Morskie opowieści

W lutym zaczynamy już powoli marzyć o wielkiej wakacyjnej przygodzie. W wyobraźni wędrujemy po egzotycznych krajach czy szerokich oceanach. Zanim jednak zdecydujemy się na wyjazd w daleki świat, proponuję odwiedzić miejsce, w którym dowiemy się niemal wszystkiego o morskich podróżach. I to zarówno tych na wielkich pływających hotelach, jak i małych łódkach wydrążonych z pnia miękkiego drzewa.

Przy ognisku albo przy kominku, z akompaniamentem gitary, zwłaszcza zimową porą chętnie śpiewamy:
Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht,
Gdzie ta koja wymarzona w snach,
Gdzie ta brama na szeroki świat…
Interaktywna wystawa z ponad 60 stanowiskami, a więc z mostkiem kapitańskim, na którym naprawdę prowadzimy statek w rejonie Górek Zachodnich, ratujemy rozbitka, posługujemy się radiem, przez które nadajemy własny komunikat, sprawia, że możemy się poczuć, jakbyśmy uczestniczyli w autentycznej wyprawie. Wchodzimy do rękawa ewakuacyjnego, o ile mamy mniej niż półtora metra wzrostu, wsiadamy do tratwy ratunkowej, uczymy się nawigacji na podstawie mapy gwiazd półkuli północnej. Takiej wystawy w Polsce jeszcze nie było. Są stanowiska dla przedszkolaków, uczniów, studentów, ale i dorosłych.

Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku w swojej nowej siedzibie, czyli w Ośrodku Kultury Morskiej, mieszczącym się obok zabytkowego Żurawia oraz luksusowego hotelu przy ul. Tokarskiej, proponuje naukę, zabawę i zwiedzanie.

Zacznijmy od ekspozycji, na której sami możemy wywołać tsunami, przekonać się, jak powstaje potężny wir wody w morzu, a także ujrzeć katastrofę zbiornikowca czy platformy wiertniczej. Dowiemy się, jak z tym walczyć.

W basenie wodnym sami możemy sterować makietami jednostek pływających. Obok znajduje się stanowisko z flagami czy lampami sygnałowymi do dzisiaj używanymi w Marynarce Wojennej, a także miejsce do nadawania informacji alfabetem Morse’a. Możemy też nauczyć się wiązać węzły, przydatne nie tylko w żeglarstwie czy taternictwie, ale również w życiu codziennym.

Dzieci świetnie się bawią w karaweli wzorowanej na XV-wiecznym statku Krzysztofa Kolumba, przebierając się za marynarzy czy piratów. Dużą atrakcję stanowi pulpit, na którym z klocków lego buduje się port, a także kontener z możliwością jego właściwego załadunku. Uzupełnieniem wystawy są filmy, kioski informacyjne czy multimedialne stanowisko ukazujące wszystkie czynne dzisiaj latarnie morskie na polskim wybrzeżu, a więc od Świnoujścia do Krynicy Morskiej. Nie zabrakło też opowieści o archeologii podwodnej z dzwonem nurkowym, echosondą i pojazdem podwodnym do szukania m.in. zatopionych skarbów.

Ba, nawet taki skarb, a raczej skarby, znaleziono, ale te można obejrzeć w ramach wystawy czasowej. Są nimi wraki statków odkryte również na obszarze Zatoki Gdańskiej. Wśród nich znajduje się statek handlowy zwany Miedziowcem, zbudowany pod koniec XIV w., który przewoził około trzech ton miedzi wydobytej na Słowacji. Na innym statku z XVIII w. o nazwie Generał Carleton, który zatonął u ujścia Piaśnicy, znaleziono marynarskie ubrania robocze, a więc skarpetki, czapki, buty, klamry… Stanowią unikatowy zbiór dotychczas znany naukowcom jedynie z opisów i nielicznych rysunków.

Kiedy zdobędziemy podstawowe informacje do prowadzenia statku, jachtu czy okrętu możemy się wreszcie wybrać w morską podróż dookoła świata. Okazuje się, że w różnych stronach naszego globu łodzie mają najprzedziwniejsze kształty i są wykonane z materiałów sprawiających wrażenie nietrwałych. Mogą być łodzie skórzane albo z kory, a nawet z bambusa i często nie przypominają jednostki pływającej, jak np. brezentowy Korakl z Kornwalii obecnie używany do ewakuacji ludzi podczas powodzi. Najciekawsze są te z rejonu Afryki, Ameryki Łacińskiej czy Oceanii. Chociaż na wystawie można podziwiać też najprawdziwszą wenecką gondolę, w której zapewne niejedna para zakochanych przyrzekała sobie miłość.

Tekst i zdjęcia:
Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę