Muzeum Emigracji

Zrobiło się mokro, zimno i nieprzyjemnie. Nie zachęcam zatem do wyjścia w plener, tym razem wybierzemy się do muzeum. Jest w Gdyni taka placówka, w której znajdziemy ekspozycję nawiązującą do najnowszych wydarzeń w Europie. Obecnie jest to problem uchodźców, emigrantów i azylantów. Ludzie migrują od najdawniejszych czasów i to na całym świecie. Najczęściej są to migracje za chlebem, za lepszym bytem, ale są też migracje przymusowe podyktowane wojną czy dyktatorskimi rządami. Niemal każdy naród, a jest ich na świecie około 5 tysięcy, ma swoją historię emigracji. Istnieją zbiorowości bardziej i mniej doświadczane uchodźstwem. Polacy należą do tych narodów, z których ponad jedna trzecia mieszka poza granicami ojczyzny. Dobrze więc się stało, że pomyślano o zaprezentowaniu ich losów.

 

Jedyne muzeum w Polsce poświęcone emigrantom znajduje się w Gdyni. Zostało rozlokowane w centrum portu, między nabrzeżem Francuskim a Holenderskim, w historycznym gmachu Dworca Morskiego wzniesionym w 1933 roku niedługo po wybudowaniu tego miasta i portu w niepodległej Polsce. To stąd setki tysięcy Polaków wyjeżdżało, opuszczając na zawsze ojczystą ziemię, bo tak chcieli albo wręcz musieli. Przy nabrzeżu tego dworca cumowały transatlantyki, takie jak m/s Piłsudski, m/s Chrobry i najbardziej znany, wręcz legendarny, m/s Batory.

Dzisiaj Polacy żyją na całym świecie i podaje się, że poza ojczyzną jest ich około 20 milionów, czyli jest to szósta diaspora pod względem wielkości. Tylko w Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie około 10 milionów osób z polskimi korzeniami. Tak więc razem liczbę Polaków szacuje się na prawie 60 milionów, z czego niewielu z nas zdaje sobie sprawę. Warto też dodać, że liczba ta może być większa, gdyż wielu Polaków w XIX wieku emigrowało z paszportami niemieckimi, austriackimi czy rosyjskimi. Ich potomkowie, mieszkający np. w Chile w rejonie Puerto Montt, Pucón, Puerto Natales czy Punta Arenas, o nazwiskach z końcówką na „ski” i rodowymi korzeniami z okolic Tczewa albo Wejherowa, są przekonani, że tworzą diasporę niemiecką. Obok hiszpańskiego uczą się więc języka niemieckiego, bo jak przypuszczają jest to język ich przodków. W muzeum w Puerto Natales pokazano mi XIX-wieczny list „austriackiego” księdza napisany do rodziny w „nierozpoznawalnym dialekcie niemieckim”, który okazał się być językiem polskim.

Wystawa składa się głównie z fotografii, dokumentów, map, rodzinnych zapisków, listów i filmów. Ukazuje 200-letnią historię Polaków, którzy z różnych powodów zmieniali kraj zamieszkania i przyjmowali obce obywatelstwo. Opowieść o nich rozpoczyna się w XIX wieku, chociaż dzieje polskiej emigracji zaczęły się już od momentu narodzin państwa polskiego, a więc w dobie wczesnego średniowiecza. Okres zaborów i powstań: kościuszkowskiego, listopadowego, styczniowego przyczynił się do ucieczki Polaków z ojczyzny na szeroką skalę. Na to nałożyły się wywózki, deportacje i najróżniejsze formy restrykcji. Jest więc na wystawie stacja kolejowa w Rzeszowie i stojące na peronie walizy podróżne oraz drewniany wagon pociągu rodem z westernów. Wejście na statek i widok na bezkresne morze zapewne symbolizują rozstanie z ojczyzną. Interesujące są informacje na temat Polskiego Białego Krzyża, organizacji pomagającej polskim żołnierzom walczącym w różnych armiach z czasów I wojny światowej, gdyż Czerwony Krzyż odmówił im wszelkiej pomocy. Potem nastały lata II wojny światowej. Słup ogłoszeniowy z plakatami ośmieszającymi m.in. Radio Wolna Europa, a także maluch, czyli fiat 126p, oraz budka telefoniczna to już czasy PRL-u.

Niestety, zbyt mało jest informacji o emigracji solidarnościowej i stanu wojennego. Zabrakło mi na wystawie takich przykładów, jak historia Ewy Kubasiewicz, polonistki, bibliotekarki z Akademii Morskiej, którą za posiadanie solidarnościowej ulotki skazano prawomocnym wyrokiem na 10 lat więzienia i osadzono w bydgoskim Fordonie. Dzięki staraniom Amnesty International została zwolniona, ale otrzymała bilet tylko w jedną stronę, na Zachód.

Kolejna duża fala emigracji rozpoczęła się w latach dwutysięcznych i o niej też niewiele z wystawy się dowiadujemy, ale jak zapewniają pracownicy muzeum, jest to sprawa otwarta, gdyż prowadzą akcję zbierania pamiątek „Rzecz z historią”. To zresztą niejedyna działalność tej placówki, ale o tym można dowiedzieć się na miejscu. Warto jeszcze wspomnieć, że w ramach ekspozycji prezentowana jest makieta, w skali 1:10, pasażerskiego statku m/s Batory.

Tekst i zdjęcia
Maria Giedz

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę