Dolina Prawdziwych Kurdów

Miejsce, w którym powstało życie na ziemi, gdzie Bóg stworzył Adama i Ewę

Świątynia w Lalish jest jedynym miejscem świętym dla milionowej grupy wyznawców jezydyzmu. Wzniesiono ją w przepięknej dolinie zwanej Lalish, otoczonej niewysokimi górami, oddzielającymi to święte miejsce od odległego o 30 km irackiego miasta Mosul, zaliczanego do najniebezpieczniejszych miast na świecie, gdzie niemal codziennie w wyniku ataków terrorystycznych giną ludzie. Tu, w Lalish, panuje spokój dzięki szczelnej, pilnowanej przez kurdyjskich peszmerów granicy dzielącej Irak i Region Kurdystanu, czyli obszar federacji kurdyjskiej na północy Iraku.

 

Właśnie jest środa, czyli dzień święty, odpowiednik chrześcijańskiej niedzieli albo muzułmańskiego piątku. Na dziedzińcu przed kompleksem świątynnym trudno zaparkować samochód. Jezydzi z różnych stron Kurdystanu czy też z Iraku przybyli do Lalish, aby spotkać swoich współwyznawców, pomodlić się, zawiązać węzełek na tkaninie przyczepionej do jednego z siedmiu świątynnych filarów, który ma pomóc w rozwiązaniu ważnego dla nich problemu.

Są to głównie mężczyźni, chociaż wewnątrz świątyni spotykam starszą kobietę w pięknym jezydzkim stroju, z czapeczką dekorowaną małymi monetami. Dwójka małych chłopców prosi o zrobienie im zdjęcia.

Przy wejściu do świątyni wita mnie Baba Çawîs (Ojciec Czałis), główny opiekun świątyni i członek Rady Religijnej, postawny mężczyzna z czarną brodą, w toczku na głowie, odziany w długą, białą szatę. Ostrzega, abym nie stawiała nogi na próg, tylko go przekroczyła. Każe też zdjąć buty, bo po terenie świątynnym chodzi się boso. Na ścianie tuż przy wejściu widzę płaskorzeźbę czarnego węża, tego, który w biblijnym raju namówił Ewę do podania Adamowi jabłka. Jezydzi mają inną teorię dotyczącą węża. Uważają, że to dzięki wężowi przetrwało życie na ziemi, bowiem kiedy podczas potopu w arce Noego zrobiła się dziura i arka zaczęła tonąć, czarny wąż zatkał tę dziurę i tkwił w niej tak długo, dopóki wody nie opadły. Natomiast rajskie jabłko jest dla nich symbolem jedności kobiety i mężczyzny.

Wokół świątyni, a także w jej wnętrzu znajduje się wiele maleńkich palenisk, gdzie każdego dnia o godz. 17 zapala się ogień. Teraz płonie tylko jedna lampka. Do świątyni schodzi się coraz więcej ludzi, ale nie ma wspólnych obrzędów. Każdy modli się indywidualnie, po swojemu. Jezydzi modlą się trzy razy dziennie: o świcie, w południe i o zachodzie. Oddają cześć słońcu, dlatego nazywa się ich tymi, którzy kłaniają się słońcu, ale słońce nie jest dla nich Bogiem. Słońce jest tylko symbolem Boga, który stworzył świat i który teraz odpoczywa.

Jezydyzm zalicza się do religii monoteistycznych, różnie interpretowanych, bowiem jest to religia niezwykle tajemnicza, hermetycznie zamknięta, biorąca swój początek jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, kiedy to z jezydyzmu początek wziął zaratusztrianizm, chociaż w encyklopediach występuje jako religia synkretyczna powstała w dobie średniowiecza. Ojciec Czałis twierdzi, że pisane przez Europejczyków encyklopedie kłamią. Słońce dla jezydów ma ogromne znaczenie, bo daje życie. Jezydzi zawsze mieszkali w górach, na trudno dostępnych terenach, gdzie liczyły się trzy żywioły: słońce, woda i ogień. Wodą zaczerpniętą z Białego Źródła, które wytrysnęło nieopodal grobu Adama znajdującego się na terenie Lalish, chrzci się każdego nowo narodzonego jezydę (jezydą jest się przez urodzenie), ale też oczyszcza się nią organizm z chorób.

Wewnątrz świątyni panuje półmrok. Słychać śpiew ptaków. Wierni modlą się półgłosem, wszyscy w języku kurdyjskim. Jak wyjaśnia Ojciec Czałis, jezydyzm jest najstarszą i najbardziej prawdziwą religią Kurdów. Dzięki jezydom język kurdyjski przetrwał do czasów współczesnych, mimo że wszystkie święte księgi, a także pierwsza świątynia zostały doszczętnie zniszczone przez muzułmanów. Miliony jezydów w obronie wiary zostało zabitych. Dlatego dzisiaj mówi się, że jezydzi to prawdziwi Kurdowie, że to na ich ziemi istniał biblijny raj, a właśnie w Lalish Bóg stworzył człowieka. Tu też narodziła się myśl, aby Bóg po stworzeniu świata odpoczął, a zarządzanie ziemią przekazał szefowi aniołów Malekowi Taus, przedstawianemu jako paw z barwnym ogonem.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę