Zamówienia publiczne: szansa czy przekleństwo?

Tylko co siódma spośród małych i średnich firm startuje w przetargach po publiczne kontrakty. Przedsiębiorcy boją się, że zamiast zysków będą kłopoty. Głównym warunkiem, na podstawie którego wybierani są wykonawcy, jest najniższa cena.  Podwykonawcy pukają więc po pieniądze  do drzwi Skarbu Państwa.

Cena na minusie

Z danych Urzędu Zamówień Publicznych wynika, że w 2012 r. w 92 proc. udzielonych zamówień zamawiający dokonywali wyboru oferty na podstawie najniższej ceny. Już na poziomie ustalania wartości zamówienia widełki zapłaty są ustawiane nisko na około 10 zł za godzinę pracy. Jeżeli firma chce wygrać przetarg, musi składać ofertę tak niską, że albo dołoży do zamówienia, albo zatrudni ludzi na czarno. Przy ustaleniu 3-5 proc. prowizji nawet wzrost ceny paliwa czy zmiana kursu walut może wpłynąć na to, że firmy wyjdą na minus.

rap-03-2014-w1

 

 

 

 

 

 

 

 

rap-03-2014-w2

Coraz więcej małych i średnich przedsiębiorców nie chce startować w przetargach, wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. W 2011 r. w przetargach na publiczne kontrakty startowało co czwarte małe i średnie przedsiębiorstwo. W 2012 r. tylko 18 proc., a w 2013 r. – 14 proc. Co piąta firma ma na ten temat negatywne zdanie, a co dziesiąta nie ma pewności, że otrzyma zapłatę ze zrealizowane zadanie.

Przedsiębiorcy negatywnie oceniają też przejrzystość zasad systemu zamówień publicznych. Co drugi z sektora MSP nie zgadza się ze stwierdzeniem, że obowiązujące procedury gwarantują, że zostanie wybrany najlepszy wykonawca, a czterech na dziesięciu kwestionuje to, że wykonawcy wybierani są w sposób transparentny.

Najbardziej popularną formą jest podwykonawstwo – odsetek przedsiębiorstw angażujących podwykonawców do realizacji zamówień publicznych wzrósł z 32 proc. w 2011 r. do 40 proc. w 2013 r.

Unia na ratunek?

Unijne regulacje, przyjęte w połowie stycznia, mają wprowadzić obligatoryjne zasady ogłaszania przetargów i ich rozstrzygania we wszystkich państwach Unii.

Ma się teraz pojawić kryterium „najwyższej korzyści ekonomicznej”, czyli władze publiczne będą przykładać większą wagę do jakości zamawianej usługi, wpływu na środowisko oraz korzyści społecznych. Wciąż oczywiście ma być zachowane kryterium ceny. W celu ograniczania dumpingu oraz zapewnienia, że prawa pracowników są przestrzegane, nowe przepisy wprowadzą surowsze zasady dotyczące „rażąco niskich” ofert i zatrudniania podwykonawców.
Uproszczone mają zostać zasady składania wniosków. Według analityków Komisji Europejskiej, ma to zmniejszyć administracyjne obciążenie firm.

Zasady zamówień publicznych muszą jeszcze zatwierdzić kraje UE, które będą miały dwa lata na wdrożenie nowych przepisów. Dziś zamówienia publiczne stanowią średnio około 18 proc. PKB państw Unii.

W krajach skandynawskich UE oraz w Norwegii zamawiający może wybrać ofertę najkorzystniejszą na podstawie najniższej ceny albo na podstawie kryterium „oferty najkorzystniejszej ekonomicznie”. W tym ostatnim przypadku wyboru oferty dokonuje się przy uwzględnieniu podkryteriów, takich jak np. cena, koszty bieżące, jakość, estetyka, wpływ na środowisko naturalne. Wykonawca ma obowiązek wykazać za pomocą odpowiednich dokumentów, że spełnia warunki udziału w postępowaniu.

Pat w budowlance

Eksperci są zgodni, że o wyborze wykonawcy nie może decydować kryterium najniższej ceny. Branża budowlana liczy, że obecna perspektywa finansowa UE do 2020 roku – w przeciwieństwie do ostatnich lat – będzie szansą rozwoju. Przedsiębiorcy podkreślają, że wprowadzenie zmian w prawie zamówień publicznych może znacznie usprawnić proces budowy dróg ekspresowych i autostrad. Dodatkowo, co nie bez znaczenia, przywrócić zasady uczciwej konkurencji poprzez wymuszenie respektowania prawa pracy.

Druga strona medalu to kryzysowa sytuacja w budownictwie. Do końca listopada ub.r. bankructwo ogłosiło 241 spółek tej branży. 259 firmy upadły w 2012 r. Spadek produkcji budowlanej sięgnął 40 proc. i dotyczył przede wszystkim inwestycji infrastrukturalnych. Zatrudnienie w branży budowlanej spadło o blisko 150 tys. miejsc pracy.

Budżet unijny w ostatnich latach dostarczył polskiemu budownictwu infrastrukturalnemu funduszy, jakich do tej pory nie miało ono do dyspozycji. Efektem, obok dużej ilości nowych odcinków autostrad i tras szybkiego ruchu, jest – paradoksalnie – słaba kondycja budownictwa i upadłości firm. W Gdańsku np. spektakularna była seria upadłości kilkunastu firm przy przebudowie Trasy Słowackiego, łącznie z upadłością Hydrobudowy Polska SA i firm budujących „bursztynowy” stadion PGE Arena na Euro 2012, m.in. kaszubskiego WAKOZ-u, także budującego Południową Obwodnicę Gdańska, dysponującego wielkim parkiem maszynowym.

Polski sąd ogłosił wtórną upadłość Alpine Bau, co przybliża podwykonawców tej firmy, którzy nie otrzymali płatności za swoje prace, do odzyskania pieniędzy. W maju ub.r. wiedeńska firma oświadczyła, że nie dokończy budowy A1 i mostu w Mszanie. Regulowanie zobowiązań wobec poszkodowanych podwykonawców firm z problemami wzięła na siebie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Pod koniec 2013 roku informowała, że wypłaciła już ponad
1 mld zł, z czego odzyskała
730 mln zł z gwarancji bankowych jako zabezpieczenie kontraktu m.in. na budowę odcinka drogi S5 Kaczkowo – Korzeńsko. GDDKiA dokonała wypłat dla podwykonawców w ramach tzw. solidarnej odpowiedzialności oraz dla usługodawców i dostawców na podstawie ustawy o spłacie niektórych niezaspokojonych należności przedsiębiorców, wynikających z realizacji udzielonych zamówień publicznych.

Preeliminacje

Zdaniem związkowców z NSZZ „S”, jak i – co ciekawe – licznych przedsiębiorców, m.in. z Gdańskiego Klubu Biznesu czy Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, realizacja inwestycji drogowych wymaga zmian w prawie zamówień publicznych, a kryterium najniższej ceny nie powinno być jedynym czynnikiem przy wyborze oferty. Nawet jeżeli cena ma być najważniejszym kryterium, to musi być wprowadzona prekwalifikacja, czyli wybór wykonawców, którzy gwarantują, że od strony technicznej i finansowej są przygotowani na realizację danego obiektu. Kondycję branży i jakość inwestycji mogłaby także poprawić umowa, która równo rozłożyłaby prawa, obowiązki i ryzyka między zamawiającego a wykonawcę.

Artur S. Górski

 

(Nie)uczciwa konkurencja

W Ministerstwie Gospodarki spotkali się we „wspólnym froncie” gdańscy związkowcy i przedsiębiorcy, by wymusić respektowanie zasad uczciwej konkurencji i praw pracowniczych przez firmy korzystające z funduszy unijnych i pieniędzy publicznych.   Chodzi o gigantyczny rynek zamówień publicznych, który w 2010 r. wart był 167 mld zł, w 2011 – blisko 144 mld zł, w 2012 – 132,7 mld zł, a  wstępne dane za 2013  to ponad 140 mld zł, czyli około 8 proc. polskiego PKB.

Polityka państwa powinna zmierzać w kierunku eliminacji nieuczciwych firm, a tym samym zabezpieczania interesów podatników.

Związkowcy: Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S” i Kazimierz Laszczak, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „S” w Hydrobudowie Gdańsk SA, zatrudniającej 270 pracowników, oraz Wojciech Czajko, doświadczony przedsiębiorca, jeden z prezesów Hydrobudowy Gdańsk SA, wspierani przez przedsiębiorców z Gdańskiego Klubu Biznesu udali się 31 stycznia do Ministerstwa Gospodarki, by w resorcie wicepremiera Janusza Piechocińskiego (PSL) domagać się racjonalizacji przepisów o zamówieniach publicznych.

Zostali przyjęci przez podsekretarz stanu Grażynę Henclewską, która wysłuchała ich racji uzbrojona w parę ekspertów i zadeklarowała rychłą odpowiedź, która na razie nie nadeszła.

– Podnosimy konieczność respektowania prawa pracy oraz bronimy zasad zdrowej konkurencji. Uczciwy nie może przegrywać z tym, który nie respektuje prawa – mówi Kazimierz Laszczak.

Tymczasem firmy budowlane ledwie utrzymują się na rynku lub padają. Nadal w 92 proc. postępowań zamawiający zdecydowali się na zastosowanie ceny jako jedynego kryterium oceny ofert (w roku 2011 i 2010 – 91 proc.; w 2009 – 90 proc.).

– W trosce o nasze miejsca pracy chcemy wymóc usunięcie błędów i nieścisłości w ustawie o zamówieniach publicznych. Jesteśmy praktykami. Nasze argumenty oparte są na wieloletnim doświadczeniu z placów budów – mówi Kazimierz Laszczak i dodaje, że ubiegający się o zamówienia finansowane z pieniędzy publicznych powinni być oceniani przez pryzmat referencji oraz przestrzegania prawa pracy.

W tej sprawie związkowcy naciskali na resorty Piechocińskiego i Elżbiety Bieńkowskiej.

Laszczak zwraca też uwagę na fakt, że np. na rynku specjalistycznych budów hydrotechnicznych o zamówienia publiczne ubiegają się firmy, które po wygraniu przetargu dobierają podwykonawców. Ważne jest więc wprowadzenie zasady wykonawstwa w tzw. siłach własnych na poziomie co najmniej połowy prac.

Związkowcy zyskali nieoczekiwanego sprzymierzeńca. To biznesmeni z Gdańskiego Klubu Biznesu, którzy napisali oficjalny list z propozycjami zmian w prawie o zamówieniach publicznych do premiera Donalda Tuska, wskazując m.in., że wykonawcy są nadmiernie obciążeni przez uwzględnianie w cenie „niemierzalnego” ryzyka inwestycyjnego, czyli niespodzianek związanych z wahaniami kursu walut, cen paliwa, warunków gruntowych itd.

– Obciążenie wykonawców całkowitym ryzykiem skutków np. długotrwałej zimy czy uwarunkowań gruntowych, których nie uwzględniają dostępne mapy geodezyjne, tworzy nierówność stron. Tak działo się przy budowie mariny w Sopocie czy regulacji kanału Raduni – dodaje Laszczak.

Dodatkowy problem to terminy płatności.

– Zamawiający terminy płatności ustalają kwartalnie lub po zakończeniu kontraktu. Przedsiębiorstwa muszą więc z trudem kredytować kontrakty, w tym te unijne, na które są przecież środki finansowe, przekazane samorządom i innym zamawiającym wiele miesięcy wcześniej – argumentuje Kazimierz Laszczak.

W przypadku mniejszych firm grozi to ich płynności finansowej, powoduje wykluczenie z rynku, a w konsekwencji upadek i skutki społeczne.

W piśmie do premiera Tuska, podpisanym przez Edwarda Lipskiego, przewodniczącego rady GKB, i prezesa klubu Jana Zarębskiego przedsiębiorcy zauważyli, iż olbrzymie koszty społeczne upadłości firm są „całkowitym zaprzeczeniem celowości funduszy unijnych, które mają na celu rozwój cywilizacyjny Polski, a nie wzrost liczby bankructw i stopy bezrobocia”.

Tymczasem 7 lutego 2014 r. została uchwalona ustawa o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych. Zasadnicza zmiana dotyczy podwyższenia progu zastosowania ustawy. Wysokość m.in. minimalnego progu stosowania ustawy została zwiększona z 14 tys. euro do 30 tys. euro. Poseł PO Marcin Święcicki (na początku lat 90. prezydent Warszawy) wniósł poprawkę, aby w zamówieniach do 30 tys. euro – jeżeli podmiot wykonujący zamówienie sobie to zastrzeże, „jeżeli jest to uzasadnione ochroną prywatności lub interesem publicznym”, zamawiający może nie ujawniać danych osobowych i wysokości wynagrodzenia. Ta „wrzutka” eliminuje możliwości kontroli opinii publicznej, czy np. zamówienia nie otrzymał wykonawca „zblatowany” z urzędnikiem lub z wpływowym politykiem.

(asg)

 

Kto kontroluje zamówienia publiczne

Urząd Zamówień Publicznych jest jednostką budżetową, która jest centralnym organem administracji rządowej właściwą w sprawach zamówień publicznych, w zakresie określonym ustawą Prawo zamówień publicznych.

Misją UZP jest dbanie o przejrzystość procesu udzielania zamówień publicznych, zapewniającą przedsiębiorcom niedyskryminujący dostęp do zamówień publicznych.

Urząd Zamówień Publicznych m.in. nadal prowadzi kontrolę  inwestycji przy ul. 3 Maja 9a w Gdańsku, tzw. Centrum Sprawiedliwości. Urząd  jest instytucją mającą uprawnienia do kontroli inwestycji pod kątem przepisów prawa dotyczących inwestycji realizowanych jako zamówienie publiczne, również w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Oprócz UZP uprawnienia kontrolne w zakresie realizacji zamówień publicznych posiadają regionalne izby obrachunkowe oraz Najwyższa Izba Kontroli. Działalność urzędu polega na realizacji przedsięwzięć w zakresie:

  • przygotowywania projektów aktów prawnych dotyczących zamówień publicznych oraz ich opiniowania
  • analizy funkcjonowania systemu zamówień publicznych
  • upowszechniania wiedzy z zakresu zamówień publicznych
  • wydawania w formie elektronicznej Biuletynu Zamówień Publicznych
  • zapewnienia warunków organizacyjnych funkcjonowania środków ochrony prawnej w ramach procedury odwoławczej
  • prowadzenia współpracy międzynarodowej.

 

Zamówienia dla respektujących prawo

Zamówienia publiczne, realizowane z pieniędzy podatników, powinny podlegać specjalnej procedurze.

  • NSZZ „Solidarność” ocenia pozytywnie wprowadzenie mechanizmu eliminacji tzw. rażąco niskiej ceny w procedurze zamówień publicznych. Ma to chronić rynek przed nierzetelnymi wykonawcami licytującymi nierealnie niskie ceny, uniemożliwiające wykonanie zamówienia. Jednak konieczne jest zdefiniowanie terminu „rażąco niska cena”.
  • Zamawiający winien w zamówieniu wyspecyfikować pozycję określającą koszty pracy w podziale na umowy o pracę i inne umowy cywilnoprawne. Analiza tej wartości pozwoli stronom procesu udzielania zamówienia publicznego na weryfikację ofert pod kątem ich zgodności z przepisami prawa pracy. Nie do przyjęcia są rozwiązania umożliwiające przyjęcie ofert z zaniżonymi wynagrodzeniami pracowników
  • Możliwość oceny przyszłego wykonawcy w zakresie przestrzegania przez niego praw pracowniczych stanowić będzie impuls dla firm ubiegających się o zlecenia rządowe lub samorządowe do poszanowania standardów pracy.
  • Zasada, żeby firma startująca do przetargu wykonywała co najmniej 60 procent robót własnymi siłami, uniemożliwi udział w przetargach firm tzw. teczkowych.
  • Władze publiczne powinny brać pod uwagę korzyści społeczne przy ocenie ofert.
Download PDF
Powrót Drukuj stronę