Wygrana zjednoczonej prawicy to szansa na zmiany w gospodarce

Fragment rozmowy z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem, ekonomistą, posłem do Parlamentu Europejskiego

Wśród oponentów prezydenta-elekta Andrzeja Dudy pokutuje przekonanie, że program prezentowany w jego kampanii wyborczej będzie nie do zrealizowania, gdyż nie ma na to pieniędzy. Pierwszy punkt to zmiany w podatkach. Jako, że opodatkowanie dochodu zapewniającego tylko minimum egzystencji to absurd jedną z inicjatyw będzie zapewne podniesienie kwoty wolnej od podatku z 3091 złotych do 8 tysięcy złotych….

Ta deklaracja prezydenta-elekta według szacunków Centrum Analiz Ekonomicznych, oznacza zmniejszenie dochodów z PIT o około 18 miliardów złotych oraz o 3,5 miliarda z tytułu składek na NFZ, czyli w sumie, 21,5 miliarda złotych. Jednocześnie zmalałyby wydatki budżetowe na świadczenia rodzinne o około 400 milionów złotych.

kuxmiuk

To są duże pieniądze, ale pamiętajmy, że zmianie ulegnie też struktura dochodowa. I to dość szybko. Bez dodruku pieniędzy zostanie ich więcej w kieszeniach obywateli. Zwiększy się relatywnie dodatkowy popyt. Zatem część tych pieniędzy wróci w postaci podatków VAT i CIT. Trzeba będzie do tego projektu nieco dołożyć, ale to nie będzie wielki problem. Prezydent jest otwarty na debatę z centralami związkowymi, w której ów model się ostatecznie wykuje.

– Także w dyskusji o powszechności tego rozwiązania?

– Potrzebna jest dyskusja czy ta kwota wolna ma być dla wszystkich w tej samej wysokości, czy też ma mieć ona charakter degresywny, czyli kwota wolna od podatku może zmniejszać się wraz z wysokością rocznego dochodu, co oznaczałoby, że pełną kwotę 8 tys. zł odliczenia mieliby podatnicy o najniższym poziomie dochodów, ci z pierwszego przedziału podatkowego.

– Jakie są możliwości sfinansowania wyłomu w dochodach państwa z PIT? Czy przy pomocy podatku nałożonego na banki, mające centrale za granicą?

– W tym przypadku inicjatorem nie będzie zapewne prezydent-elekt. Jeżeli zwycięży zjednoczona prawica to jednym z pierwszych posunięć będzie podatek bankowy.

– Jak on będzie wyglądał?

– Trudno mi na dzisiaj powiedzieć jak ostatecznie będzie on wyglądał. Może by c to podatek od aktywów. Co zmniejszałoby i tak rachityczną akcję kredytową. Może to być podatek od pasywów, czyli od zobowiązań banków. Będzie to zapewne około 5 miliardów złotych. Zapewne też zostanie wprowadzony podatek od wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Co przyniesie do dwóch miliardów złotych. 

– W części mediów i ze strony niektórych komentatorów powraca od wyborów prezydenckich  żądanie  wręcz natychmiastowego wywiązania się z obietnic wyborczych i padają tutaj kwoty od 100 do 400 miliardów złotych.

– Ależ prezydent Duda ma na realizację programu co najmniej pięć lat. Spodziewam się, że  będzie je realizował z nowym rządem wyłonionym po październikowych wyborach parlamentarnych. Wygrana zjednoczonej prawicy da szansę na utworzenie większości, która pozwoli na zmiany w polityce gospodarczej i w finansach publicznych. Dajmy prezydentowi – elektowi czas na przygotowanie tych dwóch projektów ustaw w konsultacjach ze związkami zawodowymi.

Niezbędne jest uszczelnienie naszego systemu podatkowego i finansowego…

Do poprawy jest wskaźnik wydajności podatkowej, oczywiście bez podnoszenia podatków. Za czasów rządów premierów z PiS ten wskaźnik wynosił 17,5 proc. PKB. Po 2008 r. on się sukcesywnie zmniejszał do 14,5 proc. PKB obecnie. Co świadczy o rozszerzaniu się patologii w systemie podatkowym, zwiększeniu wyłączeń podatkowych, rozkręceniu karuzel z VAT. Ta 3-procentowa różnica przy obecnych warunkach to 52-53 miliardów złotych. O tyle miej wpływa do budżetu z podatków, niż wpływałoby przy współczynniku z 2007 roku. To jest kwota pozwalająca realnie ocenić wyborcze propozycje. Stąd pomysł połączenia służb podatkowych ze służbami celnymi. Na styku tych dwóch służb dochodzi do największych strat z głównego źródła przecieku, czyli z podatku VAT.

– Czy liberalizm i monetaryzm są modnymi teoriami w Europie?

Są w zdecydowanym odwrocie. Nie mówię tutaj o liberałach w Polsce. Tam, gdzie były stosowane, sukcesów brak. W strefie euro panuje polityka monetarna, tyle że oparta na dosypywaniu pieniędzy. Przecież bilion euro został przed paru laty wprowadzony bez rozgłosu, by zasilić system monetarny. Nastąpił skup obligacji rządowych, by poprzez bank centralny wybawić z deficytu gospodarki mające największe problemy. Dalsze półtora biliona euro jest wprowadzane do systemu finansowego. To objawy zupełnego odwrotu od kanonów monetaryzmu i liberalizmu w polityce monetarnej. W polityce finansowej mamy próby obudzenia popytu, mamy plan Jean-Claude Junckera (przewodniczący Komisji Europejskiej – dop. red.). Stosowanie tego rodzaju instrumentów Keynesowi się nie śniło (John Maynard Keynes, twórca teorii interwencjonizmu państwowego – dop. red.). A u nas mamy rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny.

– To znaczy: stolica wysysa potencjał?

Jeśli mamy pieniądze, to wydajemy je na rozwój w stolicach regionów, a kiedy osiągnie odpowiedni poziom, to się jakoby ów rozwój przeleje poza granice aglomeracji. Skutek jest taki, że na przykład na Mazowszu wyraźny wzrost widać od Warszawy do Grójca, a na kolejnych 90 kilometrach do Szydłowca tego rozwoju nie widać. Trzeba więc przeorganizować wydatki w unijnej perspektywie finansowej do 2020 roku.

Rozmawiał Artur S. Górski
Całość wywiadu ukaże się w lipcowym „Magazynie Solidarność”
zdjęcie: www.zbigniewkuzmiuk.pl

Download PDF
Powrót Drukuj stronę