Zaś jeżli już pro – edukacja regionalna

Czytam w gazecie lokalnej o sprzeciwie samorządów lokalnych wobec planu obniżenia rządowej subwencji na 2018 r. na nauczanie języka kaszubskiego.

Mój rodzinny Żarnowiec leży w gminie Krokowa, w powiecie puckim. Podają, że ta gmina straci ok. 280 tys. zł z tego tytułu. To nie są małe pieniądze dla mniejszych samorządów. Wcześniej „Dziennik Bałtycki” z 29 listopada br. podawał, że łącznie gminy pomorskie stracą ok. 13 mln zł (na zajęcia z j. kaszubskiego uczęszcza łącznie ok. 19 tys. uczniów).

Z podanych informacji medialnych wynika, że zmniejsza się z 1,5 na 1,3 wskaźnik naliczenia na ucznia chodzącego na lekcje kaszubskiego jako przedmiotu nieobowiązkowego, co nie dotyczy szkół dwujęzycznych, gdzie jest to język obowiązkowy.

Po co podejmuje się w Ministerstwie Edukacji Narodowej kolejne decyzje, które rozbudzają różne leki – chociażby nauczycieli regionalistów o przyszłość pracy, o zamykanie tzw. małych szkół. A warto pamiętać, że ich ochrona, i dobrze, była ważnym postulatem programowym Prawa i Sprawiedliwości. Jakimś rozwiązaniem pośrednim mogłoby być zwiększenie tzw. godzin do dyspozycji dyrektora, ale tu też od lat występując duże ograniczenia. Szkoda, bo w ten sposób można dostosowywać ofertę dodatkową szkół do lokalnych potrzeb, oczekiwań uczniów i ich rodziców, wykorzystując kwalifikacje nauczycieli. Zaś jeżeli już proponuje się takie zmiany, dlaczego nie ma jasnych wyjaśnień, bo przecież to są ruchy wewnątrz tej samej masy pieniądza (ok. 43 mld zł na tzw. subwencję oświatową).

Trzeba przedstawić szkołom, uczniom i rodzicom, samorządom, które częściowo korzystały z owych zwiększonych środków na ucznia właśnie na utrzymanie szkół, gdzie klasy bywają i kilkuosobowe, że MEN zwiększył fundusz w innej tzw. wadze subwencji, właśnie na tego typu placówki. Bo widać po wielu innych decyzjach, że w centrali edukacyjnej nie tylko szuka się oszczędności, ale podejmuje się różne działania wspierające. Tylko trzeba z tym przekazem dotrzeć do szkół, do ludzi.

Kiedy byłem w MEN, wspierałem, jak mogłem, właśnie edukację regionalną (podobnie jak moi ówcześni szefowie – minister Mirosław Handke i minister Edmund Wittbrodt), także tzw. małe szkoły blisko ich domów rodzinnych (sam kończyłem taką czteroklasówkę z klasami łączonymi w Świecinie).

To nie chodzi tylko o szkoły dwujęzyczne, ale o zajęcia z edukacji regionalnej, prowadzenie chórów, zespołów tanecznych, naukę haftu kaszubskiego, rzeźby, organizację wycieczek, itd. Te dzieci nie siedzą w domach, przy komputerach, mają dodatkową ofertę, dotykają tradycji, historii, żywych świadków wielu wydarzeń. A są oni często prawdziwsi od różnych sezonowych gwiazd medialnych, politycznych. Podobnie jak wielu nauczycieli, autentycznych pasjonatów, miłośników danego lokalnego skrawka ziemi. Trzeba ich wspierać, unikać choćby wrażenia , że podcina się im skrzydła.

Takich decyzji nie podejmuje się tym bardziej w czasie, gdy występują spore napięcia, różne próby sił, trwa od 1 września 2017 r. trudny proces wdrażania nowej stuktury szkolnictwa. Wtedy tym bardziej warto pamiętać o radzie, którą wypowiedział b. prezydent Francji, gen. Charles de Gaulle: „Kto chce rządzić, musi umieć przewidywać”.

Uwaga ta dotyczy także ostatnio przyjmowanych zmian w awansie zawodowym i systemie oceniania nauczycieli, ale to już trochę inny obszar spraw…

A wszystkim zaś polecam uwadze dwa zdania-maksymy, które w jasny sposób ujmują znaczenie edukacji regionalnej także dla tego co swojskie, co polskie:

– „Edukacja regionalna to powrót do domu” – prof. Jan Główczewski.

– „Nie można tak naprawdę kochać dużej ojczyzny bez miłości do małej” – ks. prof. Janusz Pasierb.

Wojciech Książek
(członek Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego – Oddział w Krokowej)

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę