Archipelag Gułag

Aleksander Sołżenicyn miał rację, nazywając „Archipelagiem Gułag” Wyspy Sołowieckie, usytuowane na Morzu Białym, czyli na północy Rosji, pomiędzy Archangielskiem a Murmańskiem. Co prawda po gułagu śladów niewiele zostało i są systematycznie zacierane, ale pozostała ludzka pamięć. 

Moja przygoda z Sołowkami bynajmniej nie rozpoczęła się od trudnej lektury rosyjskiego pisarza na emigracji, lecz od opowieści gdańskiego kolegi, którego wujeczny dziadek, ks. Józef Jóźwik, rodem spod Łowicza, w 1928 r. wyrokiem moskiewskiego sądu został zesłany na 10 lat do łagru na Wyspach Sołowieckich. Łagru, który – jak się potem okazało – był pierwszym na świecie kompleksem obozów koncentracyjnych.

 

W blasku białej nocy

Historia tego miejsca zaczęła się w 1429 r., kiedy to na Sołowiecki Ostrów (Wielką Sołowiecką) przybyli dwaj prawosławni mnisi: Sabatiusz i Zosima (ponoć był jeszcze trzeci – Herman). Co prawda pierwsze swoje kroki skierowali bardziej na północ, gdzie dzisiaj znajduje się sołowiecka pustelnia, a podczas II wojny światowej mieściła się tajna szkoła marynarki wojennej, to jednak sołowiecki Kreml przyciąga wzrok i rzesze pątników, a od niedawna i turystów, bo to istne arcydzieło architektury.

Usytuowany na przesmyku pomiędzy Morzem Białym a Świętym Jeziorem przez niemal 500 lat zaliczał się do najbogatszych ruskich monastyrów. To mnisi z tego klasztoru zapisywali dzieje Rosji, tworzyli centrum prawosławia i potężny ośrodek ruskiej państwowości na północy. To tu sprowadzano rośliny z egzotycznych krajów i dzięki podziemnym rurociągom z ciepłą parą uprawiano je w warunkach polarnych, hodując dynie, arbuzy, winogrona, tulipany, róże…

Kreml to również najpotężniejsza twierdza Imperium Północy z dwoma soborami, pięcioma cerkwiami i ogromnym refektarzem, wspartym na jednej kolumnie (największa trapeznia w dawnej Rusi), który w czasach SŁON (Sołowieckij Łagier Osobiennogo Naznaczenija) zamieniono na teatr.

Osiemdziesiąt lat temu na Sołowki przywieziono ks. Jóźwika. Podobnie jak większość skazańców, trafił na sołowiecki Kreml. W cerkwiach funkcjonowało więzienie, a w Soborze, w miejscu ołtarza, znajdował się wychodek. Nie było to zwykłe więzienie, bo skazańcy: Rosjanie, Ukraińcy, Polacy, w większości inteligencja, a więc nauczyciele, duchowni, lekarze, adwokaci… trafiali tam z wyrokami śmierci za to, że żyją, pracują, że są ludźmi.

Kreml nie był jednak godnym miejscem dla skazańców o zaostrzonym rygorze a do takich zaliczał się ks. Jóźwik, bo, jak twierdziły obozowe władze, mieli tam zbyt luksusowe warunki. Dlatego ks. Jóźwika, wraz z innymi kapłanami, wywieziono na oddaloną o 30 km wyspę Anzer, gdzie znajdował się specjalny łagier dla duchowieństwa prawosławnego i katolickiego, taka swoista ekumenia.

Na Anzerze znajduje się góra ze świątynią o nazwie Golgota. Historia mówi, że spowiednik cara Piotra I (budowniczego Sankt Petersburga) podczas nocnego czuwania zobaczył Matkę Boską, która mu oznajmiła, że góra ta ma nosić nazwę Golgoty, bo wraz z cerkwią i kaplicą ukrzyżowania „posinieje od niezliczonych męczarni”.

 

„Sołowieckim skazańcom”

Szukanie śladów sowieckiego łagru na Wielkim Ostrowiu równa się z szukaniem igły w stogu siana. Stare, obozowe baraki zamieszkują zwyczajni ludzie, w większości dzieci skazańców albo obozowych „klawiszy”. Grobów prawie nie ma, chociaż zginęło tu w latach 1923-1939 trochę ludzi – cyfry są rozbieżne: 27 tysięcy, 100 tysięcy, milion osób. Źródła cerkiewne podają, że samych duchownych w okresie władzy sowieckiej wymordowano 55 tysięcy osób. Jak opowiada Wasilij, miejscowy przewodnik rodem spod Moskwy, z wykształcenia filozof, który kilkanaście lat temu osiadł na stałe na Sołowkach, ciała skazańców wyrzucano do morza albo „grzebano” w bagnach, torfowiskach. Trudno więc wszystkich policzyć.

Archiwa w znacznym stopniu zostały zniszczone, a to, co zostało, jest pilnie chronione. Wykaligrafowane krwią skazańców napisy gdzieś pod podłogą czy za pryczami wraz z cerkiewnymi freskami zostały zdrapane w imię idei, że „Boga niet”. Kolczaste druty rozdzielające poszczególne zony – aczkolwiek z wysp i tak nikt nie mógł uciec, bo Morze Białe nigdy do końca nie zamarza, a odległość od stałego lądu jest zbyt duża, by ją pokonać – dzisiaj grodzą ogródki działkowe.

Nieopodal stojącego w centrum wsi niemego krzyża znajduje się spory głaz, do którego przymocowano tablicę z napisem „Sołowieckim skazańcom”. Pytanie – którym? Niepokornym mnichom z czasów Piotra I lub tym, których wybito w pierwszych latach rewolucji, ukraińskim kobietom z Wyspy Muksałma, albo ich dzieciom wychowywanym na radzieckich ludzi. A może księżom z Anzeru? Mówi się, że nikt stamtąd nie wrócił. Ks. Jóźwik miał szczęście, w ramach akcji Polskiego Czerwonego Krzyża i zawartego pomiędzy Polską a ZSRR paktu o nieagresji, w 1932 r. został wymieniony na rosyjskiego komunistę uwięzionego w Polsce. W ten sposób udało się uratować życie 40 ludziom. A pozostali? Zapalamy świeczkę.

 

Ziemia obiecana – ziemia przeklęta

Sołowiecki archipelag składa się z ponad setki wysp, chociaż przewodnicy wspominają o sześciu większych zamieszkanych przez około tysiąca osób. Dominuje Wielka Sołowiecka z Siekierną Górą wysoką na95,5 metra, zwieńczoną cerkwią z latarnią morską. Krajobraz wyspy jest niezwykły, przepełniony ponad 500 jeziorami, mieszanymi lasami o przewadze drzew iglastych, niewielkimi pagórkami i torfowiskami. Można by jeszcze dodać, że wyspa usiana jest najróżniejszymi dziurami, śladami po starych ziemiankach. Turyści rzadko zapuszczają się w głąb lasu, bo nigdy nie wiadomo, co może ich tam spotkać. A jednak warto, jeśli się jest w kilkuosobowej grupce, wybrać się na penetrację wnętrza wyspy. Można znaleźć ślady po stawach rybnych, dziury po wykopanym torfie z podtopionymi w bagnach żeliwnymi kratami i niezwykłą, wijącą się jak spirala groblę usypaną przed wiekami przez mnichów, łączącą Wielki Ostrów z Dużą Wyspą Muksałma. Ciekawostką jest to, że poprowadzono ją przez morze wzdłuż wysypisk kamiennych utworzonych przez fale.

Siekierna Góra, gdzie za czasów SŁON znajdował się karcer o zaostrzonym rygorze, jest jedynym miejscem, w którym można znaleźć oficjalną informację na temat gułagu. To fotograficzna miniwystawa w przedsionku cerkwi. Dla niewtajemniczonych mało zrozumiała. Ponoć ci, których skazano na dłuższe kary, nie mogli jej odbyć, bo sadzano ich nago na żerdkach górnej kondygnacji cerkwi Wniebowstapienia Pańskiego – przypominali wymarznięte kury. Jak który spadł, to go przywiązywano do oblodzonej belki i zrzucano ze zbocza. Dzisiaj rosną tam dorodne jagody, a z ustawionych na szczycie ławek rozciąga się wspaniały widok.

Na Siekierną Górę wysyłano mężczyzn, gdzie sami musieli sobie zdobyć jedzenie i drewno na opał, a na Zajęczą Wyspę kobiety. Mówiono, że jeśli je tu wysłano, to znaczy, że wysłano je na śmierć.

– Ludzie ludziom zgotowali straszny los, zaczęło się u nas w Rosji, a potem kontynuowali to Niemcy – dodaje Wasilij.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę