Sopockie Grodzisko

Mamy wiosnę, zbliża się lato. Coraz częściej myślimy o urlopach, wakacjach. Marzy się nam wyprawa w nieznany albo zapomniany świat. Czasem chcemy przenieść się do przeszłości, kiedy życie, jak się nam wydaje, było mniej skomplikowane, ludzie byli wobec siebie bardziej życzliwi, a przede wszystkim nie było uganiania się za miejscem pracy, bo tworzyliśmy je sami dla siebie. Taką namiastką innego, barwnego, niekiedy odżywającego starodawnego świata, jest miejsce niezbyt znane, a znajdujące się niemal w centrum Sopotu. Tętniło ono życiem, zanim jeszcze powstał Gdańsk.

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Można do niego trafić, idąc ulicą Haffnera w stronę Kamiennego Potoku. Usytuowane jest na tak zwanej Górze Zamkowej, zwanej też „Patelnią”, czyli jednym z polodowcowych wzgórz Wschodniej Wysoczyzny Kaszubskiej. W dobie wczesnego średniowiecza, a więc w czasach przedpiastowskich, czyli w IX-X wieku, sopocki gród był nie do zdobycia. Wznosił się na wzgórzu o stromych zboczach, oddzielonym od pozostałych wzgórz głębokimi jarami ze strumieniami. Naukowcy twierdzą, że u jego podnóża najprawdopodobniej znajdowało się morze, tworząc naturalną fosę. Skąd takie przypuszczenie? Otóż gród otoczony jest wałem obronnym, ale tylko od strony lądu. Od strony morza wału nie było. Teraz gród od brzegu morskiego oddalony jest jakieś 400 metrów.

Owo sopockie grodzisko funkcjonowało w okresie, kiedy Gdańsk jeszcze nie istniał. Niektórzy archeolodzy twierdzą, że jest najstarszym grodem na Pomorzu. To oczywiście nie oznacza, że wcześniej nie było żadnego osadnictwa na tych ziemiach, gdyż tylko na terenie dzisiejszego Sopotu ślady bytności człowieka sięgają epoki kamienia. Ponadto, zanim na owym wzgórzu wzniesiono gród, to w VIII w. w tym miejscu istniała osada. Założenie grodu nastąpiło około połowy IX w. Umieszczono w nim wojów, gdyż był to gród strażniczy do obserwacji przybrzeżnego pasa nadmorskiego. Z wykopalisk wiadomo, że mieszkało w nim zapewne siedem, może osiem rodzin, czyli około 30 osób. Nie było to jeszcze miasto, bowiem Sopot prawa miejskie uzyskał dopiero tysiąc lat później, bo w 1901 roku, a uroczyste ich nadanie nastąpiło w roku 1902. Niemniej miał charakter takiej wczesnej struktury miejskiej, gdyż jego mieszkańcy byli też rzemieślnikami. Zajmowali się tkactwem, przędzalnictwem, bursztyniarstwem, rogowiarstwem, kowalstwem. Czynności te wykonywali nie tylko na potrzeby własne. Handlowali swoimi towarami z przybyszami z południa, z kupcami przybywającymi z bardzo odległych krain, np. z Bizancjum, o czym świadczą m.in. znalezione tu szklane paciorki wytwarzane w bizantyjskich warsztatach. Na własne potrzeby wykonywali naczynia gliniane, zdobiąc je rytym ornamentem.

W grodzie przebywały też kobiety, o czym świadczą znalezione przez archeologów przęśliki – przedmioty ułatwiające przędzenie, kolie – duże bursztynowe wisiory i owe przywiezione z daleka szklane paciorki. Znaleziono też żeliwne nożyce, a także ceramiczną miseczkę i to w całości. Te wszystkie wykopane z ziemi przedmioty można obecnie oglądać w pawilonie wystawowym wzniesionym poniżej grodu.

Sam gród, jak już wspomniałam wcześniej, był otoczony wysokim wałem drewniano-ziemnym z ustawioną na nim palisadą. Wchodziło się do niego przez bramę wejściową wzmocnioną murem kamiennym. Wewnątrz stało kilka drewnianych chat i półziemianek, w których nie tylko mieszkali ludzie i zwierzęta, ale też znajdowały się warsztaty rzemieślnicze.

Ten wczesnośredniowieczny gród został z dużą pieczołowitością zrekonstruowany. W miejscach starych chat czy półziemianek wzniesiono współczesne chaty, ale utrzymane w charakterze średniowiecznym. W ten sposób powstał skansen, w którym z okazji najróżniejszych pikników czy wszelkich imprez, również prywatnych, można zobaczyć, jak wyglądało życie grodowe przed wiekami. W przydomowej zagrodzie mieszkają zwierzęta, odbywają się prezentacje rzemiosł, są pokazy walk rycerskich, ale też samemu można postrzelać z łuku, wziąć do ręki miecz, topór, spróbować ulepić gliniany garnek czy też porozmawiać z mieszkańcami owego grodu o ich strojach, sposobie życia, zajrzeć do chaty z paleniskiem, a nawet spróbować średniowiecznego jadła.

Tekst i zdjęcia
Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę