Niewiele wsi takich jak Wiele

Wydawałoby się, że zimą wyjazdy za miasto to abstrakcja. Nie ma co oglądać, wszystko zamarznięte, przysypane śniegiem, dzień jest krótki i niby lepiej siedzieć w domu. Proponuję jednak przełamać te stereotypy, by pomóc w jakże potrzebnym zimą czynnym wypoczynku i w przeżyciu niezwykłej przygody. Tym razem na weekendowy wypad zapraszam do miejsca odległego i tajemniczego.

Tegoroczny luty to jeszcze karnawał i trochę trudno myśleć o tematyce pasyjnej. To jednak znakomity okres, aby wędrować między jeziorami, po lesie porastającym wzgórza otaczające jeziora i przyglądać się rozmieszczonymi tam kalwaryjskim kapliczkom. Panuje tam teraz niezwykła cisza, brakuje pielgrzymów licznie przybywających tu w sezonie letnim, zwłaszcza w maju i sierpniu. Za to można spotkać sarenki, posłuchać stukotu dzięcioła, wydziubującego spod kory drzew larwy owadów, chrzęstu śniegu pod butami i dobiegającego z oddali śmiechu dzieciaków ślizgających się po jeziorze. Powietrze ma specyficzną woń – zapach Zaborów.

Mowa oczywiście o kaszubskiej, a raczej zaborskiej wsi Wiele, słynnej z najpiękniejszej w Polsce Kalwarii, zbudowanej w latach 1915–1927 według projektu Teodora Mayra, architekta z Monachium. We Wielu życie tętni latem, kiedy to odbywają się coroczne Turnieje Gawędziarzy Ludowych i Międzynarodowe Festiwale Folkloru.

Wróćmy jednak do zimowych odwiedzin Wiela. Turystów jak na lekarstwo, chociaż miejscowa restauracja funkcjonuje przez cały rok. Neobarokowy kościół z 1906 r. pw. św. Mikołaja nie zawsze jest otwarty i przydałby mu się remont. Warto jednak dotrzeć do jego wnętrza, pokrytego barwnymi malowidłami, ukazującymi sceny z życia Chrystusa i świętych. Jego rozmiar zaskakuje, gdyż z zewnątrz sprawia wrażenie niedużej budowli usytuowanej na górce, pośród drzew, nieopodal cmentarza ze starymi grobami. Wyposażenie kościoła, datowane na XVIII i XIX w., pochodzi z wcześniejszej świątyni.

Historia miejscowości jest długa i bogata, jak to bywa z większością wsi na Kaszubach, ale nie będę jej opowiadać. Aczkolwiek jedno z wydarzeń zasługuje na uwagę. Otóż mieszkaniec Wiela, propolski działacz Tomasz Rogala, wraz z Antonim Abrahamem („Kaszubskim królem”) w 1919 r. udali się pieszo na konferencję pokojową do Paryża, aby domagać się przyłączenia Kaszub do Polski.

Dla mnie zdecydowanie bardziej frapująca jest opowieść o Kalwarii rozmieszczonej na Białej Górze. Zabrano się za jej budowę w okresie rozgrywającej się wojny, kiedy brakowało pieniędzy i ludzi do pracy. W informacjach podkreśla się, że powstała dzięki środkom własnym parafii oraz licznym ofiarom i darowiznom. Materiały zwożono niemal z całych ówczesnych Niemiec. Cement dotarł z Opola, cegły z niedalekiej Lubni, drewno z Gdańska, mozaiki z Berlina i Lipska, a witraże z Monachium. Wybrano miejsce wyjątkowe. Kawałek za wsią, po drugiej stronie jeziora, a właściwie za przesmykiem pomiędzy dwoma jeziorami, na zboczach sporej góry, wznosząc małe i większe kapliczki, dzisiaj wszystkie pobielone, kryte ceramiczną dachówką, o pięknych, neobarokowych kształtach. Pomysłowość kompozycji, wpisania ich w leśne ostępy, zaskakuje wrażliwością artysty. Powstało 14 kaplic, 6 zespołów rzeźb, Święte Schody z 52 stopniami, czyli liczbą odmawianych modlitw „Zdrowaś Maryjo” w różańcu, ambona w kształcie łodzi i pustelnia – razem 23 obiekty. Oczywiście wśród nich znajduje się most nad Cedronem (potokiem oddzielającym Jerozolimę od Góry Oliwnej – a we Wielu łączącym dwa jeziora: Wielewskie i Ciepłe), jest też Dom Annasza, Pałac Piłata…

Wędrując w gronie przyjaciół pomiędzy kaplicami, zwłaszcza zimową porą, odczuwa się wyjątkowy spokój, odprężenie, wyciszenie, ale i napęd do dalszej pracy.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę