Powrót do przeszłości

Kolejny artykuł, w którym ukazujemy piękno naszego regionu, to propozycja na weekendowy wypad za miasto do miejsca historycznego, tajemniczego, a jednocześnie tętniącego życiem, czyli do Gniewu.

U zbiegu prastarych szlaków handlowych, na wysokim wzgórzu nad brzegami Wisły i Wierzycy, wznosi się zamek gniewski. Zalicza się go do najbardziej tajemniczych zabytków północnej Polski.

Zbudowali go Krzyżacy, sprowadzeni na te tereny w latach osiemdziesiątych XIII w. przez gdańskiego księcia Mściwoja II. Zamek stał się siedzibą komtura i konwentu. Obok niego powstało miasto niby samodzielne, ale w praktyce podległe zakonnikom, którzy nie tylko rządzili całym terenem, ale też kontrolowali szlak wodny, lądowy oraz mieli pieczę nad rzecznym portem. Panowanie Krzyżaków nad ziemią gniewską, bo tak należy mówić o krainie położonej wokół zamku, nie trwało zbyt długo. Już po bitwie pod Grunwaldem Gniew poddał się polskiemu królowi Władysławowi Jagielle. Co prawda jeszcze przez kilkadziesiąt lat zamkiem władali Krzyżacy, niemniej około połowy XV w. przejęli go polscy starostowie.

Dzieje tej okazałej ceglanej gotyckiej budowli, znakomicie widocznej z szosy łączącej Gdańsk z Łodzią, toczyły się różnie. Zdobywali ją Szwedzi i Polacy. Po rozbiorze zamek kilkakrotnie adaptowano na potrzeby koszar czy więzienia, a w XIX w. na magazyn zbożowy. Wreszcie w 1921 r. warownię podpalono. Od tego czasu przez ponad pięćdziesiąt lat popadała w coraz większą ruinę.

Wśród okolicznej ludności krążyły legendy o tajemniczych przejściach, wspaniałych lochach i ukrytych w nich skarbach, pilnowanych przez duchy dawnych komturów. Ponoć jeden z nich patronował odbudowie zamku. Jest to duch komtura Zygmunta von Raumungena, który funkcję tę pełnił na początku XV w. Był bardzo dobrym gospodarzem i opiekował się miejscową ludnością. Wielki mistrz z Malborka, wbrew woli komtura, wysłał go na wojnę i kazał walczyć w bitwie grunwaldzkiej. Rycerz zginął, ale nawet po śmierci o gniewskim zamku nie zapomniał. Jak twierdzą mieszkańcy, to on przyczynił się do powstania bractwa rycerskiego, które zajęło się odbudową warowni. Sposób, w jaki to uczynił, utrzymuje się w tajemnicy.

Zamek ponownie ożył i jak za dawnych czasów odbywają się tam najważniejsze wydarzenia w mieście. Stał się siedzibą bractwa rycerskiego, czyli ludzi, którzy są ogarnięci pasją edukacji w zakresie historii, zwyczajów, tradycji z życia polskich wojów i rycerzy krzyżowych. Tak więc przez całe wakacje (od maja do października) słychać szczęk oręża walczących ze sobą rycerzy z kilkunastu bractw z całej Polski. Dziewki w prostych, długich sukniach, z upiętymi w warkocz włosami, krzątają się po dziedzińcu, giermkowie czyszczą konie lub reperują kusze, a dzieciaki bawią się przy studni, czasem dorzucając patyki do ognia.

Na zamku, gdzie prezentowana jest muzealna ekspozycja ze skansenem archeologicznym, odbywają się turnieje konne (28-29 lipca – turniej Jana III Sobieskiego), piesze, łucznicze, kusznicze, pokazy średniowiecznych tańców. Ważnych gości wita się wystrzałami z hakownic. Salwa armatnia codziennie zapowiada Anioł Pański. Rycerze sami wykonują rekwizyty, używane podczas biesiad na zamkowym dziedzińcu przy tradycyjnym średniowiecznym jadle, a także podczas widowiskowych zdradzieckich napadów Krzyżaków na uśpioną wioskę słowiańską, czy w trakcie najróżniejszych inscenizacji oblężenia zamku. 22 lipca odbędzie się widowisko „Światło i dźwięk” z wielkiego pożaru zamku, a w dniach 7-8 lipca i 4-5 sierpnia niezwykła podróż w przeszłość. W warsztatach płatnerskim i kowalskim na podzamczu członkowie bractw rycerskich wykonują uzbrojenie ochronne, zbroje, kolczugi, tarcze i rękawice. Biją nawet szelągi. Mają też stajnię i sokolarnię z drapieżnikami, a także dormitorium dla turystów, które przypomina sypialnię rycerzy.

Zwiedzając gniewską warownię warto, choć na chwilę, zatrzymać się w samym miasteczku, gdzie na rynku stoi najstarszy na Pomorzu ratusz, obok znajdują się baszty i mury obronne, monumentalny kościół gotycki oraz przepiękne kamieniczki z XVII-XIX w., a także malownicza studnia.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę