Słodki Bałtyk

Rozmowa z prof. Mariuszem Sapotą z Zakładu Biologii i Ekologii Morza Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego

sapota

– Cudze chwalicie, swego nie znacie. To znane przysłowie chyba jak ulał pasuje do stosunku Polaków do Morza Bałtyckiego, którzy, gdyby mogli, to najchętniej przeprowadziliby się nad Morze Śródziemne lub Adriatyk.

– Rzeczywiście, chociaż wydaje się, że stosunkowo mała popularność Bałtyku wśród naszych rodaków wynika raczej z klimatu w Polsce niż samego stanu wód. W regionie Morza Śródziemnego jest zdecydowanie cieplej i słoneczniej. Jednak potoczne rozumienie czystości wód morskich, utożsamiane z ich przezroczystością, nie zawsze jest zgodne ze stanem faktycznym. Niektóre rejony turkusowego Adriatyku czy Morza Śródziemnego są bardziej zanieczyszczone niż Bałtyk. Nie wspominając o szerokich piaszczystych plażach naszego morza, przyjemniejszych niż skaliste wybrzeża innych akwenów.

– Jak to jest z tym zanieczyszczeniem Bałtyku? Kilka miesięcy temu Skandynawowie przedstawili badania, z których miało wynikać, że praktycznie całą winę za stan wód w Bałtyku ponosi strona polska.

– To też nie miało wiele wspólnego z rzeczywistością. Nad Bałtykiem leży 9 państw. Jeśli porównamy zlewiska, czyli obszar, z którego wody lądowe spływają do morza, oraz ludność, to okaże się, że Polska znajduje się w środku stawki. W ostatnich latach znacząco zmniejszyliśmy zanieczyszczanie Bałtyku, m.in. wybudowaliśmy dużo nowoczesnych oczyszczalni ścieków, które ograniczyły dostęp do Bałtyku biogenów, np. azotanów i fosforanów.

– Dlaczego jest to tak ważne dla ekosystemu Bałtyku?

– Biogeny burzą naturalną równowagę. Stanowią swoisty nawóz, który powoduje wzrost niektórych roślin w morzu, co z kolei ogranicza rozwój innych organizmów, zabierając im tlen (deficyty tlenowe) i dostęp do światła (słabsza fotosynteza). Mniej zanieczyszczeń biogenami to bardziej zrównoważony rozwój flory i fauny Bałtyku.

– No właśnie, od swojskich śledzi też wolimy owoce morza z innych rejonów świata. Jest Pan ichtiologiem. Jak w kontekście Pańskich doświadczeń prezentuje się bałtycka fauna?

– W nauce ryby zalicza się do formacji ekologicznej nektonów, czyli organizmów, których nie unosi ruch mas wodnych, tylko – mówiąc językiem popularnym – płyną tam, gdzie chcą. Oceniając na tej podstawie, ze środowiskiem Bałtyku jest całkiem dobrze. Morze Bałtyckie jest słabo zasolone (7 promili), jego wody zalicza się nie do słonych, ale słonawych. W niektórych rejonach, np. w Zatoce Botnickiej, woda jest praktycznie słodka. Dlatego mówi się, że Bałtyk to najsłodsze morze świata. To z jednej strony powoduje mniejszą bioróżnorodność – dlatego w Bałtyku nie grożą nam chociażby rekiny, dla których jest tu za słodko. Z drugiej strony niskie zasolenie powoduje, że w Bałtyku występują również gatunki słodkowodne, np. szczupaki i okonie, osiągając zresztą większe rozmiary niż w kaszubskich jeziorach. Słonawo-słodkie wody Bałtyku wyróżniają to morze w skali światowej. Poza tym w Bałtyku wciąż istnieje niewykorzystana nisza ekologiczna, czyli jest to ekosystem, który może przyjąć wiele nowych gatunków.

– Wróćmy jeszcze do ryb. Jak przekonać wakacyjnych smakoszy świeżego, zdrowego dorsza lub flądry, żeby dbali o środowisko naturalne nad Bałtykiem?

– Nie potrzeba tu jakichś specjalnych wytycznych. Trzeba po prostu dbać o środowisko, pamiętając, że każda rzucona na ziemię butelka plastikowa może trafić do obiegu wodnego, a stamtąd do Bałtyku. A tak na marginesie – flądra to ogólna nazwa ryb płastugowatych. Nad Bałtykiem na naszym talerzu najczęściej ląduje stornia. A poza tym ryby są największe i mają najlepsze mięso zimą. Nad nasze morze warto przyjeżdżać zatem cały rok.

Rozmawiał Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę