BUNKIER „Ptasia Wola”

Pomorze to kraina kryjąca wiele tajemnic. Oprócz pięknych krajobrazów i wspaniałych zabytków, znajdują się tu też miejsca, o których trzeba wiedzieć, mówiące o ważnych wydarzeniach i bohaterskich wyczynach żyjących tam ludzi. Wiem, że historia wielu nuży, ale jeśli połączy się ją z chęcią przeżycia przygody, to może być to fascynująca chwila.

Wybierzmy się nad jezioro Lubygość położone w Lasach Mirachowskich, około trzech kilometrów od miejscowości Mirachowo. Ciemna, brunatna woda jeziora, jakby śliska w swej konsystencji, mimo że nie jest szkodliwa dla zdrowia człowieka, nie zachęca do kąpieli. Za to jesienią jest tu cudnie. Spore oczko wodne, o powierzchni prawie18 hektarów, otoczone bukowym lasem, mieni się różnymi odcieniami czerwieni. Właśnie w tym lesie, kilkadziesiąt metrów od brzegu, na zboczu niewielkiego wzniesienia znajduje się nietypowa budowla, której prawie nie widać. Bowiem ukryto ją pod ziemią.

Historia owej budowli wiąże się z II wojną światową. Rozegrał się w niej jeden z jej krwawych epizodów. To kilkumetrowy, bardzo wąski, podziemny tunel, skonstruowany na wzór korytarzy prowadzących do wydrążonej w ziemi kopalni. Ściany i sufit wykonano z drewnianych, stemplowanych balami desek. Od góry nałożono na nie darń, a następnie zasypano ziemią. Korytarzem tym dochodzi się do niewielkiego, ukrytego pod ziemią, wysokiego na2,5 metrapomieszczenia, w którym znajdują się piętrowe legowiska i niewielki stolik. Z owego pomieszczenia w dwie strony można wyjść na powierzchnię ziemi. Jest to znakomita kryjówka, a do jej obejrzenia trzeba zabrać latarkę.

Przed laty służyła za mieszkalne schronienie, a w razie potrzeby miała być również miejscem obrony.

Całość wzniesiono, a raczej wykopano, najprawdopodobniej w 1941 r. na potrzeby Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”, kaszubskiej partyzantki. Członków tej organizacji, Kaszubów, Kociewiaków i Pomorzan, nazywa się gryfowcami. Często byli to młodzi chłopcy, którzy ukrywali się w lasach przed przymusowym wcieleniem do niemieckiej armii, czyli do Wehrmachtu. Chętnie korzystali ze schronu, a żyli w bunkrze jak pustelnicy, często odmawiali różaniec, a ich głównym orężem była „broń zajęcza”, czyli ucieczka. W ich codziennym życiu obowiązywały rygorystyczne zasady. W dzień spali, w nocy czuwali. Potrzeby fizjologiczne załatwiali w miejscach znacznie oddalonych od bunkra, a dla bezpieczeństwa wychodzili we dwójkę.

Na Kaszubach podobnych bunkrów znajdowało się kilkaset, o czym niewielu z nas wie. Były bunkry leśne, bunkry w zagrodach i bunkry na pustkowiach. Mieszkali w nich partyzanci, łącznie ze sztabem „Gryfa”. Szkolono w nich dowódców komend i grup, magazynowano broń, pracowały w nich radiostacje, a nawet drukarnia wydająca gazetę „Gryf Pomorski”. „Ptasia Wola” była małym bunkrem i głównie służyła za schronienie, aczkolwiek pomieszkiwało w nim nawet 18 osób.

Po latach, dla upamiętnienia tragedii, jaka rozegrała się tam we wrześniu 1943 r., okoliczni leśnicy (Jankowski i Kosomczak) odbudowali „Ptasią Wolę”. Do zdarzenia doszło w nocy z 24 na 25 września, kiedy gestapo zabiło w tym właśnie bunkrze trzech młodych chłopaków: Jana Grubę, Jana Labuję i Klemensa Studzińskiego. Natomiast czwartego partyzanta Jana Ossa wzięto do niewoli. Został skazany na śmierć i stracony w Królewcu. Śmierć tej czwórki upamiętnia tablica umieszczona na metalowym krzyżu, ustawionym nieopodal bunkra.

W pobliżu jeziora, a dokładnie na jego wysokim brzegu znajduje się jeszcze jedna atrakcja – jaskinia z wydrążoną przez wiatr i wodę kolumną – z wyglądu podobna do Grot Mechowskich. Prowadzi do niej znakowany na czerwono Szlak Kaszubski, wiodący z Kamienicy Królewskiej do Olpucha.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę