Latarnia z kulą czasu

Jeśli zdarza się nam wędrować po Gdańsku, to głównie po Głównym i Starym Mieście, bo tam znajduje się najwięcej zabytkowych obiektów wartych zainteresowania. Rzadko zapuszczamy się na obrzeża, a szkoda, bo w wielu dzielnicach Gdańska, niegdyś osobnych miejscowościach, można spotkać także fascynujące dzieła. Takim przykładem jest katedra w Oliwie, kościół na Czarnej we Wrzeszczu, fortyfikacje i bastiony Starego Przedmieścia czy latarnia morska w Nowym Porcie. Zajrzyjmy do tego ostatniego obiektu.

 

Stoi tuż obok budynku kapitanatu i przy przejściu granicznym w Nowym Porcie, na cyplu pomiędzy basenem strefy wolnocłowej a kanałem portowym. Została wzniesiona pod koniec XIX wieku, a dokładnie w latach 1893-1894. Ponoć jest bliźniaczo podobna do nieistniejącej już latarni w Cleveland, mieście z amerykańskiego stanu Ohio.

Latarnia w Nowym Porcie jest wysoka na 27 metrów i była pierwszą nadbałtycką latarnią morską, w której używano światła elektrycznego (była tam zamontowana łukowa lampa elektryczna), początkowo stałego, a następnie przerywanego. Z jej górnych partii rozciąga się piękny widok na port, Westerplatte i bazę promową.

Gdańska latarnia jest budowlą ceglaną, posadowioną na cokole z piaskowca, o planie ośmiokąta, zwężającego się ku górze, zakończona laterną (przeszklone pomieszczenie z urządzeniami optycznymi) otoczoną wspartą na kamiennych konsolach galerią z kutą w metalu balustradą. Nad laterną wznosi się miedziana kopuła. Na jej szczycie umieszczono iglicę z kulą czasu, niezwykłym instrumentem używanym w XIX wieku do ustawiania chronometrów (dokładnych i odpornych na zmienne warunki zegarów) okrętowych. Budowla ta pełniła trzy funkcje: latarni, masztu kuli czasu i wieży pilotów portowych.

W historię Polski, a i historię świata, latarnia z Nowego Portu wpisała się w dniu 1 września 1939 roku, kiedy to niemieccy żołnierze o godzinie 4.45 strzałami spod niej w stronę Westerplatte rozpoczęli drugą wojnę światową.

Gdy w 1984 roku wybudowano nową latarnię w Porcie Północnym, tę w Nowym Porcie, po dziewięćdziesięciu latach funkcjonowania, zamknięto. Przez wiele lat nikt nie wiedział, co z nią zrobić, mimo że została wpisana na listę obiektów zabytkowych i uznana za najpiękniejszą latarnię morską w północnej Europie.

Lata dwutysięczne przyniosły spore zmiany nie tylko Polsce, Gdańskowi, ale i latarni. Dzięki pasji inżyniera Jacka Michalaka, urodzonego w Warszawie, od dzieciństwa związanego z Gdańskiem, ale przez lata mieszkającego w Kanadzie, latarnię udało się odremontować, zakonserwować i udostępnić dla zwiedzających. Jest to niezwykły zabytek techniki i mimo że oficjalnie nie stanowi już znaku nawigacyjnego dla floty pływającej po Zatoce Gdańskiej, to nadal świeci, ale za dnia, aby turyści mogli poznać jej funkcjonowanie. W jej wnętrzu znajdują się stare urządzenia optyczne i elektryczne, a na ścianach wiszą fotografie najpiękniejszych latarń świata.

Urządzeniem, które wzbudza największe zainteresowanie turystów, jest kula czasu. Pierwotnie była to stalowa, 75-kilogramowa kula – ażurowa bania – o średnicy półtora metra. Początkowo, bo w roku 1876, owa gdańska kula znajdowała się na drewnianej wieży. W XIX wieku takie kule umieszczano w najważniejszych portach świata. Pierwsza z nich powstała w Greenwich w Anglii w 1833 roku. Kulę tę codziennie tuż przed godziną 12 podnoszono na szczyt masztu, po czym dokładnie w południe, tu w Gdańsku na sygnał telegraficzny z Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w Berlinie, zaczynała spadać. Po wynalezieniu radia i upowszechnieniu za jego pomocą sygnałów czasu gdańska kula stała się bezużyteczna, więc usunięto ją w 1929 roku. Ponownie pojawiła się tam w 2008 roku. Po rekonstrukcji pokazuje czas o pełnych godzinach: 12, 14, 16, 18, z dokładnością co do jednej sekundy kumulowanego błędu na 200 tysięcy lat. Jest unikatowa, bo ażurowa, jak ta pierwotna. Spada z wysokości 3,2 metra na sygnał radiowy z Europejskiej Centrali Czasu w Meinflingen koło Frankfurtu nad Menem w Niemczech.

Dzisiaj w latarni znajduje się muzeum. W sezonie letnim można ją zwiedzać codziennie.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę