Zagłada polskich wsi na Kresach 1943-44

Przez kilkanaście miesięcy polskie wsie w Galicji Wschodniej i na Wołyniu umierały w dymach pożarów i w krzyku bestialsko mordowanych przez UPA i miejscową tłuszczę naszych rodaków. Z 1100 polskich wsi i osiedli na Wołyniu po akcji Ukraińskiej Powstańczej Armii ocalało 90. 

28 lutego 1944 roku ukraińscy zbrodniarze przeprowadzili akcję pacyfikacyjną bezbronnej polskiej ludności cywilnej w Hucie Pieniackiej. Zastrzelonych lub zarąbanych zostało co najmniej osiemset osób: dzieci, kobiet, starców.

Pacyfikacji dokonali, według śledztwa IPN, ukraińscy żołnierze 4 Pułku Policyjnego SS 14 Dywizji SS „Galizien”, pod dowództwem niemieckiego kapitana, wraz z okolicznym oddziałem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) (sotnia Dmytra Karpenki „Jastruba”) i zbieraniną z okolicznych wsi pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego.

Rok wcześniej, nocą z 9 na 10 lutego 1943 r. kilkudziesięciu uzbrojonych rezunów, po rozbiciu posterunku żandarmerii we Włodzimierzu Wołyńskim, upojonych sukcesem, zaatakowało we śnie 26 zagród w polskiej wiosce Parośle, nieopodal Sarn.

Zgładzili podstępnie 173 mieszkańców. Dwanaścioro dzieci, ciężko okaleczonych, uszło spod siekier i zostały uratowane. Nie sposób wyobrazić sobie ich tamtego strachu. Po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono. Zaczęła się rzeź wołyńska.

Upowiec Maks Skorupski „Maks” zanotował w pamiętniku: „Poczynając od naszej akcji na Kuty, dzień w dzień, zaraz po zachodzie słońca, niebo kąpało się w blasku pożogi. To płonęły polskie wsie”.

Skąd ta nienawiść? Miała ono podłoże ekonomiczne, polityczne i religijne. Ukraińców bolało polskie osadnictwo i burzenie cerkwi „za sanacji”. Nacjonaliści uznali więc Polaków za wroga.

W lipcu 1941 r. OUN-B pod przewodnictwem Stepana Bandery proklamowała we Lwowie państwo ukraińskie. Niemcy w ślad za tym aresztowali czołowych działaczy, a Bandera trafił do obozu KL Sachsenhausen.

W OUN do głosu doszli Mykoła Łebed, współorganizator zamachu na ministra Bronisława Pierackiego, Roman Szuchewycz, który współtworzył batalion Nachtigall i Dmytro Kljaczkiwśkyj, absolwent podchorążówki w latach 30.

Przywódcy OUN-B sformułowali w 1941 r. doktrynę walki na trzy fronty: z Niemcami, Sowietami i Polakami. Dwaj pierwsi wrogowie byli jednak zbyt silni. Projektu, walczący jakoby o niepodległość, rezuny nie mogli więc zrealizować. Za to Polacy po 1939 r. byli rozproszeni, bezbronni, elity deportowano na wschód (1939-41). Cel UPA wydawał się łatwy: krwawo usunąć Polaków z terytoriów projektowanego państwa.

Po 74 latach od okrutnych zbrodni władze Ukrainy nie dopuszczają polskich historyków z IPN i archeologów do prowadzenia badań nad grobami rodaków.

Po wsiach, gajówkach i kościołach śladu nie ma. Rów nienawiści wówczas wykopany przez chory plan ukraińskich nacjonalistów w myśl „idei nacji” wydawałby się nie do zasypania. Można tego dokonać – budując na prawdzie. Podczas kijowskiego majdanu nieliczne przytomne głosy wskazywały na czarno-czerwone flagi bojowników, nie wiedzieć czemu w większości przekazów manifestując poparcie dla tzw. Prawego sektora. Dzisiaj uchwalane są ustawy penalizujące banderyzm.

Zrabowany w polskich wioskach od lutego 1943 r. do Bożego Narodzenia 1944 r. majątek (zbrodniarze upodobali sobie liturgiczny kalendarz atakując w niedziele, bywało w czasie Pierwszych komunii, w święto Piotra i Pawła) konie, krowy, naczynia i pierzyny nie cieszyły „zdobywców” zbyt długo. Sowiecki ład szybko odebrał co swoje, kładąc pokotem wszelkie rojenia o „samostijnej Uhrainie”. Niedobitki bulbowców i banderowców szukały schronienia w Bawarii i w Kanadzie.

Przypomnijmy, że ukraiński element narodowy ocalał tam, gdzie sięgały granice II RP. Na wschód od niej swoje zrobiła zbrodnicza polityka ZSRS i zagłodzenie kilku milionów chłopów ukraińskich  na najżyźniejszych czarnoziemach Europy.

W grudniu 1992 roku Polska uznała, jako pierwsze państwo na świecie, niepodległość Ukrainy – w imię pojednania i domniemanego sojuszu przeciwko Kremlowi. Mimo, że pół wieku wcześniej, po upadku Polski w 1939 r., nacjonalizm ukraiński, podgrzewany błędami sanacji, segregacją, paleniem cerkwi, zwrócił się przeciwko Polakom, zdziesiątkowanym wojną, wywózkami.

Kobiety, dzieci nie były wymagającym przeciwnikiem, a kusił łup i nabrzmiewała żądza mordu.

Od nocy z 9 na 10 lutego 1943 r., od zbrodni ukraińskiej na mieszkańcach polskiej wsi Parośle w powiecie Sarny, do pory żniw w 1944 r. na terenie Wołynia i na obszarach kresów południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej doszło do jednej z najokrutniejszych zbrodni II wojny światowej. Dokonały jej sotnie „hierojów” z UPA pod czarno-czerwonymi proporcami oraz gromadnie – ukraińscy sąsiedzi polskich wsi.

Do fali zbrodni doszło też w latach 1944–1945, dokonanej na polskich chłopach przez UPA doszło   w dawnych województwach lwowskim, tarnopolskim, stanisławowskim iw  lubelskim.

Z rąk nacjonalistów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przy udziale ludności ukraińskiej, zginęło w latach 1943-45, jak się szacuje, około 100 tys. Polaków. Terror spowodował, że setki tysięcy Polaków opuściły swoje domy.

Apogeum zbrodni miało miejsce w niedzielę 11 lipca 1943 r. Masowy atak nastąpił w uroczysty dla prawosławnych dzień świętych Piotra i Pawła. Zaatakowano blisko sto polskich miejscowości pod osłoną nocy, a w wielu punktach naszych rodaków zgromadzonych w kościołach na mszach. Polacy nie mogli uwierzyć, że morderców wspierają ich sąsiedzi.

Za próbę pomocy polskim sąsiadom lub odmowę udziału w mordach i grabieży z rąk UPA zginęło też kilkuset Ukraińców. Zbrodnia spowodowała polski odwet, w wyniku którego zginęło ok. 12-15 tys. Ukraińców.

Z map na zawsze starte zostały polskie wsie. I właśnie grupę dotkniętą największym cierpieniem stanowili mieszkańcy wsi. Nieliczne wsie i miasteczka zamienione zostały w punkty samoobrony.

AK spóźniła się z akcją ratunkową. Wspierała, w miarę możliwości, aliantów i walczących z niemieckim najeźdźcą sowietów, ale nie potrafiła obronić zabijanych, w mordach wręcz rytualnych, rodaków przed zbrodniarzami, atakującymi kobiety i niemowlęta widłami, siekierami, orczykami i narzędziami do zabijania bydła. To też powinien być wyrzut sumienia ówczesnych władz Państwa Podziemnego i dowództwa AK. I rację ma prof. Paweł Wieczorkiewicz, który twierdził:

Ludność polska [na Wołyniu] nie została wspomożona tak jak mogła być przez Armię Krajową. Jest to wielki cień na historii tej organizacji, w imię wyższych celów politycznych, które okazały się całkiem nierealne (głównie akcja „Burza”), zrezygnowano z możliwości skutecznej obrony polskiej ludności na Kresach Południowo-Wschodnich.

Dowództwo Komendy Głównej AK nie tworzyło oddziałów partyzanckich do lata 1943 roku, gdyż długo łudzono się nadzieją, że pogromy są zjawiskiem przejściowym, a powstanie oddziałów partyzanckich doprowadzi do eskalacji konfliktu polsko-ukraińskiego. Nader wiele było tych „złudzeń” niewybaczalnych w warunkach wojny, łącznie z Akcją Burza, która nie osiągnęła żadnego z założonych celów.

Dopiero po największej kulminacji rzezi z lipca 1943 r., w obliczu zagłady polskiej społeczności na Wołyniu, zapadła decyzja o powołaniu 27 Wołyńskiej Dywizji AK.

Na dodatek dla naszego „podziemia” zaskoczeniem okazało się tak region, w którym doszło do wybuchu nienawiści, jak i skala terroru, który dotknął bezbronną ludność. Tylko nieliczne punkty stawiły opór jak np. Przebraże, Pańska Dolina, reduta w Hucie Stepańskiej.

Zbrodniarze, z siekierą za pasem, są znani. Bezpośrednio rzezią zawiadywał Dmytro (Roman) Semenowicz Klaczkiwskij, pseudonimy: „Kłym Sawur”, „Ochrim”, dowódca UPA-Północ, gdyż przypomnijmy, Stepan Bandera siedział w tym czasie w niemieckim obozie.

U podstaw ideowych współczesnej Ukrainy kultywowany jest hołd dla UPA, którą dowodził Roman Szuchewycz, ps. „Taras Czuprynka”, „Tut”. Na Ukrainie stoją jego pomniki. Podobnie jak pomniki Stepana Bandery. Nasi sąsiedzi po omacku szukają swojej tożsamości.

W kwietniu 2015 r. w dniu wizyty ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego w Kijowie Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę gloryfikującą Ukraińską Powstańczą Armię.

Nie wymieniono co prawda batalionów Roland i Nachtigall oraz dywizji SS Galizien „Hałyczyna”. Ustawa uznaje jednak jako „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy” członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. W trakcie wystąpienia w Radzie Najwyższej prezydent Komorowski nie mówił o ludobójstwie.

Zygmunt Rumel, poeta, działacz ludowy, żołnierz BCh w lipcu 1943 pojechał w imieniu Delegatury Rządu na Kraj na pertraktacje z setnikami UPA. Nie wrócił.

Dwie mi Matki Ojczyzny hołubiły głowę

Jedna grzebień bursztynu czesała we włos

Druga rafy porohów piorąc koralowe

Zawodziła na lirach dolę ślepą – los…

 Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,

Czerep drugą obijał – pijany jak trzos

Jedna boso garnęła smutek za błękitem

Druga kurem jej piała buntowniczych kos

Dwie mnie Matki Ojczyzny wyuczyły mowy

W warkocz krwisty plecionej jagodami ros

Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy

By serce rozdwojone płakało jak głos…

Pisał on w lipcu 1941 roku. Scena rozerwania końmi poety i żołnierza jest jedną ze scen filmu „Wołyń”.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę