. Trochę przyrody, kilka zabytków i coś smacznego do zjedzenia, to elementy, które tworzą podstawę dobrego wypoczynku. Tylko gdzie takie miejsce znaleźć i dokąd się udać? Najlepiej, aby było niedaleko od domu, niedrogo i żeby można było rozmawiać po polsku. Wszystko to można znaleźć niemal w zasięgu ręki, u nas, na Pomorzu, na terenach, które trochę zostały zapomniane. Proponuję wypad na Pomorze Środkowe, do wiosek, w których można spotkać budownictwo szachulcowe.

Słowo „krata” nie kojarzy się najlepiej, bo określa coś, co może być jednocześnie i dobre, i złe. A jednak tak nazwano krainę, w której przeważa budownictwo właśnie w kratę, czyli ryglowe albo szachulcowe lub z niemiecka fachwerk, czy też potocznie określane jako mur pruski (zresztą niepoprawnie). Budynek w kratę może być domem mieszkalnym, kościołem, dworem, stodołą… Charakteryzuje się lekką, drewnianą, szkieletową konstrukcją, wypełnioną najczęściej gliną wymieszaną ze słomianą sieczką, z zewnątrz pobieloną. Tylko w domach zamożnych gospodarzy wypełnienie stanowiła cegła, a czasem kamienie. Niegdyś takie domy stawiano na całym Pomorzu, również w miastach i to nie tylko na obszarze dzisiejszej Polski. Ponieważ nie były to zbyt masywne budowle, niewiele z nich zachowało się do naszych czasów. Są jednak wsie, w których takowe budownictwo przeważa, jest remontowane i obecnie stanowi atrakcję turystyczną. Właśnie z myślą o turystach grupę położonych blisko siebie wsi z zabudową ryglową nazwano Krainą w Kratę.

Kraina ta leży na zachód od Słupska. Składa się z różnie rozplanowanych wiosek. Są wśród nich ulicówki, gdzie domy ustawiono po obu stronach wzdłuż jednej drogi, a także bardziej malownicze owalnice, wsie na planie owalnym. Zagrody umieszcza się w nich na zewnątrz owalu, a wewnątrz znajduje się kościół, plac do wypasania zwierząt gospodarskich i staw.

Stolicą owej krainy, z najpiękniejszym zespołem architektury szachulcowej z przełomu XVIII i XIX w., jest spora, licząca około 250 mieszkańców, wieś o nazwie Swołowo. Przyjezdny odnosi wrażenie, że cała wieś jest jednym wielkim muzeum, chociaż tylko jedną zagrodę udostępnia się zwiedzającym, w pozostałych toczy się normalne życie.

Historia Swołowa sięga czasów rzymskich, aczkolwiek pierwsze wzmianki pisane znane są dopiero z doby średniowiecza. Przez stulecia wieś przynależała do rodów szlachty pomorskiej jak von Below, von Schwave, czy też były to dobra królewskie. Mieszkało w niej 15 chłopskich rodzin na gospodarstwach, które w drugiej połowie XIX w., w ramach reformy rolnej, przekształciły się w zagrody bogatych gospodarzy uprawiających ziemię do 50 hektarów. Tuż przed II wojną światową w Swołowie było 39 gospodarstw przynależnych głównie do rodziny Albrechtów i Schulzów.

Do dzisiaj zachowało się kilkanaście zagród z charakterystyczną ryglową zabudową, do których wchodzi się przez budynki bramne, czasem połączone z chlewem. Za taką bramą znajduje się czworoboczny dziedziniec, często brukowany. Na wprost stoi okazały budynek mieszkalny, a z boku zabudowania gospodarcze, a więc koniecznie stodoła i budynki inwentarskie.
Interesujące jest wnętrze takiego domu mieszkalnego, bowiem było ono dostosowane do potrzeb rodziny wielopokoleniowej. Znajdował się tam salon z kredensem, stołem, kanapą. Obok umieszczano gabinet, a raczej kantorek, nieco dalej kuchnię, przy niej spiżarnię. Sypialni było kilka. Wnętrze takiego chłopskiego, przepraszam, gospodarskiego domu, było okazalsze niż niejednego skromnego szlacheckiego dworku.

W centrum wsi znajduje się murowany gotycki kościół, niegdyś otoczony cmentarzem. Jest też dom, w którym dawniej mieściła się szkoła, notabene w Swołowie istniejąca od drugiej połowy XVIII w. Wśród interesujących obiektów znajduje się również karczma pełna regionalnych smakołyków, przyrządzanych m.in. na gęsinie. Są też miejsca noclegowe.
Wieś jest niezwykle urokliwa, została uznana za Pomorską Wieś Dziedzictwa Kulturowego. Do Swołowa można dotrzeć autobusem, własnym samochodem, a najlepiej rowerem, wybierając szlak „Pierścień gryfitów”.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę