Żołnierze Niezłomni symbolicznie maszerowali w dzień ich pamięci

1 marca przypada Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wspomnienie niezłomnych bojowników o niepodległą ojczyznę, upamiętniające żołnierzy niepodległościowego podziemia, wiernych złożonej przysiędze.  

Zdjęcia: Paweł Glanert

 

Tegoroczne obchody w Gdańsku zorganizowała „Koalicja Pamięci o Żołnierzach Niezłomnych” (Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku, Bractwo Świętego Pawła, Bazylika św. Brygidy w Gdańsku, Fundacja „Tożsamość i Solidarność”, Stowarzyszenie Kibiców Lechii Gdańsk „Lwy Północy”, Stowarzyszenie Historyczne im. 5 Wileńskiej Brygady AK), powołana 21 października 2016 r., w 53. rocznicę śmierci ostatniego Żołnierza Niezłomnego Józefa Franczaka „Lalka”.

W tym roku, jako, że 1 marca przypadał w Środę Popielcową, główne  obchody przypadły w niedzielę 26 lutego br.

Rano w Parku im. Ronalda Reagana, ul. Piastowska odbył się Bieg Tropem Wilczym. W południe zaś tego dnia setki rekonstruktorów, w sformowanych na tę okoliczność pododdziałach, w szynelach i panterkach, przeszło ulicami starego Gdańska w III Krajowej Defiladzie Pamięci Żołnierzy Niezłomnych. Na ulicach widać było uniformy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, m.in. Brygady Spadochronowej, mundury z okresu międzywojennego, znaki i symbole AK i NSZ.  W defiladzie wzięło też udział kilka tysięcy osób pod biało-czerwonymi flagami. Maszerowano w takt wygrywany przez Orkiestrę Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Grupy rekonstrukcyjne złożyły na Długim Targu meldunki odtwarzającemu postać gen. Władysława Andersa, na białym koniu.

Wśród uczestników defilady byli też członkowie naszego związku z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej.

W gdańskich uroczystościach brała udział też Anna Maria Anders, córka tego wielkiego dowódcy. Wraz z obecną na uroczystości Elżbietą Witek, szefową gabinetu politycznego premier Szydło, senator Anders otrzymała pamiątkowy pierścień „Inki” z rąk metropolity gdańskiego.

Defiladę poprzedziła msza święta w bazylice św. Brygidy, którą odprawił ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Metropolita gdański przypomniał o znaczeniu pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

- Trzeba wspominać wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji służb bezpieczeństwa, pozostających na usługach systemu przyniesionego ze wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią. Upamiętniając Żołnierzy Wyklętych odtwarzamy cząstkę martyrologii narodu polskiego – mówił ks. abp Sławoj Leszek Głódź i przypomniał też o symbolicznym pogrzebie Danuty Siedzikówny „Inki” oraz Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” zamordowanych w Gdańsku w sierpniu 1946 roku.

Mamy w naszym kraju wśród młodych Polek i Polaków fenomen popularności Żołnierzy Wyklętych, nazywanych też Niezłomnymi. Na wojskowych cmentarzach, stadionach, na symbolicznych mogiłach, w dziesiątkach świątyń płoną znicze i świece pamięci.

W tym roku też uczestnicy uroczystości rozwinęli sztandary ku chwale tych, którzy niezłomnie trwali wierni złożonej przysiędze, świadomi, tego, że „Honor służby jest jak sztandar, z którym żołnierz rozstaje się wraz z życiem”  

Jesteśmy im winni prawdę oraz odnalezienie i upamiętnienie miejsca ostatniego spoczynku.  Na Powązkach i wielu innych miejscach od Przemyśla po Nysę, od Białegostoku po Radom mozolnie odszukiwane są szczątki bohaterów Państwa Podziemnego.

Odnajdą się (mamy nadzieję) lub już zostali odnalezieni dzięki mozolnej pracy – jak mityczna armia cieni, szef Kedywu Komendy Głównej AK gen. August Emil Fieldorf „Nil” , przywódcy Zrzeszenia WiN m.in. ppłk Łukasz Ciepliński, żołnierz i dobrowolny więzień Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki, cichociemny mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”, legendarny dowódca oddziałów partyzanckich AK i WiN na Lubelszczyźnie mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, komendant Wileńskiego Okręgu AK płk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, dowódca 5. Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, komendant XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Józef Kozłowski „Las” i setki, steki innych.   

Oni nie potrzebują zaszczytów. Nie upominali się o nie także za życia wybierając straceńczą misję.

Józef Mackiewicz skomentował ówczesny „akt łaski”: „Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazwać bohaterami.” Major Hieronim Dekutowski ps. „Zapora”, cichociemny, bohater Lubelszczyzny, powiedział do żołnierzy na wieść o ustawie amnestyjnej  z 1947 roku: „Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie”.

„Zapora”, mimo tortur w więzieniach na Zamku w Lublinie i w więzieniu MBP na Mokotowie, nie załamał się. Wytrwał. Został zamordowany ze swoimi sześcioma podkomendnymi. By ich upokorzyć, na czas procesu ubrano żołnierzy w mundury Wehrmachtu. Gdy „Zapora” stanął przed „sądem” , posiwiały, z wybitymi w śledztwie zębami, połamanymi rękami i zerwanymi paznokciami jego ostatnie słowa brzmiały: „Przyjdzie zwycięstwo! Jeszcze Polska nie zginęła!”.

Najdłużej ukrywającymi się żołnierzami antykomunistycznej armii byli Stanisław Marchewka „Ryba” (zginął z bronią w ręku na Podlasiu w marcu 1957 r.) i ostatni „żołnierz wyklęty” Józef Franczak „Lalek”/”Laluś” z oddziału kpt. Z. Brońskiego „Uskoka”,  wytropiony i zabity przez MO na Lubelszczyźnie 21 października 1963 r.

- Wbrew oczekiwaniom przy rozstrzygnięciu sprawy polskiej zwyciężyły nie zasady słuszności i zobowiązania międzynarodowe, lecz fakty dokonane i narzucone. Los Polaków nie będzie jednakowy. Jedni borykać się będą w kraju z okrutną rzeczywistością państwa policyjnego, inni zostaną w wolnym świecie, by stać się ustami niemych. Droga nasza jest trudna, lecz u jej kresu spełni się Polska naszych żarliwych pragnień, wolna i niepodległa – głosiła odezwa rządu RP w Londynie z 26 czerwca 1945 r.

Na Pomorzu także działali i walczyli partyzanci antykomunistycznego podziemia. Armia Czerwona wkroczyła tutaj w marcu 1945 roku. Nieliczni żołnierze Armii Krajowej ujawniali się przed wkraczającymi oddziałami. Podobnie jak członkowie Gryfa Pomorskiego zostali oni poddani „filtracji” przez NKWD m.in. na zamku w Bytowie. Tutaj też miał swoją komórkę   kontrwywiad wojskowy tzw. Smiersz (Spiecyjalnyje Mietody Rozobłaczanija Szpionaża). Część represjonowanych, m.in. działaczy kaszubskich,  wywieziono na Syberię.

Wiosną 1945 r. na Pomorzu nie zaprzestały działalności struktury silnego tu podziemia narodowego. Jednak Narodowe Siły Zbrojne liczące tutaj ok. 200 osób zostały rozbite w kwietniu 1946 r.  Działalność konspiracyjną na największą skalę rozwinął wileński okręg AK. Siatkę konspiracyjną tworzyło około stu „cywilnych” osób. W „polu” zaś był oddział mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, czyli 5 Brygada Wileńska, w sile trzech szwadronów i dwóch patroli.

W 1946 r. powołany został specjalny Państwowy Komitet Bezpieczeństwa z marszałkiem Michałem „Rolą” Żymierskim na czele, a w akcjach na terenie województwa gdańskiego brało udział kilkadziesiąt tys. funkcjonariuszy MBP i blisko 30 tys. żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Okręg Pomorski AK został rozbity latem 1948 r.

8 lutego 1951 roku,  strzałem w tył głowy zamordowano mjr. Zygmunta Szendzielarza  ps. „Łupaszka”, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera  Orderu Virtuti Militari. Wraz z nim w piwnicy mokotowskiej katowni zamordowano ppłk Antoniego Olechnowicza ps. „Pohorecki”, ppor. Lucjana Minkiewicza ps. „Wiktor” i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. „Trzmiel”.

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę