Związki zawodowe na świecie: model norweski

Norwegia kojarzy się nam z zimnem, fiordami i biegaczkami narciarskimi, które od lat rywalizują z naszą Justyną Kowalczyk. Co bardziej zorientowani wiedzą, że to trzeci najbardziej zamożny kraj świata, uznawany we wszystkich rankingach za jedno z najlepszych miejsc do życia. Królestwo Norwegii to także państwo z bardzo zrównoważonym i harmonijnym modelem społeczno-gospodarczym.

Stolica kraju Oslo to jedno z najdroższych miast na świecie. Z drugiej strony poziom rozpiętości w dochodach, mierzony tzw. współczynnikiem Giniego, wynosi 0,26 i należy do najniższych na świecie. Norwegowie zarabiają dobrze, pracują przeciętnie 33 godziny tygodniowo, a bezrobocie wynosi zaledwie 3 proc. Czy wynika to z siły norweskich związków zawodowych i ich pozycji wśród pozostałych instytucji społecznych i państwowych w kraju fiordów, a nie tylko zasobów naturalnych? Zapewne tak.

Norwegowie mają silne tradycje obecności związków zawodowych w życiu publicznym. Wystarczy przypomnieć, że pierwsza organizacja pracownicza powstała tam w 1894 roku… na 11 lat przed uzyskaniem pełnej suwerenności i uniezależnienia się od Szwecji! Ta tradycja wpływa na kulturę polityczną, która daje związkom zawodowym silną pozycję, pomimo że poziom uzwiązkowienia Norwegów – jak na standardy skandynawskie – nie jest rewelacyjny i wynosi 52 proc. (w pozostałych państwach nordyckich to ponad 70 proc.). Tak jak wszędzie, wskaźnik ten jest wyższy w sektorze publicznym i wynosi ok. 80 proc. Jednak i tu Norwegia wyróżnia się np. dużym uzwiązkowieniem wśród lekarzy, które w wielu krajach (także Polsce) jest ograniczane formami zatrudnienia w służbie zdrowia. Co ciekawe, najwyższy, blisko 100-procentowy poziom uzwiązkowienia panuje wśród norweskich… pracowników mediów. LO, największy związek zawodowy w kraju fiordów, jest także współwłaścicielem większości tytułów prasy lokalnej i regionalnej.

Tradycja i konkrety

W kraju położonym nad Morzem Północnym istnieje odpowiednik polskiej Komisji Trójstronnej, a wszystkie ważne decyzje społeczne i gospodarcze podejmowane są w efekcie dialogu społecznego prowadzonego przez rząd, konfederacje pracodawców i pracowników, z udziałem przedstawicieli samorządów terytorialnych (jeśli jest to sprawa lokalna lub regionalna) i partii politycznych. Wbrew pozorom nie wpływa to na upartyjnienie spraw pracowniczych. Podział zadań jest czytelny. Centralne struktury federacyjne z jednej strony są strażnikami interesów pracowników na poziomie parlamentu (krajowym), z drugiej (dotyczy to LO) wspólnie z największą organizacją pracodawców (NHO) cyklicznie, co dwa lata, negocjują tzw. Umowę centralną. Jest ona uznawana wręcz za swoistą norweską konstytucję i ustanawia ramy negocjacyjne (poziom minimum) dla rokowań zbiorowych na poziomie branż. Jak widać, można w sposób systemowy i uporządkowany dokonywać ustaleń w sprawach, w których pozornie trudno o dobry kompromis. Wracając do związkowego podziału zadań, warunków pracy pilnują struktury branżowe i zakładowe, a na poziomie regionalnym głos pracowników zapewnia związkowa struktura odpowiadająca podziałowi administracyjnemu kraju.

Obowiązujący w Norwegii model relacji społecznych, mimo wieloletnich tradycji, nie byłby możliwy bez silnych organizacji związkowych, posiadających konkretne uprawnienia. W tym kraju współudział załogi w zarządzaniu firmami, zwłaszcza dużymi, nie jest sloganem. Od 40 lat obowiązuje prawo, zgodnie z którym przedstawiciele pracowników, w większości związkowcy, zasiadają w radach nadzorczych i zarządach firm, pośrednicząc w przekazywaniu menedżerom wysokiego szczebla uwag i propozycji zatrudnionych. Przepisy precyzują, że przedstawicielom załogi przypada 1/3 miejsc w radach nadzorczych, ale muszą to być co najmniej dwa miejsca. Dobrym przykładem jest tu norweski koncern Orkla działający m.in. na rynkach medialnym, chemicznym i finansowym. W 10-osobowej radzie nadzorczej zasiada tam trzech reprezentantów pracowników, w tym jeden dziennikarz, jeden drukarz i jeden pracownik biurowy. Z kolei norweski telekom Telenor w swoim narodowym oddziale zatrudnia 6 tys. osób, z czego 1,5 tys. należy do centrali LO. W efekcie firma finansuje trzy związkowe etaty. To pokazuje, jak w norweskich firmach pilnuje się reprezentatywności ciał podejmujących decyzje.

Siła społeczeństwa

Jednym z fundamentów norweskich związków jest stabilna sytuacja finansowa, wynikająca m.in. z finansowania przez przedsiębiorstwa szkoleń i lokali związkowych oraz wynagrodzeń dla etatowych związkowców lub oddelegowanych przedstawicieli pracowników, a także ulg podatkowych od związkowych składek. Inaczej niż dzieje się to w Szwecji, nie mają jednak kompetencji wypłacania świadczeń dla osób bezrobotnych.

W sprawie modelu finansowania norweskich związków znów warto posłużyć się przykładem Telenoru. Składka związkowa w koncernie wynosi 1,2 proc. wynagrodzenia, z czego 1/6 zostaje w organizacji zakładowej. Zdecydowana większość trafia do struktur branżowych (regionalnych
i ogólnokrajowych) oraz federacyjnej centrali.

– Model norweski jest często mylnie utożsamiany z modelem skandynawskim – wyjaśnia ekspert Biura Zagranicznego Komisji Krajowej NSZZ „S” Andrzej Matla, skandynawista, który kilka lat mieszkał w Norwegii – Głównym elementem różnicującym te dwa systemy jest dopuszczanie przez Norwegów udziału czynnika państwowego w dialogu społecznym organizacji pracowników i pracodawców, np. przy ustalaniu płacy minimalnej. Silna pozycja związków zawodowych w Norwegii wynika z tamtejszych tradycji społeczeństwa obywatelskiego. Mówi się, że gdzie dwóch Norwegów, tam już powstaje jakaś organizacja.

W związkach siła

W 5-milionowej Norwegii do organizacji pracowniczych należy ponad 1,5 mln osób, a ruch związkowy ciągle się rozwija. Największa i najbardziej wpływowa Organizacja Ogólnokrajowa (LO) jest federacją związków branżowych zrzeszającą blisko 890 tys. członków. LO jest silnie związana z Partią Pracy (do lat 80. istniała instytucja zbiorowego członkostwa członków LO w tym ugrupowaniu). W latach 70. XX w. powstała konkurencyjna Centralna Federacja Organizacji Zawodowych (YS), zrzeszająca obecnie ok. 220 tys. członków. Istnieją także, co charakterystyczne dla skandynawskiego modelu działania związków zawodowych, dwie organizacje związkowe dla osób z wyższym wykształceniem: Akademikerne i UNIO. Pierwsza powstała w 1997 r. i liczy ponad 160 tys. członków, druga istnieje od… 2001 r. i zrzesza 300 tys. osób, w tym duchownych!

NSZZ „Solidarność” współpracuje przede wszystkim z dwiema największymi centralami, LO i YS, zarówno na forum międzynarodowych organizacji związkowych, jak i w relacjach bilateralnych. Efektem tej współpracy są m.in. związkowe projekty współfinansowane przez Norweski Mechanizm Finansowy. Polscy związkowcy mają także w pamięci wsparcie (sprzęt, pomoc charytatywna), jakie „S” otrzymała ze strony LO w latach 80.

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę