Wykorzystać unijne instrumenty

Rozmowa z Józefem Niemcem, zastępcą sekretarz generalnej Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych w Brukseli, odpowiedzialnym za europejską strategię zatrudnienia i politykę przemysłową.

 jozef_niemiec

 

– Co robi związkowiec wśród biurokratów i europosłów w Brukseli?

– To, co Piotr Duda w Gdańsku. On jest partnerem społecznym wobec instytucji krajowych, ja zaś wobec instytucji unijnych. Podejmują one sprawy społeczne i gospodarcze. Trzeba, by ktoś pilnował, czy jest to zgodne z interesami pracowniczymi. W strukturze EKZZ przypominamy o wymogach polityki społecznej i koordynujemy współpracę ze strukturami krajowymi.

– Przedsiębiorcy też mają swoją europejską strukturę…

– To druga strona dialogu, bo Europa potrzebuje prawdziwego pakietu inwestycyjnego, by ożywić wzrost gospodarczy i rynek pracy.

– Po skardze NSZZ „Solidarność” na nierówne traktowanie pracowników na umowach czasowych Komisja Europejska zajęła się tematem, a orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości zmieni przepisy, poprawiając sytuację zatrudnionych na podstawie umów terminowych. Czy Związek potrafi wykorzystywać instytucje europejskie, by wpływać na niechętny dialogowi rząd?

– Nie chciałbym być recenzentem kolegów z Komisji Krajowej. To oni decydują, jakich instrumentów mają używać i w co zaangażować komisję. Komisja Europejska ma niewielkie kompetencje w sprawach społecznych, więc tych instrumentów nie ma aż tak wiele. „Solidarność” stara się wykorzystać fakt, że istnieje kilka dyrektyw europejskich w sprawach społecznych. Związek wykorzystał ostatnio zalecenia Komisji Europejskiej, by rząd Donalda Tuska ograniczył umowy śmieciowe.

NSZZ „Solidarność” skierował też do Komisji Europejskiej skargę na nowelizację kodeksu pracy, na łamanie dyrektywy o czasie pracy…

– Tak, gdyż „Solidarność” od lat domaga się ograniczenia nadużywania umów terminowych, w których Polska jest liderem.

– Czy mamy kryzys europejskiej solidarności? Czy kryzys jest zagrożeniem dla europejskiej polityki socjalnej?

– Tak, kryzys jest zagrożeniem, ale politycy unijni oraz przedsiębiorcy problem minimalizują, twierdząc, że najgorsze mamy za sobą, że Europa pracuje, by ograniczyć skutki kryzysu. My twierdzimy, że koniec kryzysu będzie wtedy, gdy poprawi się sytuacja na rynku pracy. Sytuacja jest bowiem tragiczna. Od początku kryzysu zostało zlikwidowanych 10 milionów miejsc pracy. Bezrobocie to dramat 27 milionów Europejczyków. Do tego dochodzi pogłębiająca się dysproporcja między poziomem życia bogatej Północy i biedniejszego południa Europy.

 

– Wolność gospodarcza nie powinna mieć pierwszeństwa przed prawami społecznymi. Związkowcy domagali się sprawiedliwszej polityki. Nie ma zgody na przerzucanie kosztów wychodzenia z kryzysu na pracowników.

 

– Podczas kwietniowej manifestacji w Brukseli 50 tysięcy pracowników, w tym z Polski, wzięło udział w demonstracji, która przeszła pod gmach Parlamentu Europejskiego pod hasłem „Koniec zaciskania pasa!”.

– Wolność gospodarcza nie powinna mieć pierwszeństwa przed prawami społecznymi. Związkowcy domagali się sprawiedliwszej polityki. Nie ma zgody na przerzucanie kosztów wychodzenia z kryzysu na pracowników.

– Przed nami wybory europejskie. Połowa prawa obowiązującego w państwach Unii wynika z decyzji Parlamentu Europejskiego.

– Rola i kompetencje Parlamentu Europejskiego rosną. Parlament będzie miał więcej kompetencji przy wyborze Komisji Europejskiej i jej szefa. Zadbajmy, by reprezentacja Polski w Parlamencie Europejskim składała się z ludzi kompetentnych, opowiadających się za prawami socjalnymi.

– Czy istnieje frakcja związkowa w Europarlamencie?

– Związkowej frakcji jako takiej nie ma, ale jest grupa parlamentarna do spraw związkowych, czyli grupa parlamentarzystów zainteresowanych sprawami społecznymi i związkowymi. Ich zaangażowanie wynika z przekonania, że sprawy pracownicze są istotne, wśród nich są też byli związkowcy. EKZZ prowadzi kampanię zachęcającą do udziału w wyborach. Namawiamy pracowników by zechcieli głosować, by angażowali się w kampanię. Wykorzystajmy kampanię, by promować nasze postulaty. Oczekujemy, że związkowcy będą przekonani, że warto pójść, oddać głos i wybrać kandydatów wrażliwych na sprawy społeczne.

– Warto spojrzeć, jakie programy realizują macierzyste partie kandydatów, by spodziewać się po nich zaangażowania w kształtowanie dyrektyw europejskich, w zgodzie z pracowniczymi postulatami?

– Dlatego naszą reprezentację w Brukseli powinni tworzyć ludzie nieprzypadkowi. To zależy od naszego udziału w wyborach. Unia nie jest li tylko obszarem gospodarczym. Przy naszym udziale nie zwycięży przekonanie, że prawo sprzyja bogatszym.

W lipcu ub. roku Bernadette Segol, sekretarz generalna Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, wystąpiła z pismem do premiera Donalda Tuska i zaapelowała o przywrócenie warunków dla rzeczywistego i skutecznego dialogu społecznego…

– To normalne. Zadaniem EKZZ jest wspieranie organizacji członkowskich. Wśród głównych tematów są negocjacje płacowe, układy zbiorowe, ochrona minimalnej płacy czy walka z bezrobociem.

 – Czy polscy europarlamentarzyści są zainteresowani kontaktami z EKZZ?

– Z racji tematów, którymi się zajmuję, to w poprzedniej kadencji tych kontaktów było więcej. Widziałem, że polscy europarlamentarzyści w większości są aktywni, nawet jeśli nie są naszymi zwolennikami. Są i tacy, których nikt w EKZZ nie zna. W kwestiach istotnych dla Polski, jak polityka spójności czy budżet, jest spora ich mobilizacja. Niestety, w sprawach społecznych większość z nich prezentuje postawę liberalną, promując rozwiązania, które nie są korzystne dla pracowników.

– A konkretny przejaw takiej aktywności?

Ostatnio przy ważnej sprawie, jaką jest oddelegowanie pracowników, zajmowała się tym europosłanka Danuta Jazłowiecka z Europejskiej Partii Ludowej, prowadząc w imieniu Parlamentu Europejskiego prace nad projektem dyrektywy wdrożeniowej o delegowaniu pracowników. Spotykała się z nami. Niestety, z naszych postulatów wielu nie uwzględniła.

– Czy nowe prawo poprawi ochronę prawną pracowników?

– Poprawi, ale w niewielkim zakresie. Poprawi się ochrona praw pracowników delegowanych poprzez wprowadzony mechanizm solidarnej odpowiedzialności wykonawców za zobowiązania wobec pracowników podwykonawcy. Ten mechanizm, niestety, będzie ograniczony tylko do pierwszego podwykonawcy. Samo przyjęcie nowej regulacji z automatu nie rozwiąże problemów łamania praw pracowników.

– Dla Polski dyrektywa jest ważna, dlatego że nasz kraj deleguje największą liczbę pracowników?

– Jest ważna, mimo że kilku kwestii zabrakło. W nowej dyrektywie są zapisy o kontroli zatrudnienia i odpowiedzialności wykonawcy za podwykonawcę i o możliwości kontrolnej państwa, ale to nie rozwiązuje problemów, jeśli łańcuch podwykonawców jest dłuższy. Główny wykonawca także dotychczas nie przejmował się warunkami u kolejnych podwykonawców. Jest też katalog możliwości kontrolnych jej przestrzegania ze strony instytucji publicznych, ale nie został poprawiony. Chcieliśmy, by państwa miały swój zakres kontroli. Bo są nadużycia, jest obchodzenie dyrektywy. Kompromis, pod naciskiem pracodawców i niektórych krajów, sprowadził się do tego, że zamknie się możliwość dodatkowej kontroli jej przestrzegania. Ten kompromis utrudni wprowadzanie nowych form kontroli, które będą podlegały kontroli Komisji Europejskiej.

– W całej Unii co czwarty zatrudniony należy do związku. Politycy muszą się z nimi liczyć.

– Każdy sobie radzi jak może. Na przykład uzwiązkowienie we Francji nie jest najwyższym wskaźnikiem siły związków. Francuskie związki mają znaczącą przewagę, bo mają instrumenty prawne, które wzmacniają możliwość negocjowania układów zbiorowych. Skutki są bardzo ważne dla pracowników i obejmują prawie wszystkich zatrudnionych. Jest tam prawna możliwość, że wynegocjowany ponadzakładowy układ zbiorowy jest rozszerzany i obejmuje wszystkich pracowników danej branży. To ogranicza nieuczciwą konkurencję między przedsiębiorcami, prowadzoną kosztem pracowników. W Polsce nie udało się tego przeforsować. Francuzi mają też zdolność do mobilizacji. Zdarzają się im milionowe manifestacje. Ale nawet we Francji związkowcy są krytykowani za to, że Francja ma… zbyt wysoką płacę minimalną, jedną z najwyższych w Europie.

– To 1430 euro. U nas nie do pomyślenia. Podobnie jak układy zbiorowe pracy, których praktycznie w kraju nie ma…

– Są, ale są ograniczone do poziomu zakładu pracy. Nie ma układów ponadzakładowych, nie zmniejsza się konkurencyjność między firmami prowadzona kosztem pracownika. W przemyśle nie ma sektorowych układów zbiorowych.

– Sięgnijcie więc, jako EKZZ, po instrumenty, które ten temat załatwią na poziomie Unii. Nie uda się przeforsować odpowiedniej dyrektywy?

– Nie za bardzo. To są w Europie uprawnienia związków zawodowych. Nie możemy jako EKZZ przeforsować dyrektywy bez ryzyka naruszenia autonomii związków zawodowych. Mamy też problem z europejską płacą minimalną. Płaca minimalna w krajach skandynawskich i w Italii jest ustalana w układach zbiorowych. Nie było tam zgody, by politycy mieszali się do ustalania płacy minimalnej. EKZZ nie może wymusić unijnych regulacji prawnych na poziomie europejskim, bo też kłóciłoby się to z autonomią związkową w poszczególnych krajach. U nas płaca minimalna jest wprowadzona decyzją ustawodawcy. W Niemczech też, w wyniku porozumienia koalicji CDU/CSU-SPD, wprowadzono ustawową regulację minimalnego wynagrodzenia. To był skutek żądań niemieckich związków zawodowych.

Rozmawiał: Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę