Zimą 1982 do „woja” za „Solidarność”

Rozmowa ze Stanisławem Szukałą, przewodniczącym ZR Słupskiego NSZZ „Solidarność”

szukala_stanislaw

„Branka” według rozkazu „Jesień’82” i pojawienie się u drzwi patroli WSW zaskoczyła działaczy podziemnej „Solidarności”?

Nie widzieliśmy dokąd nas zabierają. Wcześniej były rewizje. Były szykany. SB chciała nasz opór skanalizować, rozbić środowisko. Jednak byłem zdziwiony kiedy o godzinie 22 dwaj z WSW i cywil z SB zastukali, by wręczyć mi wezwanie na ćwiczenia. Wiedziałem, że coś tu jest grubymi nićmi szyte. Na dworcu w Słupsku zobaczyłem, że wsiada do wagonów ze czterdziestu chłopa. Zorientowałem się, że to jest akcja zorganizowana. W Chełmnie spotkałem kolegów związkowców ze Szczecina, z Olsztyna, z Koszalina.

Mieszkańcy Chełmna wiedzieli co to za „element” przybywa?

Nim przewieźli nas do jednostki w kawiarni podpytywaliśmy miejscowych, którym powiedziano, że przyjadą niebieskie ptaki, nieroby. Z akt sprawy dowiedzieliśmy się po 20 latach kto nam te „ćwiczenia” zorganizował, kto nas wytypował i na jakiej zasadzie.

Warunki wojenne mają swoje reguły…

Skoncentrowano nas na poligonie na Kępie Panieńskiej. Tam już było poważnie. Zakwaterowanie zimą w namiotach między Wisłą a wałem ochronnym. Woda zamarzała. Nie było ubikacji. Był drąg i rów… na 300 ludzi.

Broń dano w ręce „kontrrewolucji”?

Od razu nam powiedzieli, że broni to my nie zobaczymy. Ale ubrali nas w mundury. Była dyscyplina i wszystko na rozkaz. Aha, dostaliśmy łopaty. Kopaliśmy na okrągło. Z początku myślałem, że to może ma jakiś sens. Ale nie. Gdy jedna grupa kopała rowy rano. to a po południu szły kolejne drużyny i je zasypywały. Nosiliśmy po dwa kilometry kręgi cementowe, imitujące miny przeciwczołgowe. Jakieś dwadzieścia kilogramów każda. Jedni z nas je zakopywali, inni odkopywali.

A po tym trudzie rezerwistów chłód namiotu?

W namiocie piecyk o piątej nad ranem był wygaszany. O godz. 18 był rozpalany. W mokrych dresach się kładło pod koc. A i tak było zimno. Trafiłem tam po wypadku w pracy. Przyszyte palce w nocy rwały niemiłosiernie.

Były przepustki?

Nas nie zwalniano na przepustki. Kilku je dostało na Boże Narodzenie, bo próbowano manipulacji ludźmi. Wyszliśmy 2lutego 1983 roku, po pełnych trzech miesiącach. Z tych „koszar” nie wyszliśmy na miasto. Wszystkich wywożono samochodami na dworzec. Ale nie wszyscy.

Ktoś został nadterminowo?

Mam w książeczce wpis z 2 lutego, ale faktycznie zostałem zwolniony 14 lutego 1983. Nad ranem zrobili nam kipisz. U mnie znaleźli wyżłobiony na pryczy napis „Solidarność”. W dniu wyjścia zostałem więc zamknięty w więzieniu w Grudziądzu na dwanaście dni. Nikt, ani koledzy z zakładu pracy, ani nawet żona, nie wiedzieli, gdzie przez ten czas byłem.

Długo trzeba było czekać na ocenę tej formy represji?

Po latach zorganizowaliśmy się w Stowarzyszenie „Chełminiacy 1982”. Dotarliśmy do prezesa IPN Janusza Kurtyki.  W Gdańsku na Krajówce dr Kurtyka poinformował. że dopiero w 2002 roku MON przekazał do IPN dokumentację.

Sądy zajmowały się sprawą kilka razy, aż generał i wiceminister Florian Siwicki zmarł…

W sprawie byłem oskarżycielem posiłkowym. W końcu po sądowych korowodach, uniewinnieniach i werdyktach  8 lutego tego roku słuchaliśmy wystąpienia końcowego.  Sędzia przez 50 minut je wygłaszał. Nam nie szło o zemstę, czy satysfakcję osobistą. Ciastoń ma 93 lata. Chodziło o to,  aby zapadł wyrok „winni”. Domagaliśmy się kary w zawieszeniu. Sędzia jednak wyrok pozbawienia wolności uzasadnił dokładnie.

Skoro dużo wcześniej Sąd Najwyższy orzekł, że stan wojenny był złamaniem prawa…

Oni złamali też konwencje praw człowieka, czyli działali przeciwko ludzkości. Inne ich przestępstwa się przedawniły, nawet te, uznawane za zbrodnie komunistyczne. Ale Polska ratyfikowała konwencje praw człowieka, mieliśmy prawo zrzeszać się w związki zawodowe. Zatem represje, grożące życiu i zdrowiu, na przecież masową skalę w całym kraju, były zbrodniami przeciwko ludzkości.

Jest jakaś satysfakcja po latach?

Dzięki naszej determinacji i temu wyrokowi, co prawda nieprawomocnemu, ludzie usłyszeli, że była taka forma represji, jak specjalne obozy wojskowe internowania. A przecież nasi niby przywódcy, gdy zajęli stanowiska po 1989 roku, nie chcieli o tym słyszeć. Bo był układ, było porozumienie z tamtą władzą. Teraz stało się jasne i nazwane po imieniu, że represjonowanie nas było zbrodnią, że to my mieliśmy rację. Ci, którzy nas szykanowali też zdawali sobie sprawę, że działają wbrew prawu, po to, by tylko ludzi upodlić. Przecież liczyli się, wprowadzając stan wojenny w obronie swojej władzy, stanowisk i przywilejów, że mogą zginąć setki ludzi, jeśli nie tysiące.

Rozmawiał Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę