Raport „Magazynu”. Nielekki byt Pomorzanina

Mieszkamy na terenie położonym blisko morza, teoretycznie z wieloma atutami, jak piękne krajobrazy, interesujące zabytki, szerokie możliwości gospodarcze, ale czy żyje nam się lepiej niż w innych regionach Polski? Raczej nie.

Mniej niż jedna czwarta mieszkańców Pomorza, według sondy przeprowadzonej przez portal trojmiasto.pl, jest zadowolona z poziomu życia. Aż 41 proc. dostrzega atuty naszego regionu, ale twierdzi, że nie są one wykorzystane, a my jesteśmy daleko za innymi województwami. Ponad jedna trzecia, czyli 35 proc., uważa, że na Pomorzu życie jest trudne, trzeba mierzyć się z wieloma problemami, jak nieprzychylny rynek pracy, fatalne drogi, zła komunikacja itp., a na dodatek przegrywamy dziś z regionami, które jeszcze niedawno były za nami.

A jak jest naprawdę?

 

Wysokie bezrobocie

13,4 proc. – tyle wynosi stopa bezrobocia w województwie pomorskim (dane z lutego br.). To 117,1 tys. ludzi pozostających bez pracy. Od stycznia liczba ta wzrosła o 0,2 proc. Na pierwszy rzut oka nasze województwo nie wygląda najgorzej. Stopa bezrobocia w Polsce to 13,5 proc., a w wielu województwach odsetek pozostających bez pracy jest wyższy niż w Pomorskiem. Ale kiedy bierzemy pod uwagę regiony o podobnym potencjale, nie wypadamy najlepiej. I tak na przykład w woj. wielkopolskim sięga ono 10,1 proc., w woj. śląskim – 11,1 proc., w woj. małopolskim – 11,4 proc., a w woj. mazowieckim – 10,6 proc.

W wielu powiatach w województwie pomorskim sytuacja jest wręcz tragiczna. Bezrobocie w powiecie nowodworskim wynosi 29,7 proc., sztumskim – 26,8 proc., malborskim – 25,6 proc., człuchowskim – 24,1 proc., słupskim – 23,6 proc., bytowskim – 22,7 proc., starogardzkim – 21,6 proc., a lęborskim – 20,6 proc.

54,8 proc. pozostających bez pracy to kobiety. Wzrasta liczba bezrobotnych wśród absolwentów. Grupa tych, którzy nie mogą znaleźć pracy w ciągu 12 miesięcy, stanowi już 6,4 proc. ogółu bezrobotnych. Liczba bezrobotnych absolwentów wzrosła w stosunku do poprzedniego miesiąca o 2,6 proc. Powiększa się również grono osób, które skończyły 50 lat i nie mogą znaleźć pracy. Ich  liczba wzrosła o 1,9 proc. w stosunku do stycznia i wynosi już 25 314 osób. Zwiększyła się także liczba długotrwale bezrobotnych. To już 50 396 osób. I – niestety – stanowią oni już 43 proc. ogółu bezrobotnych na Pomorzu. Od stycznia do lutego ich liczba wzrosła o 789 osób, czyli o 1,6 proc.

Niepokojące są także dane dotyczące przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Jeszcze w styczniu zatrudnienie znalazło tam 283,9 tys. pracowników, ale już w lutym – 282,8 tys. osób, tak więc zanotowano spadek o 1,1 tys., czyli 0,4 proc.

Dodajmy, że liczba bezrobotnych będzie prawdopodobnie rosnąć. Tylko w lutym w czterech powiatach – gdańskim, gdyńskim, słupskim i bytowskim – zgłoszono zamiar zwolnień grupowych 410 pracowników.

Niestety, tylko 20 proc. wszystkich bezrobotnych posiada prawo do zasiłku. To zaledwie 23 473 szczęśliwców.

 

Kosztowne życie

Województwo pomorskie na tle innych nie należy do najtańszych, a Gdańsk znajduje się w czołówce miast Polski, w których koszty życia należą do najwyższych. Jest liderem, jeśli chodzi o ceny usług komunalnych. Tak wynika z rankingu, który kilka miesięcy temu przeprowadził dziennik „Rzeczpospolita”. Wzięto wtedy pod uwagę koszty opłat za energię i wodę, wywóz śmieci, parkingi, komunikację miejską i taksówki w dziesięciu największych miastach Polski. Niechlubnym liderem został Gdańsk. Najgorzej wypadamy, jeśli chodzi o opłaty za energię, usługi komunalne i przejazdy taksówką, ale w innych obszarach także nie jesteśmy w tyle.

A pensje nie są u nas najwyższe. 3849,11 zł brutto – tyle wynosiła w województwie pomorskim średnia miesięczna płaca na koniec 2011 r. (według danych WUP w Gdańsku). Średnia krajowa była wyższa – 4015,37 zł. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 3580,48 zł. A jeszcze w styczniu średnia pensja na Pomorzu sięgała 3723,78 zł. Odnotowano więc znaczny spadek.

Z miesiąca na miesiąc natomiast rosną ceny towarów i usług. Tylko w przeciągu jednego miesiąca – od lutego do marca – wzrosły o kolejne 0,5 proc. W ciągu ostatnich trzech miesięcy aż o 4,3 proc. Sama żywność podrożała w ostatnim miesiącu o 1,2 proc., a opłaty związane z transportem o 0,8 proc. i ze zdrowiem o 0,5 proc. W zwykłym sklepie osiedlowym w Gdańsku za najtańszy chleb trzeba dziś zapłacić ok. 2 zł, masło – 4,60 zł, jabłka – 2,90 zł, opakowanie 8 szt. jaj – 8,60 zł, pomidory – 8,90 zł. Paliwo też jest drogie – benzyna bezołowiowa 95 i 98 na stacjach Lotosu sprzedawana jest odpowiednio za 5,89 zł i 6,09 zł za litr. Nielekko jest młodym ludziom decydującym się na dzieci. Po podwyżkach (także VAT-u na asortyment dziecięcy) posiadanie dziecka wydaje się być luksusem. Sam koszt pieluch to niebagatelna kwota – za opakowanie (82 sztuki) trzeba zapłacić 60 zł.

Opłaty za czynsz za mieszkanie także wzrosły. We wrześniu ubiegłego roku w Gdańsku wprowadzono podwyżki do 10,20 zł za metr kwadratowy powierzchni lokalu i znikły zniżki za nadmetraż. Wcześniej opłaty w mieszkaniach komunalnych wynosiły około 5 zł i w różnych dzielnicach były inaczej naliczane.

Wzrosły także opłaty za wodę i wywóz ścieków w tym roku. Radni Gdańska zdecydowali o znacznych podwyżkach. Wcześniej za metr sześcienny wody i ścieków płaciło się w Gdańsku 8,95 zł (3,64 zł za wodę i 5,31 zł za ścieki). Ale teraz, by zapłacić rachunki, trzeba sięgać głębiej do kieszeni, bo stawki zwiększyły się w sumie o 6,8 proc. Metr sześcienny wody kosztuje 3,85 zł, a wywóz ścieków 5,71 zł. A przecież w 2011 roku ceny wody i wywozu ścieków zwiększyły się o 10 procent. Pod względem opłat za wodę i wywóz ścieków Gdańsk zajmuje trzecie miejsce w Polsce, biorąc pod uwagę inne większe miasta. Ale sytuacja nie wygląda dobrze w całym regionie.

 

Drogi i komunikacja

Pomorzanie narzekają na stan dróg i drogie bilety komunikacji miejskiej. Te ostatnie stale rosną. Dziś za normalny bilet jednoprzejazdowy w Gdańsku, Gdyni i Wejherowie trzeba będzie niedługo zapłacić  3 zł. Cena jednodniowego wynosi – na pojazdy ZTM w Gdańsku albo ZKM w Gdyni lub MZK Wejherowo – 14 zł, a jeśli dodatkowo chce się podróżować koleją – za bilet metropolitalny trzeba wydać 17 zł. To bardzo dużo. W wielu innych miastach Polski ceny są niższe.

I tak w stolicy cena biletu dobowego na metro i autobus, porównywalnego z naszym biletem metropolitalnym, wynosi 12 zł. Za miesięczny bilet trzeba tam zapłacić 90 zł. A u nas? Cena miesięcznego metropolitalnego biletu obowiązującego w ZTM w Gdańsku, ZKM w Gdyni i MZK Wejherowo to 130 zł, jeśli zechcemy dodatkowo korzystać z SKM trzeba zapłacić aż 186 zł.

Mieszkańcy Trójmiasta narzekają na fatalną komunikację. Do wielu osiedli problemem jest dojazd z centrum Gdańska czy Gdyni. Czasem trzeba czekać na autobus godzinę, a nawet dłużej. Właściciele aut także nie mają powodów do zadowolenia. Wiele dróg w Gdańsku, stolicy Pomorza, nadal jest niewyremontowanych, na dziurach łatwo stracić koło. I na dodatek trzeba liczyć się z olbrzymimi korkami. Wiele rozwiązań komunikacyjnych już w trakcie ich realizacji okazało się być nie do końca przystającymi do istniejących  potrzeb. I na dodatek oburzają wysokie opłaty za parkingi. Mieszkańcy Gdańska niejednokrotnie mają problemy z pozostawieniem samochodu w pobliżu miejsca pracy, bo nie wszystkie zakłady mają dla swoich pracowników własne parkingi. Na horrendalnie wysokie opłaty skarżą się także pacjenci szpitali, choćby Akademii Medycznej. A przecież wiadomo, że niejednokrotnie muszą korzystać z parkingu przez kilka godzin, nawet dni. Na niektórych osiedlach parkowanie pod domem jest też problemem, ponieważ nie przewidziano kiedyś, że tylu mieszkańców będzie miało własne samochody. I tak już zostało do dzisiaj.

Autostrada A1, która miała poprawić komunikację kraju z naszym regionem, nie zostanie oddana w terminie zapowiadanym wcześniej przez ministra transportu. Trasa z Łodzi do Gdańska nie będzie w całości przejezdna przed Euro 2012.

 

Chore Pomorze

Stan zdrowia społeczeństwa województwa pomorskiego jest gorszy od przeciętnego w kraju. Prawie 14 proc. mieszkańców regionu to osoby niepełnosprawne. Od wielu lat Pomorzanie zmagają się z chorobami układu sercowo-naczyniowego. Stanowią one ok. 45 proc. przyczyn wszystkich zgonów i charakteryzują się jedną z najwyższych dynamik wzrostu w skali kraju. Ogromnym problemem zdrowotnym i społecznym są także choroby nowotworowe. Od 2001 r. na Pomorzu odnotowuje się tendencje wzrostowe zachorowalności na nowotwory, w tym także złośliwe; powodują one aż 29 proc. zgonów. W Polsce jest to 24,3 proc., natomiast w krajach UE – ok.18 proc. Odnotowuje się również wzrost zachorowalności na cukrzycę. Niepokojącym zjawiskiem jest także wyższy niż w pozostałych częściach kraju współczynnik zapadalności na niektóre choroby zakaźne. Wysoka zachorowalność, a także umieralność mieszkańców na choroby cywilizacyjne może być przyczyną obniżenia atrakcyjności Pomorza dla potencjalnych inwestorów, dla których czynnik ludzki jest ważnym kryterium decydującym o lokalizacji działalności produkcyjnej czy usługowej. Stan zdrowia mieszkańców regionu znajduje też swoje odzwierciedlenie w nie najlepszych wskaźnikach zatrudnienia i aktywności ekonomicznej ludności.

 

Strategia rozwoju województwa

Pomorze, a szczególnie jego stolica, nie należy do tych miejsc Polski, o których można powiedzieć, że inwestycje powstają tu jak grzyby po deszczu. I nie zanosi się na diametralne zmiany.

Z tych i wcześniej opisanych powodów wydaje się być mało prawdopodobne, aby w najbliższych latach żyło się nam tutaj lepiej. Niemniej – według Strategii Rozwoju Województwa Pomorskiego 2020, sporządzonej przez Zarząd Województwa Pomorskiego – mamy być krainą miodem i mlekiem płynącą.

Przygotowano kilka wariantów, ale za najbardziej prawdopodobny uznano ten najbardziej optymistyczny, który nosi tytuł „Wiatr w żagle”. Zakłada on szybszy rozwój naszego regionu niż reszty kraju. Ma to nastąpić dzięki inwestycjom w energetykę, która dotychczas była mocno zaniedbana, ale także dzięki rozwojowi turystyki, transportu i logistyce. Więcej ma być inwestycji zagranicznych i środków pochodzących z programów unijnych. Inne sektory gospodarki mają się także dynamicznie rozwijać, priorytetem będą projekty innowacyjne.

Co pomóc ma w realizacji tej strategii? Migracja, bo nasz region jest zdaniem autorów projektu niezwykle atrakcyjny, a także większy niż w innych częściach kraju przyrost naturalny. Pomorskie ma być jednym z czterech województw (a w tej grupie nawet liderem), które odnotują wzrost liczby mieszkańców. W całym kraju według twórców strategii ludności będzie ubywać. Zwiększyć ma się także liczba osób starszych. W 2020 r. aż 17,3 proc. ludności Pomorza będzie po 65 roku życia. Ale to nie ma być problemem, a wręcz ma przyczynić się do rozwoju usług związanych z opieką nad ludźmi starszymi. Inny segment, który ma się także dynamicznie rozwijać, to usługi związane ze spędzaniem wolnego czasu. Te optymistyczne założenia powstały całkowicie w oderwaniu od rzeczywistych dochodów emerytów i większości mieszkańców Pomorza.

Autorzy strategii zbytniej wagi nie przykładają również do tego, że liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszyć ma się o ok. 90 tys. O wzrost gospodarczy zadbają przecież imigranci z innych terenów Polski oraz z zagranicy.

Twórcy projektu nie przejmują się również faktem, że w naszym regionie szwankuje edukacja. Przyznają wprawdzie, iż pomorscy uczniowie mają luki kompetencyjne, o czym świadczą pogarszające się wyniki sprawdzianów i egzaminów zewnętrznych, jak też niski wskaźnik zdawalności egzaminów potwierdzających kwalifikacje zawodowe. Także system stypendialny nie jest w wystarczającym stopniu rozwinięty.

Nie napawa optymizmem również to, iż nasz region nie należy do liderów krajowych, jeśli chodzi o „dostawców” wiedzy akademickiej. Świadczy o tym brak zainteresowania naszymi uczelniami przez studentów spoza regionu. Pewne przesłanki do optymizmu daje jednak wyższy od przeciętnego w kraju udział studentów i doktorantów kierunków ścisłych oraz związanych z usługami dla ludności, a także  systematyczny wzrost liczby uczestników studiów doktoranckich.

Podsumowując: mamy morze, piękne widoki, optymistycznych włodarzy. Ale czy to wystarczy, aby żyło się nam w końcu lepiej?

Olga Zielińska


Download PDF
Powrót Drukuj stronę