Związki zawodowe to sojusznik polskich pracowników za granicą

Europa powoli wychodzi z recesji, ale i coraz wyraźniej gra na antyimigranckich sentymentach związanych z rynkiem pracy. Ofiarą nagonki, która ma miejsce głównie w Holandii i Wielkiej Brytanii coraz częściej padają Polacy – alarmuje Dziennik Gazeta Prawna.

Komentatorzy podkreślają: Zachodnie centrale związkowe wbrew pozorom to naturalny sojusznik polskich pracowników za granicą. W ich wspólnym interesie leży zwalczanie dumpingu płacowego.

Swoboda przepływu osób jest jedną z czterech – oprócz swobody przepływu towarów, usług i kapitału – fundamentalnych swobód Unii Europejskiej. Gwarantuje ją art. 45 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.  Ci, którzy uwierzyli w niezmienność standardów UE spotkał więc kolejny przykry cios.

Na dwóch ważnych rynkach pracy: w Holandii i Wielkiej Brytanii widać wyraźny trend antyimigrancki. Na 9 września holenderskie ministerstwo pracy i polityki społecznej planuje szczyt w sprawie migrujących po pracę obywateli państw postkomunistycznych. Organizuje go szef resortu, wicepremier Lodewijk Asscher z Partii Pracy (PvdA), znany z niechęci do imigrantów.

- Szybko tracąca poparcie PvdA ściga się o głosy z coraz popularniejszą Partią na rzecz Wolności (PVV) Geerta Wildersa. Skrajne ugrupowanie Wildersa chce wprowadzenia zakazu osiedlania się m.in. Polaków w Hadze – pisze „DGP”.

Jak wynika z niderlandzkich danych nasi rodacy stanowią 28 proc. ogółu obywateli UE pracujących w Niderlandach. Drugą grupą są Niemcy (23 proc.). Bezrobocie w Holandii w ciągu kilkunastu miesięcy wzrosło o 2 pkt proc. (w lipcu b.r. 7 proc.). To wciąż znacznie poniżej średniej unijnej wynoszącej 11 proc.

Z kolei, jak podaje gazeta, w Wielkiej Brytanii do mediów przeciekło wystąpienie ministra ds. imigracji w laburzystowskim gabinecie cieni Chrisa Bryanta, w którym potępił dwie brytyjskie sieci handlowe – Tesco i Next – za przyjęcie do pracy 800 polskich pracowników, mimo, że firmy tłumaczyły, że agencje pracy tymczasowej nie mogły znaleźć tylu chętnych Brytyjczyków.  Miejsca pracy dla niewykwalifikowanych robotników stały się szczególnie wrażliwym tematem po tym, jak pensje brytyjskich pracowników od 2010 r. zmalały o 5,5 proc.

- Pod koniec lipca minister Matthew Hancock w BBC powiedział, że obowiązkiem firm jest rekrutować lokalnych pracowników, zaś burmistrz Londynu Boris Johnson pyta, dlaczego w punktach gastronomicznych nie pracują londyńczycy – informuje „DGP” i opisuje jak  laburzystowski poseł Barry Sheerman na Twitterze dał upust niezadowoleniu po tym, jak imigrantka sprzedała mu niesmaczną kawę i kanapkę. Poseł nie miał pojęcia, czy była Polką, czy nie ale dopisał: „Reprezentuję dobrych ludzi z Huddersfield, nie z Gdańska”.

- To jest pole do popisu dla naszego ruchu związkowego, który przecież jest zrzeszony w międzynarodowych organizacjach. Zachodnie centrale związkowe wbrew pozorom to naturalny sojusznik polskich pracowników za granicą. W ich wspólnym interesie leży zwalczanie dumpingu płacowego. Polacy zarabiać będą więcej niż u siebie w kraju, a miejscowy rynek pracy nie będzie deregulowany zaniżonymi stawkami płacowymi dla emigrantów. To związki mogłyby naciskać na polityków w swoich krajach. Taka droga jest możliwa, bo proszę zwrócić uwagę, że np. skandynawskie czy brytyjskie związki zawodowe starają się przyciągnąć do siebie Polaków. Jeśli zachodnie związki będą w swoich działaniach konsekwentne, a Polacy w większym stopniu skorzystają z ich pomocy, to stanie się to najkrótszą i najprostszą drogą do obrony interesów polskich pracowników na Zachodzie – komentuje na łamach „DGP” dr  Rafał Chwedoruk, politolog.

 

foto. Palace of Westminster, Londyn; wikipedia

Download PDF
Powrót Drukuj stronę