Donald Tusk specjalistą od przecieków kontrolowanych

Artykuł w „Rzeczpospolitej” zatytułowany „Trotyl na wraku Tupolewa”, o śladach materiałów wybuchowych znalezionych przez polskich prokuratorów wojskowych we wraku samolotu stał się bardzo brzemienny w skutki. Po ubiegłotygodniowej konferencji z udziałem poważnych naukowców prezentujących wyniki badań i hipotezy sprzeczne z oficjalnymi raportami, po serii bolesnych skandali z zamianą zwłok ofiar tragedii, po dziwnej śmierci ważnego świadka katastrofy smoleńskiej – oficera kwestionującego rzetelność raportu co do poleceń wydawanych z wieży pilotom Tupolewa – miara się przebrała. Ta kolejna sensacyjna informacja w oczywisty sposób zmusiła Prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego do bardzo poważnego oświadczenia, wezwania do dymisji rządu.

Po południu Prokuratura Wojskowa kategorycznie zdementowała informacje „Rzeczpospolitej”, pomimo że podejrzane, wytypowane do dalszych badań próbki dopiero są poddawane analizom i pewności nie ma. Nie wiem, z jakiego źródła dziennikarze uzyskali informacje. Premier wiedział o badaniach prokuratury od początku października. Swoją konferencję zwołał jako ostatni, niesłychanie  ostro atakując Prezesa Kaczyńskiego. Uporczywe wysiłki Platformy, aby spór polityczny w Polsce ciągle koncentrował się wokół wyjaśniania przyczyn katastrofy, tym razem powiodły się. Na innych polach Platforma odnosi sromotne porażki.

Kiedy oglądałem konferencję Tuska, zastanawiając się o co chodzi, przypomniało mi się zdarzenie z przed czterech lat. W listopadzie 2008 roku, w obliczu zaglądającego do Polski światowego kryzysu finansowego premier Tusk spotkał się z Prezydium Komisji Trójstronnej. W zagajeniu powiedział zdumiewające słowa: ,,Nikt tego spotkania nie nagrywa, więc możemy sobie szczerze porozmawiać”. Tydzień później dobrej jakości nagrania ze spotkania, jak roztropny premier poucza związkowców, leciały w radiu. O przeciek pomawiano związkowców. Nie puszczono niestety ,,najsmaczniejszej” wymiany zdań. Kiedy jeden z pracodawców zarzucił rządowi kompletną bezczynność wobec nadchodzących zagrożeń, premier wygłosił swoją dewizę: ,,Kiedy nie wiadomo co robić, najlepiej nic nie robić”. Zaskoczeni i zdesperowani postawą Tuska pracodawcy zaproponowali związkom dwustronne negocjacje paktu antykryzysowego. Nie mam cienia wątpliwości, że przeciek nagrań nastąpił wtedy z Kancelarii Premiera, bo związki nagłośniłyby deklarację nieróbstwa. Kiwanie odbywa się nie tylko na boisku i wszystkie chwyty dozwolone.

Janusz Śniadek

Download PDF
Powrót Drukuj stronę