Sianowska Matinka

Zima nie jest najwdzięczniejszym okresem do podróżowania, chociaż wszystko wskazuje na to, że tegoroczny grudzień nie będzie ani mroźny, ani śnieżny. Proponuję więc, może w ramach rekolekcji przed świętami Bożego Narodzenia, wybrać się do Maryjnego Sanktuarium Królowej Kaszub, położonego tuż za Lasami Mirachowskimi, nad Jeziorem Sianowskim, w odległości 12 kilometrów od Kartuz, jadąc na północny zachód.

 

W  Słowniku Języka Polskiego czytamy, że „matinka” oznacza poranny strój kobiecy. Jednak w języku kaszubskim Matinka to polska Mateńka, zdrobniała nazwa ukochanej przez wiernych Matki Boskiej. A ponieważ sianowska rzeźba Madonny jest wyjątkowa, więc zasługuje na taką wyjątkową nazwę. Kaszubi do swojej Matinki pielgrzymują nie tylko w ramach odpustów przypadających dwa razy w roku, czyli w pierwszą niedzielę po 16 lipca na święto Matki Boskiej Szkaplerznej oraz w pierwszą niedzielę po 8 września na święto Matki Boskiej Siewnej czy też w każdy środowy wieczór. Przychodzą wtedy, kiedy chcą z Matinką podzielić się swoimi troskami, podziękować Jej za wszystko to, co dobrego ich spotkało, a także prosić o pomoc w trudnych sytuacjach.

Rzeźba sianowska jest gotycką figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem wykonaną, jak twierdzą historycy sztuki, na początku XV wieku (około 1400 r.) przez nieznanego artystę. W Sianowie znalazła się w tajemniczych okolicznościach. Zgodnie z miejscową legendą, było to bardzo dawno temu, kiedy wieś przynależała do zakonu krzyżackiego i była administrowana przez prokuratora w Mirachowie. Pewnego upalnego dnia 1382 roku miejscowe dziewczęta, zbierając jagody w lesie niedaleko wsi, znalazły w paprociach małą drewnianą figurkę Madonny z Jezusem. Inna legenda mówi, że zdarzenie to miało miejsce w noc świętojańską, podczas szukania kwiatu paproci. O znalezisku dziewczęta (mówi się też, że była to para zakochanych ze skłóconych rodów) powiadomiły rodziców, a ci postanowili piękną rzeźbę przekazać do właśnie budowanego kościoła w Mirachowie. Jednak Matince nie podobało się Mirachowo i następnego dnia w nieznany sposób powróciła do Sianowa. Ponoć takie tajemnicze wędrówki odbywały się kilkakrotnie, jakby Matka Boska chciała udowodnić, że chce mieszkać w Sianowie. Powstała więc w Sianowie najpierw mała kaplica nieopodal krzaku paproci, w którym znaleziono rzeźbę, a następnie wzniesiono drewniany kościół, gdzie umieszczono Madonnę.

Sto lat później w owym kościele wybuchł pożar i wszystko doszczętnie spłonęło poza ową rzeźbą. Przeniesiono wówczas ją do kaplicy poza wsią, ale Madonna sama wróciła i znaleziono Ją na pogorzelisku w Sianowie. Mieszkańcy postanowili więc wybudować nowy kościół, a włocławski biskup Jakob w 1480 roku ogłosił, że każdy, kto odprawi pielgrzymkę do Sianowa, uzyska odpust.

Przez lata różnie toczyły się losy wsi i tamtejszego kościoła. Sianowo zasłynęło jako miejsce cudowne, w którym wiele osób doznaje łaski uzdrowienia. Sanktuarium to upodobali sobie ludzie młodzi, którym zależało na założeniu szczęśliwej rodziny i znalezieniu dobrego partnera na wspólne życie. Tak było do lipca 1811 roku, kiedy to kościół uderzony przez piorun ponownie spłonął. Cudowną figurkę uratowano. Zaniesiono ją do kościoła w Strzepczu i pewnie tam by już pozostała, bowiem Kaszubi byli ludem biednym, a wokół toczyły się wojny i nikt nie myślał o budowie kolejnego sianowskiego kościoła. Tak się jednak złożyło, że do wsi nieopodal Strzepcza przyjechała w odwiedziny do brata ociemniała kobieta, która miała widzenie senne. Ukazała się jej Matka Boska z Sianowa i zapowiedziała, że jeżeli nie zostanie odbudowany kościół w Sianowie, to Ona odejdzie, ale w okolicy źle się będzie działo. Toteż w 1816 r. stanął w Sianowie kolejny kościół, tym razem o lekkiej konstrukcji, bo szachulcowej, kryty gontem, bowiem nie było pieniędzy na wzniesienie bardziej okazałej budowli. I tak już pozostało do dzisiaj.

W 1966 r., na mocy papieskiego dekretu, dokonano koronacji Sianowskiej Madonny, nazywając Ją Królową Kaszub. Jednak miejscowi mówią o Niej Kaszubska Matinka, śpiewając:

Swiónowskô nasza Matinko,
Na starżë stojimë kòl Ce,
Wez prowadzë że kaszëbsczi lud,
Gdze skrzi sã nieba wieczny wid!

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę