Związkowy posterunek. Styropian przed Sejmem.

Do najbardziej wytrwałych i widocznych uczestników protestów związkowych w Warszawie tradycyjnie już należą stoczniowcy ze Stoczni Gdańsk. W niebieskich uniformach i kaskach, z dużymi transparentami (m.in. „Tusk likwidator przemysłu stoczniowego i „Nie baliśmy się ruska, dziś mówimy głośno: dość rządów Donalda Tuska”) rzucali się w oczy podczas środowej pikiety pod Ministerstwem Skarbu Państwa i wspólnej demonstracji pod Sejmem. Stoczniowcy z Gdańska zostali także na cały czas protestu w Warszawie – nocują w miasteczku namiotowym przed Sejmem. Przypomnijmy, że związkowcy z „kolebki »Solidarności«” byli także mieszkańcami miasteczka namiotowego „Solidarności” w marcu 2012 r. przed Kancelarią Premierą. Wtedy, na przedwiośniu, dokuczały im głównie niskie temperatury. Teraz, choć teoretycznie to wciąż lato, najbardziej we znaki daje się wilgoć.

Zdjęcia: (mk, rk)

 

O relację ze związkowego miasteczka namiotowego poprosiliśmy wiceprzewodniczącego Komisji Międzyzakładowej NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej Karola Guzikiewicza:

W miasteczku nocuje kilkuset związkowców. Najwięcej jest członków „Solidarności” z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Nas, stoczniowców ze Stoczni Gdańsk jest około 50. Jesteśmy jednak najbardziej widoczną grupą, mamy charakterystyczne małe namioty i porozwieszane flagi stoczniowe oraz Regionu Gdańskiego. Poza tym jako jedna z nielicznych grup zostajemy w miasteczku na cały czas protestu, inne się zmieniają lub przyjechały tylko na 1 dzień. Atmosfera jest bardzo dobra, najbardziej dokucza nam wszechobecna wilgoć. W Warszawie deszcz padał nieprzerwanie od środy do czwartkowego popołudnia. Teraz suszymy swoje ubrania przy grillu, który miał nam służyć do przygotowywania jedzenia. Ale i tak wielu kolegom żony muszą przywieźć nowe, suche ubrania. Drugim „hitem” miasteczka są 10-centymetrowej grubości kawałki styropianu, na których śpimy. Dają więcej ciepła niż karimaty. Poza tym to symbol, powrót do historii z lat 80. Osoby z zewnątrz gratulują nam dobrej organizacji miasteczka namiotowego. Mamy nawet prowizoryczną kafejkę internetową, dzięki czemu możemy na bieżąco śledzić medialne relacje z przebiegu protestów. Teren jest ogrodzony, nasze służby porządkowe nie wpuszczają do środka osób niepowołanych. Jak do tej pory nie odwiedził nas żaden parlamentarzysta, ale w miasteczku odbywają się debaty eksperckie, których słuchamy.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę