„Żeby nie zapomnieć”

To była prawdziwa lekcja historii. Pod pomnikiem Poległych Stoczniowców, na placu Solidarności w Gdańsku, 15 grudnia zebrali się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z Gdańska, Łęgowa i z Przodkowa. Przyszli, bo jak sami powiedzieli „aby świętować; pamiętać o dobrej postawie stoczniowców; pamiętać o poległych stoczniowcach; aby uczcić ich pamięć”.

Zdjęcia: Maria Giedz, Paweł Glanert

 

Niewiele wiedzą o tamtych czasach, bo zapomnieli co mówił nauczyciel, bo w szkołach jeszcze ich tego nie uczono. Teraz, słuchając apelu poległych, łzy kręciły się im w oczach. Przyglądali się stoczniowcom, którzy w roboczych ubraniach, w kaskach na głowach wyszli na przerwę śniadaniową, aby złożyć pod pomnikiem kwiaty i zapalić świeczki. Przy okazji pomodlili się za tych, którzy zginęli, tylko dlatego, że byli robotnikami, i że chcieli pracy i chleba. Wśród tych, którzy zginęli byli też uczniowie. Ci którzy składali kwiaty reprezentowali Stocznię Gdańską i współpracujące z nią różne spółki, a także emerytów z Gdańskiej Stoczni „Remontowa” im. J. Piłsudskiego.

Jak mówił pod pomnikiem Wojciech Książek, członek prezydium ZRG NSZZ „Solidarność” i przewodniczący Sekcji Pracowników Oświaty i Wychowania RG „S”, razem w Grudniu 1970 r. zginęły 44 osoby, a rannych było 1170 osób. Tylko w Gdańsku zginęło 8 osób. Spotykamy się tutaj, żeby o nich nie zapomnieć. Uczniowie przysłuchiwali się tej nietypowej, bo w nietypowym miejscu lekcji historii. Sami, jako przedstawiciele ponad trzydziestu szkół składali kwiaty, ustawili też pod pomnikiem własne poczty sztandarowe i byli dumni, że mogą w takiej uroczystości uczestniczyć. Jedna z uczennic Szkoły Podstawowej nr 14 w Gdańsku, Ada Kordowska, tegoroczna laureatka konkursu piosenki patriotycznej, zaśpiewała pod pomnikiem pieśń „Ojczyzno ma”, poświęconą ludziom, którzy przelali krew po to, aby innym żyło się lepiej.

– Pamięć trzeba uczcić – powiedziała Jolanta Giełdoń, suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej. – Roku siedemdziesiątego nie pamiętam, bo byłam mała. Kiedy moja mama, a pochodzimy z Kociewia, przyjechała do Gdańska i stanęła pod tym pomnikiem zaczęła płakać. Powiedziała mi wówczas: o tych ludziach trzeba zawsze pamiętać. Dlatego dzisiaj, jak za czasów stanu wojennego, czy później, w latach 80. zawsze w przerwie śniadaniowej stoczniowcy wychodzą ze stoczni, aby tego dnia złożyć kwiaty pod pomnikiem. Ja zaczęłam tu przychodzić od 1987 r., od kiedy rozpoczęłam prace w stoczni. O naszych dziadkach i ojcach trzeba pamiętać.

– Przyszedłem pod pomnik, bo to jest ważne wydarzenie dla stoczni, dla ludzi, którzy w niej pracowali i dla tych, którzy nadal pracują – stwierdził Rafał Siwek z GSG Towers.

(mig)

Download PDF
Powrót Drukuj stronę