Jacek Rybicki

9 maja 2012

Polska na dnie?

Polska znalazła się na ostatnim miejscu w Europie w relacji wzrost/spadek PKB do wzrost/spadek średnich wynagrodzeń w latach 2008-2011. Liberałowie mogą więc zacierać ręce – prowadzimy najbardziej restrykcyjną politykę w skali Europy. Czy jednak nie odbije się to rykoszetem? Odbije – wszak niskie płace oznaczają rosnące rozwarstwienie, mniejszy popyt wewnętrzny (biedni mniej kupują), a na końcu -  mniejsze wpływy do budżetu zarówno z podatków pośrednich, jak i bezpośrednich. Ponadto polityka lansująca tanią siłę roboczą jako motor polskiej konkurencyjności ma wyjątkowo krótkie nogi – przyniesie być może doraźne zyski jednej czy drugiej firmie, ale uderza w innowacyjność, nie służy budowie gospodarki opartej na wiedzy, nie wpływa dodatnio ani na demografię, ani na wykorzystanie w Polsce tu wykształconych młodych pokoleń. Ta jedna statystyka ukazuje też całą hipokryzję władzy, która wydłuża wiek emerytalny troszcząc się jakoby o stan ubezpieczeniowej kasy za lat 20 czy 30, zamiast troszczyć się już dziś o politykę wzrostu – nie tylko wzrostu PKB, ale także wzrostu zamożności przeciętnego mieszkańca polski A,B i C, wzrostu poziomu edukacji czy tzw. zdrowotności społeczeństwa, wzrostu liczby dobrych miejsc pracy – a w konsekwencji wzrostu liczby dzieci i przychodów do systemu ubezpieczeń społecznych.

Jacek Rybicki

2 maja 2012

Wybory zamiast referendum

     Rząd przepycha kolanem przez parlament reformę emerytalną (czyli wydłużenie wieku emerytalnego) szydząc z idei dialogu społecznego i jakichkolwiek konsultacji. To rzeczywiście w ostatnich latach najbardziej klarowny przykład, czym dla rządzącej ekipy jest dialog. Niczym. Hasłem, które formalnie trzeba zrealizować, a nieformalnie – zlekceważyć. Ale lekceważy się słabych – widać dla rządzącej Polską ekipy społeczna reprezentacja nie zasługuje na szacunek i dialog. Jeżeli nie weźmiemy tego pod uwagę, przy preferencjach wyborczych, czekają nas lata lekceważenia i pogardy. Jeżeli nie zrozumiemy, że to nasza wspólna sprawa, to przyzwolimy na wszystko – gigantyczne zarobki w zarządach państwowych firm, lekceważenie praw związkowych,

       Dziś niemal wszystkie dane wskazują, że podniesienie wieku emerytalnego może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Polacy są najbardziej zapracowanym społeczeństwem w Europie. Pracują o 30% więcej niż Holendrzy czy Niemcy. Są też jednym z najmłodszych społeczeństw – statystyczny Polak ma 38 lat. To w Polsce też jest najwięcej osób w wieku produkcyjnym przypadających na jednego emeryta – ponad 5 do 1, gdy w najstarszym społeczeństwie w Europie, Niemczech, 3 do 1. Przy tym w Polsce jest bardzo wysokie bezrobocie wśród osób 50+ i bardzo zły stan zdrowia osób po sześćdziesiątce. Jednocześnie nie czyni się nic, aby wzmocnić polską rodzinę i tym samym ograniczyć ryzyko zapaści systemu ubezpieczeniowego w przyszłości. Tak samo, jak nie czyni się nic, by zwiększyć wpływy do systemu ubezpieczeniowego poprzez ograniczenie patologicznych form zatrudnienia – czyli tzw. umów śmieciowych.

      Dlaczego wobec tego rząd forsuje rozwiązania, które niczego nie poprawią? Ano przede wszystkim dlatego, że chce być europejskim prymusem, który pokaże, że bez względu na opór społeczny można zasłużyć na poklask światowej finansjery, przeforsować liberalne reformy i jeszcze w dodatku utrzymać władzę. Tyle tylko, że parę miesięcy wcześniej obecna ekipa uzyskała władzę oszukując ludzi i milcząc o dzisiaj z taką determinacją realizowanym programie. Dopóki takie oszustwo nie spotka się z radykalnym i kategorycznym społecznym sprzeciwem, dopóty będziemy oszukiwani także w innych sprawach. Dlatego dziś powinniśmy domagać się nie tylko referendum, czy konsultacji w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego. Powinniśmy domagać się przede wszystkim przedterminowych wyborów parlamentarnych. To one powinny być rozwiązaniem, które w przypadku uzyskania przez obecną koalicję społecznego mandatu – dadzą dopiero przyzwolenie na wprowadzanie tak radykalnych zmian w systemie emerytalnym. Zobaczymy, czy ci wszyscy, którym obecna władza proponuje albo śmierć z głodu, albo pracę do śmierci, tak chętnie na nią zagłosuje, jak parę miesięcy temu!

Jacek Rybicki