Nadmorskie letnisko

Większość z nas jest przekonana, że do miejscowości wczasowej położonej nad morzem jeździ się latem, kiedy woda jest ciepła, a piaszczyste plaże pozwalają na wielogodzinne leniuchowanie i opalanie się. Natomiast jesień uważamy za fatalny okres, bo wieje wiatr, pada deszcz, panuje chłód i bije wysoka fala. Komu by się chciało jesienią chodzić po plaży? Jednak namawiam na nadmorski spacer, i to nie tylko w Trójmieście. Morska bryza, piękne widoki oraz czyste powietrze wzmacniają naszą odporność, a przede wszystkim uwalniają od złych nastrojów. Znakomicie do takich jesiennych spacerów nadaje się Krynica Morska, jedno z najmniejszych pod względem liczby ludności miast w Polsce, usytuowane na uboczu, daleko od wielkomiejskiego zgiełku.

Ktoś mógłby powiedzieć, że lepiej pojechać nad pełne morze, a ja uważam, że Krynica (którą do 1958 r. nazywano Łysicą) na jesienny wypad za miasto jest fantastycznym miejscem. Nie ma już tłumów wczasowiczów i stoisk z watą, lodami czy goframi. Jest za to cisza. Na morskiej plaży, po jesiennych sztormach można znaleźć kawałki bursztynu. I wtedy warto przypomnieć sobie czasy, kiedy od wczesnej epoki kamiennej, a więc kilkanaście wieków przed naszą erą, wzdłuż Mierzei Wiślanej – bo na niej leży Krynica Morska – przebiegała handlowa droga wiodąca w kierunku półwyspu Sambia. Poruszali się po niej kupcy z południowej Europy, przybywający po „złoto północy”.

Krynica leży na wąskim pasie ziemi z wysokimi wydmami porośniętymi sosnowo-bukowym lasem, pomiędzy Morzem Bałtyckim a Zalewem Wiślanym. Najwyższa wydma, zwana Wielbłądzim Garbem, wznosi się na niemal 50 metrów. Rozciąga się z niej widok na morze, zalew i wzgórza Wysoczyzny Elbląskiej z majaczącą na horyzoncie gotycką katedrą fromborską.

Atrakcji Krynicy bynajmniej nie stanowi jej zabudowa, bowiem ta pochodzi w większości z lat powojennych. Powstały w XIX wieku kurort został mocno zniszczony podczas drugiej wojny światowej. Zniszczeniu uległa także stara latarnia morska wzniesiona w 1895 r. Nowa, wysoka na prawie 27 metrów, powstała dopiero na początku lat 50. XX w. i jest ostatnią latarnią na polskim wybrzeżu przed granicą z Rosją. Do granicy jest stąd zaledwie 15 kilometrów. Może ze względu na bliskość naszych wschodnich sąsiadów tuż obok latarni znajduje się nietypowy już we współczesnej Polsce pomnik poświęcony żołnierzom Armii Radzieckiej.

Krynica przyciąga, fascynuje, zachwyca przede wszystkim swoimi walorami przyrodniczymi. Dwa wielkie akweny wodne rozdzielone wąziutką mierzeją już same w sobie stanowią niezwykłość. Każdy z tych akwenów ma odmienne cechy. Zalew Wiślany jest bardzo płytki, średnia głębokość wynosi 2,6 metra. Jego wody są słono-słodkie, występuje w nich bogactwo ryb. Można tu złowić sandacze, węgorze, płocie, leszcze, okonie czy miętusy. Nic dziwnego, że miasto słynie ze znakomicie przyrządzanych potraw rybnych.  Akwen ten to również raj dla żeglarzy, w tym miłośników żeglarstwa lodowego. Jeżeli od strony morza, czyli od północy, wieje ostry wiatr, to od zalewu, czyli od południa, jest zacisznie, i odwrotnie.

W przeciwieństwie do zalewu morze charakteryzuje się ostrzejszym klimatem i chyba najpiękniejszymi piaszczystymi plażami na polskim wybrzeżu, szerokimi na 30–50 metrów. Ich największą atrakcją jest bursztyn wyrzucany na brzeg z głębin morskich.

Na samej mierzei, tuż obok miasta, znajduje się rezerwat przyrody Buki Mierzei Wiślanej, w którym rosną 200-letnie drzewa, a między nimi grasują daniele, lisy, dziki i jenoty. Występuje też wiele gatunków ptactwa. Dla ornitologów Krynica i jej okolice to istny raj.

Miasto miejscami przypomina rybacką wioskę z takim portem, a miejscami XIX-wieczny kurort, do którego wpływają pasażerskie statki wiozące turystów do Fromborka, Malborka, Elbląga, a nawet Kaliningradu.

Warto też dodać, że na terenie Krynicy odkryto występowanie wód mineralnych chlorkowo-siarczanowo-magnezowo-sodowych, bromkowych, jodkowych, borowych, hipotermalnych, które nadają się do celów leczniczych i rekreacyjnych.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę