Zabawa prezydenta Adamowicza

Dzisiaj w nocy z nakazu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza usunięto flagę „Solidarności”, która zasłaniała komunistyczną nazwę stoczni – im. Lenina. Wcześniej tę flagę zdjęli artyści biorący udział w filmie Wajdy. Jednak po skończeniu zdjęć sami ją ponownie zawiesili.

Nie chcemy Ilicza i Adamowicza

 

– To prawdopodobnie zdenerwowało prezydenta Adamowicza, który postanowił ją zdjąć – komentuje nocne wydarzenie Roman Gałęzewski, przewodniczący KM NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej. – Widać, że prezydentowi bardzo zależy, aby był widoczny napis „im. Lenina”. To chyba oznacza, że miasto Gdańsk nie ma nic ważniejszego do roboty. A prezydent Gdańska traktuje to wyraźnie jak zabawę.

Przewodniczący stoczniowej „S” zapewnia, że nawet, jeśli trzeba to będzie robić codziennie, związkowcy będą zawieszali na dawnej komunistycznej nazwie zakładu flagę „Solidarności”.

– To trochę zabawne. Prezydent Adamowicz chciałby nas oskarżyć o niszczenie mienia. Ale nie może, ponieważ my tego napisu nie rozbieramy, a jedynie zasłaniamy – dodaje Gałęzewski.

– Do niedawna wydawało nam się, że mroczna przeszłość komunizmu, z jej wszystkimi symbolami, jest już za nami. Jedną z zewnętrznych oznak zwycięstwa nad systemem zła jest Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej. Niestety. od kilku tygodni na tą bramę wróciło nazwisko jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, które powinno być używane tylko i wyłącznie jako przestroga przed tworzeniem podobnych systemów przemocy – komentuje sprawę przewodniczący ZRG NSZZ „S” Krzysztof Dośla.

Cały komentarz szefa gdańskiej „Solidarności” można znaleźć w najnowszym wydaniu biuletynu „IBiS”.

Komentarz przewodniczącego ZRG:

Niemiecki filozof Georg Hegel sformułował myśl, że historia uczy, iż narody ze swojej historii się nie uczą.

Do niedawna wydawało nam się, że mroczna przeszłość komunizmu, z jej wszystkimi symbolami, jest już za nami. Jedną z zewnętrznych oznak zwycięstwa nad systemem zła jest Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej. Niestety. od kilku tygodni na tą bramę wróciło nazwisko jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, które powinno być używane tylko i wyłącznie jako przestroga przed tworzeniem podobnych systemów przemocy. Sądziliśmy, że takie symbole i nazwiska nigdy więcej nie będą mogły zaistnieć w polskiej przestrzeni publicznej.

Tak nam się wydawało. Ale w wyniku jakichś dziwnych procesów myślowych i niemądrych decyzji zamiast symbolu zwycięstwa mamy ponownie symbol upokorzenia. Dlatego warto pamiętać o myśli Hegla. Nie chcielibyśmy, aby prawo, o którym mówi, miało się ziścić w Gdańsku i Polsce. Aby zaczęły wracać na nasze ulice nazwiska i pomniki tych, którzy są jednoznacznie potępieni. One powinny funkcjonować jedynie w muzeach i na stronach podręczników historii. Aby narody jednak czegoś się uczyły.

Krzysztof Dośla

Download PDF
Powrót Drukuj stronę