Wreszcie!

Wreszcie. Sejm zdecydował, iż do kodeksu pracy wprowadzono obowiązek pisemnego zawarcia umowy o pracę lub potwierdzenia jej warunków. Na piśmie. Nie na tak zwaną „gębę”. I to przed przystąpieniem do pracy.

I już nie będzie można się tłumaczyć, że właśnie za chwilę pracownik dostanie umowę, to jest pierwszy dzień jego pracy i kadry nie zdążyły jeszcze przygotować tak ważnego dokumentu. Ale to będzie za chwilę. I tak najczęściej kończyła się wizyta inspektora pracy. A jak inspektor nie zapukał do drzwi, to następny dzień pracy  był znowu pierwszym dniem pracy. I tak dalej. Ciuciubabka.
A teraz jest szansa, że wykorzystywanie pracownika, przynajmniej w tym zakresie, się zakończy. Najciekawsze, że gdy ten pomysł się pojawił, to został oceniony jako totalne zagrożenie dla gospodarki. Podpisanie umowy przed przystąpieniem do pracy jakoby miało podrożyć koszty pracy i rozłożyć na łopatki nasze firmy. Mieliśmy przestać być konkurencyjni.

Gdy jednak pytano się dlaczego, nie było jasnej odpowiedzi. No przecież nie można było powiedzieć, że utrudni to żonglowanie pracownikiem. Utrudni zatrudnianie na czarno, płacenie pod stołem. To ważny krok.

Podobny to ustalenie i podniesienie najniższej godzinowej płacy. Płacy, która dla sporej części zatrudnionych stanie się szansą na polepszenie choć w minimalnym stopniu warunków życia. Jak do tego dodać coraz bardziej znaczącą rolę umów o pracę i powolne wymazywanie „umów śmieciowych”, to można powiedzieć, że chodzenie do pracy może stać się nie tylko obowiązkiem ale i przyjemnością. Chociaż jeszcze… mobing, warunki bhp, brak układu zbiorowego, premii, nieopłacona praca ponad normalne godziny… itd. Chociaż jeszcze.

Bogdan Olszewski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę