To nie jest kraj dla młodych ludzi

Słynne już pytanie: „Jak żyć, panie premierze?”, zadane przez plantatora papryki kilka lat temu Donaldowi Tuskowi, śmiało mogłoby paść z ust przedstawiciela młodego pokolenia. Młodzi ludzie mają dziś perspektywę pracy do 67 roku życia i tak naprawdę nic więcej. Chyba że wyjadą z Polski, jak 2 miliony ich koleżanek i kolegów.

W tej liczbie mieści się zarówno 726 tys. osób w wieku 25-34 lata, które na stałe przebywają na emigracji, oraz blisko półtora miliona osób „kursujących” między ojczyzną i obczyzną, w zależności od aktualnej indywidualnej sytuacji życiowej (wielu młodych wyjeżdża cyklicznie za granicę na krótkie, trzymiesięczne okresy).

Śmieciówki dla młodych

Rzeczywistość młodych osób w epoce Donalda Tuska (rządzącego już blisko dwie kadencje) brutalnie pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, zgodnie z którymi na koniec III kwartału 2013 r. w Polsce bez pracy było około 400 tys. osób w wieku do 24 lat i ponad 600 tys. osób w wieku 25-35 lat. To prawie połowa wszystkich bezrobotnych i to w sytuacji, gdy udział osób w wieku 15-34 lat w całej populacji wynosi poniżej 30 procent! Rozgoryczenie i złość z powodu niemożności znalezienia pracy pokazują z kolei badania opinii społecznej. Aż 64 proc. młodych Polaków badanych w styczniu przez firmę SW Research uważa, że pracę najłatwiej zdobyć dzięki rodzinie i znajomym. 59 proc. jest przekonanych, że zatrudnienie dostaje się „po znajomości”. 40 proc. doświadczyło takich sytuacji osobiście.

Jednak nawet wśród mających pracę 20- i 30-latków zatrudnienie na pełen etat na podstawie umowy o pracę to luksus, który przytrafia się najlepszym albo właśnie tym szczęśliwcom, którzy otrzymali pracę po znajomości. Tak zwane umowy śmieciowe wśród najmłodszych pokoleń wchodzących w zawodowe życie to prawdziwa plaga. Przy tej okazji warto równocześnie po raz kolejny wyjaśnić, skąd w związkowej terminologii pojawiło się określenie „umowy śmieciowe”, początkowo uważane za kontrowersyjne, obecnie powszechnie przyjęte w debacie społecznej (opory mają jeszcze tylko pracodawcy, zatrudniający w takiej formie pracowników). Umowy śmieciowe to nie wszystkie umowy cywilnoprawne (umowy-zlecenia, umowy o dzieło), a tylko te, które zastępują cywilizowane, kodeksowe zatrudnienie na podstawie umowy o pracę. To także umowy o pracę zawarte na czas określony, najczęstsze wśród początkujących zatrudnionych (Polska ma rekordowy w UE odsetek takich umów – 27 proc.). Wydają się bezpieczne, zwłaszcza słabiej zorientowanym w przepisach prawa pracy pracownikom. Tymczasem posiadając taką umowę najczęściej mogą być oni pozbawieni pracy w ciągu zaledwie dwóch tygodni.

Zasięg „śmieciowego” zjawiska rośnie lawinowo. Według danych Państwowej Inspekcji Pracy, która co roku kontroluje kilka tysięcy przypadków umów cywilnoprawnych, w 2011 r. odsetek umów śmieciowych wynosił wśród nich 13 proc. W 2012 r. było to już 16,2 proc., a w 2013 r. aż 50 proc.!

Zawieszeni

Umowa śmieciowa zasługuje na swoją nazwę – na jej podstawie młodzi ludzie nie otrzymają kredytu na własne mieszkanie, nie posiadają ubezpieczenia zdrowotnego, nie odkładają na emeryturę. Nie mają również sytuacji finansowej stabilnej na tyle, aby myśleć o założeniu bądź powiększeniu rodziny. W tym przypadku praktyka rynku pracy i demografia boleśnie się ze sobą krzyżują. Chociaż tylko 8 proc. Polaków (CBOS, grudzień 2013 r.) chciałoby żyć w pojedynkę lub w małżeństwie bez dzieci, a dla 84 proc. z nas najważniejszym źródłem szczęścia jest rodzina, wg danych GUS w 2013 r. w Polsce zawarto jedynie ok. 190 tys. małżeństw. To najmniej od czasu… zakończenia II wojny światowej. Te różnice pokazują zmiany w naszej obyczajowości (praktyka nierzadko różni się od deklarowanych, tak jak wyżej, wartości), ale też ekonomiczne trudności z utrzymaniem rodziny przez młodych ludzi.

W efekcie, jak się szacuje, w 2013 r. urodziło się około 360 tys., a zmarło ponad 400 tys. osób. Wskaźnik dzietności w Polsce w ub.r. wyniósł 1,28 dziecka na kobietę (zastępowalność pokoleń zapewnia dopiero średnia 2,1), co oznacza 212 miejsce na 224 ujęte badaniem państwa!

Osoby zatrudnione na umowach śmieciowych, głównie młode, doczekały się nawet nowego terminu – prekariat. Ten neologizm – połączenie słów „precarious” (niepewny) i proletariat – oznacza grupę społeczną żyjącą w zawieszeniu między pracą i bezrobociem, w niepewności co do przyszłości i niekończącym się poczuciu zagrożenia. Według ekonomisty Paula Gregga z Uniwersytetu w Bristolu, jeśli wchodzący na rynek pracownicy będą otrzymywali niższe pensje, pracując na umowach śmieciowych, najprawdopodobniej także w przyszłości, a nawet do końca swojej kariery zawodowej będą zarabiali mniej niż ich odpowiednicy, którzy otrzymali etaty. Podkopuje to jednocześnie cały system zabezpieczenia społecznego.

Związek młodych

Praca dla młodych praktycznie od zawsze była jednym ze związkowych priorytetów. Jednak od kilku lat „Solidarność” coraz większą wagę przykłada również do samego zaangażowania młodych osób w działalność związkową. Kilka tygodni temu z okazji rozpoczęcia nowego roku „S” przygotowała kampanię promocyjną „Zorganizowani mają lepiej”. Z ulotek, bannerów i reklam prasowych z życzeniami udanego nowego roku wybijała się grupa uśmiechniętych i pełnych energii młodych osób ubranych w białe koszulki z logo Związku, wśród nich jest Paweł Dziwosz, przewodniczący zakładowej „Solidarności” w Federal-Mogul Bimet w Gdańsku. To nie przypadek. Reporterzy „Magazynu Solidarność”, spotykając się z poszczególnymi organizacjami zakładowymi Regionu Gdańskiego, coraz częściej rozmawiają z młodymi ludźmi, którzy w swoich komisjach pełnią nawet funkcje kierownicze. Młodzi ludzie, z natury zbuntowani, ale również nastawieni indywidualistycznie, niechętni do systematycznego wysiłku zbiorowego i „krępujących ich” form organizacyjnych, zauważyli, że po drugiej stronie nikt o nich nie myśli. Ba, nie mogą liczyć nawet na to, by po prostu im nie przeszkadzano wykorzystywać energii, sił i zapału. Miejsce dla swojej aktywności (na poziomie własnego miejsca pracy, ale także wyżej) znaleźli właśnie w „S”. Z rozmów z młodymi związkowcami wynika, że tylko część z nich miała w rodzinie tradycje działalności w „S”. Dla wielu historia i tożsamość pozostają ważne (inaczej wybraliby inny związek zawodowy), ale najbardziej liczy się możliwość wspólnej walki o lepsze dziś i lepsze jutro.

Niedawno do grona solidarnościowych ekspertów dołączyła Magdalena Buchowska, pełnomocnik Komisji Krajowej NSZZ „S” ds. młodych, która ma koordynować wszystkie kwestie związane z sytuacją młodych osób na rynku pracy. – W Europie różnie definiuje się młodych pracowników, jako granicę wyznaczając wiek 30, 35 albo 40 lat. My przyjęliśmy tę środkową, najbardziej powszechną wartość. Obecnie przygotowujemy projekt dotyczący dobrych praktyk w zatrudnianiu młodych osób, na który jako Komisja Krajowa otrzymaliśmy dofinansowanie z Unii Europejskiej. Jest to projekt oparty na Ramowym Planie Działania na Rzecz Zatrudnienia Młodych. W ramach przedsięwzięcia, współpracując z bardziej doświadczonymi w tych kwestiach związkami zawodowymi z Austrii, Finlandii, Litwy i Włoch, przygotujemy kodeks dobrych praktyk, zorganizujemy seminaria dla młodych pracowników oraz wewnątrzzwiązkową sieć kontaktów młodych, zaangażowanych członków „S” – wyjaśnia Magdalena Buchowska, jednocześnie członek Komitetu Młodych Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych.

Ramowy Plan Działania na rzecz Zatrudnienia Młodych został przyjęty w czerwcu 2013 r. przez Komisję Europejską i europejskich partnerów społecznych, w tym Europejską Konfederację Związków Zawodowych. Do przygotowania takiego bądź co bądź tylko  planu działania potrzeba było blisko 6-milionowego bezrobocia wśród młodych Europejczyków. Czyżby określenie „Stary Kontynent” nabierało zupełnie nowego znaczenia?

Adam Chmielecki

 

Stoczniowy protest song

WoKa to pseudonim artystyczny Karola Wosia, członka stoczniowej „Solidarności”,
19-letniego montera kadłubów w Stoczni Gdańsk. To jego pierwsza praca. Na kasku ma napis „Młody”. Nie zarabia najgorzej, ale pracuje również w nadgodzinach i w weekendy. Wynagrodzenie, tak jak większość pracowników stoczni, od kilku miesięcy otrzymuje w ratach. Po pracy siada i pisze hiphopowe piosenki o tym, co go boli. Ostatnia, której fragmenty prezentujemy poniżej, dotyczy sytuacji w Stoczni Gdańsk.

Czy wiesz jak to jest, jak może czuć się człowiek, który zarobił 1200. On wie zapewne, że w tym roku nie będzie kolacji, nie będzie wigilijnych prezentów, że to, co pchał do przodu, tak naprawdę stało w miejscu.

Gdzie jest sprawiedliwość, która miała być tak blisko, dla nich ludzie to nic więcej niż PESEL, imię, nazwisko.

Walą się ostatnie mury. Padają ostatnie cienie stoczniowej infrastruktury w obecnie chorym systemie. Szczytem bezczelności chwilę przed wynagrodzeniem informować pracowników o tym, że wstrzymano premie.

Czas nieubłaganie goni, a dług stale narasta, globalny kryzys nastał. Ciężko wstać się wykaraskać. Na halach gasną światła, na wieki już i basta. Postoczniowe tereny projektem Młodego Miasta.

Stocznia Gdańska niegdyś potężnym zakładem. Czerpali z niej korzyści, dziś wróżą jej upadek. Powiedz, czy to jest moralne, by zasłaniali się prawem, ci, co kojarzyć powinni się z uczciwością i ładem.

Źródło: YouTube

 

Liczby jak wyroki

11 proc. Polaków z roczników 1977-1986 wyjechało za granicę

23,5 proc. wynosi bezrobocie wśród osób do 25 lat w całej Europie

24 proc.absolwentów wyższych uczelni nie ma pracy

40 proc. umów-zleceń powinno być umowami o pracę

60 proc. umów o dzieło powinno być umowami o pracę

64 proc. młodych osób uważa, że pracę najłatwiej dostać po znajomości

Źródło: Eurostat, GUS, Państwowa Inspekcja Pracy, „Tygodnik Solidarność”

 

Młodzi ludzie chcą działać w związku

Katarzyna Frosina, wiceprzewodnicząca KO NSZZ „Solidarność” w Auchan Gdańsk

– To jest mój trzeci zakład pracy. W Auchan pracuję już cztery lata. Działalność związków zawodowych nigdy mnie nie pociągała, aż tu nagle we wrześniu 2012 r. koleżanka po prostu podsunęła mi deklarację przyjęcia do „Solidarności”. Nie żałuję, że ją podpisałam. Teraz uważam, że działalność związkowa ma sens, w ilości siła. Pracodawca patrzy na problemy pracowników zupełnie inaczej, kiedy stoi za nimi związek zawodowy.

Piotr Labudda, przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” w Dr. Oetker

– Doceniam „Solidarność” za zmiany, które dokonała w Polsce. W 2007 r. rozpocząłem pracę w Dr. Oetker i od razu zapisałem się do Związku. Będąc w „S”, czuję, że nie jestem sam. W komisji tworzymy zgrany zespół, który zawsze może mieć realny wpływ na to, co się dzieje w naszym zakładzie, by poprawić warunki pracy.

Piotr Paluchowski, członek KZ NSZZ „Solidarność” w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska

– Do „Solidarności” wstąpiłem od razu, gdy powstała organizacja zakładowa w moim miejscu pracy. Dzisiaj młodzi ludzie mało angażują się w jakąkolwiek działalność społeczną, w coś poza swoim życiem osobistym. Związek zawodowy daje taką możliwość. Dlatego, gdy powstała komisja w muzeum, uznałem, że muszę dać coś od siebie.

Wojciech Smok, z-ca przewodniczącego KZ NSZZ „Solidarność” w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku

– Do „S” wstąpiłem w 2012 r. za namową kolegów i od razu zostałem wybrany na wiceprzewodniczącego naszej Komisji Zakładowej. Nie żałuję tej decyzji. Razem możemy sobie lepiej pomóc. W straży pożarnej służą głównie młodzi mężczyźni i taki też jest w większości przekrój wiekowy naszej organizacji. Mamy dużo energii, a kilka bardziej doświadczonych osób pomaga w działalności.

Źródło: www.solidarnosc.gda.pl

Praca dla młodych

Okazuje się, że jest w Polsce ciekawa i dobrze płatna praca dla młodych ludzi. Niestety, tylko dla tych zaangażowanych politycznie po właściwej stronie. Jak wyliczyła „Rzeczpospolita”, w połowie 2013 r. w gabinetach politycznych ministrów zatrudnionych było ok. 90 osób, które otrzymywały średnią pensję w wysokości 7,7 tys. zł. Pracują tam głównie młode osoby, studenci i samorządowi radni partii władzy. Przykładowo szefem gabinetu politycznego nowego ministra finansów Mariusza Szczurka jest 24-letnia radna PO z Pruszcza Gdańskiego Dobrawa Morzyńska.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę