Wybory prezydenckie mogą się stać początkiem zmian

Polska potrzebuje zmiany. Państwo polskie po ośmiu latach sprawowania władzy przez koalicję PO-PSL jest dramatycznie słabe. Celem naszej polityki jest budowa państwa, które daje poczucie bezpieczeństwa i stwarza możliwości rozwoju dla swoich obywateli. Polska powinna być państwem, w którym sprawujący władzę uwzględniają nie tylko interesy tych, którzy sobie dobrze w życiu radzą, ale także reprezentują tych, którym wiedzie się gorzej.

tn_A. DudaRozmowa z dr. Andrzejem Dudą, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta RP

 – O ile wyborcy Panu powierzą najwyższy urząd w państwie, prezydent Andrzej Duda nie zasiądzie pod żyrandolem?

Prezydent jest wybierany przez naród w wyborach powszechnych, a nie którąś z politycznych partii, musi więc mieć na względzie rzeczywiste potrzeby społeczne. Powinien wpływać na bieg spraw publicznych. Bronisław Komorowski stał się strażnikiem żyrandola, gdyż nie korzystał z uprawnień, które prezydentowi daje Konstytucja RP, nie bronił społeczeństwa przed szkodliwymi zakusami rządzących.

– Przykład?

Chociażby przy podwyższeniu wieku emerytalnego. Prezydent Komorowski ustawę podpisał mimo społecznych protestów. Nie przyjął roli arbitra. Bronisław Komorowski w jednym z wywiadów przyznał, że podpisywał ustawy rządowe, także te szkodzące społeczeństwu, ponieważ prezydent nie jest od wkładania rządowi kija w szprychy. A przecież prezydent powinien być wolny od uwikłań politycznych, stojąc ponad politycznymi podziałami. Tymczasem doszło do podniesienia wieku emerytalnego kilka miesięcy po wyborach z 2011 roku. Ani prezydent Komorowski, ani jego partyjny kolega Donald Tusk nie mówili w kampaniach o obligatoryjnym podniesieniu wieku emerytalnego. Bronisław Komorowski bez społecznych konsultacji podpisał ustawę o podniesieniu wieku emerytalnego dla wszystkich Polaków do 67 roku życia. Prezydent powinien wtedy skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego albo wręcz odmówić jej podpisania. Jeżeli Polacy mnie wybiorą, to wystąpię z inicjatywą legislacyjną przywrócenia wieku emerytalnego dla kobiet 60 lat i dla mężczyzn 65 lat.

– Rząd PO-PSL chwali się sukcesami na arenie międzynarodowej, jednak nie udało się ochronić polskich stoczni przed dyktatem Komisji Europejskiej. Jak to jest z naszą pozycją w Unii?

– Zwróćmy uwagę, że Francuzi i Niemcy powiedzieli „nie” dyktatowi Komisji Europejskiej, bo tam władza działa na rzecz społeczeństwa, bo tam prowadzi się politykę propaństwową.

– Determinacji zabrakło ekipie PO-PSL przy obronie polskich stoczni…

Tak, a przecież to był przemysł strategiczny, jeden z fundamentów gospodarczych kraju. Tam, gdzie prowadzi się uczciwą, propaństwową politykę, nie zamyka się całej gałęzi przemysłu. Mówimy o tysiącach miejsc pracy w samych stoczniach i w zakładach kooperujących. Francuzi i Niemcy nie poddali się dyktatowi Komisji Europejskiej, by wstrzymać pomoc dla przemysłu stoczniowego. Tam wiedzą, czym jest propaństwowa polityka.

– Ktokolwiek będzie rządził po wyborach, nie będzie mógł zlekceważyć konieczności wspierania innowacyjnych rozwiązań w gospodarce. Trudno jednak będzie Panu prowadzić prorozwojową politykę, bo nie należymy do tych krajów, które mają swój sektor bankowy.

W Polsce ponad 60 procent banków to jest obcy kapitał. Państwa silnych gospodarek mają w sektorze bankowym kilkakrotnie mniej obcego kapitału. Jednym z celów władzy powinna być repolonizacja banków przez spokojny proces odkupienia udziałów, a także poprzez uszczelnianie systemu, by pieniądze z niego nie wypływały. Jest zbójeckim prawem firm matek, mających swoje spółki córki w Polsce, by starać się jak najwięcej pieniędzy wyprowadzić z naszego rynku, ale obowiązkiem polskich władz jest im to uniemożliwić. Skoro działają na naszym rynku, niechaj tutaj inwestują.

– Przyszłość ma na imię Polska? Ale pod jakimi warunkami? 

Polska potrzebuje zmiany. Państwo polskie po ośmiu latach sprawowania władzy przez koalicję PO-PSL jest dramatycznie słabe. Celem naszej polityki jest budowa państwa, które daje poczucie bezpieczeństwa i stwarza możliwości rozwoju dla swoich obywateli. Polska powinna być państwem, w którym sprawujący władzę uwzględniają nie tylko interesy tych, którzy sobie dobrze w życiu radzą, ale także reprezentują tych, którym wiedzie się gorzej. Przejeżdżając tysiące kilometrów, na spotkaniach staram się przekonywać, że wybory prezydenckie mogą stać się początkiem zmian.

– W dorosłość wchodził Pan wraz z przemianami, jakie następowały po 1989 roku, w czasie końca realsocjalizmu jako systemu. Zastąpił go kapitalizm w rodzimym wydaniu…

Po części tak to wyglądało. W 1989 roku miałem 17 lat. Zastanawiam się czasem, czy była możliwa inna droga, ale wiem, że odwróciliśmy wówczas kartę historii, że to była zasługa ludzi „Solidarności”, polskich pracowników. Rozdarta została żelazna kurtyna.

– Przekonuje Pan, że najważniejsza jest odbudowa gospodarki. Jednak mówi Pan też o żołnierzach niezłomnych z powojennej konspiracji, o II Rzeczypospolitej, o Sierpniu ’80. To kontynuacja polityki historycznej, o której mówił i którą realizował Lech Kaczyński, czy też budowanie ideologicznej osnowy dla własnego programu?

Jak mówił marszałek Józef Piłsudski, i jak to powtarzał profesor Lech Kaczyński, naród, który nie pamięta własnej historii, który traci pamięć, przestaje być narodem, staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zamieszkałych na określonym terytorium. Nie możemy zaniechać nauczania historii, dziejów naszej wspólnoty. Tych dobrych i tych złych. Polacy potrafili przenieść swoją tożsamość i siłę wspólnoty przez lata zaborów, przez trzy pokolenia. Odbudowaliśmy państwo. Powinniśmy być dumni, że daliśmy radę, że jako naród nie pozwoliliśmy się rozwodnić, nie daliśmy się rozproszyć, że obroniliśmy siebie i Europę w 1920 roku. Przeżyliśmy niszczenie naszych elit. Rok 1980 pokazał, że potrafimy stanąć razem, gdyż spaja nas tradycja, duch patriotyczny i wiara. Nie poddamy się projektowi przekształcania Europy, na którą składają się państwa o odmiennych tradycjach i tożsamościach mieszczących się w ramach cywilizacji europejskiej, w jednolity twór.  

– Kogo uważa Pan za bohaterów, dzięki którym Polacy nie roztopili się najpierw w systemie sowieckim, a później w tyglu Europy?  

W XX wieku to marszałek Józef Piłsudski, współtwórca państwa polskiego. W tym kontekście należy wymienić też Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa, Ignacego Paderewskiego. Pamiętamy o tych, którzy przyczynili się do przełamania sowieckiego imperium. Myślę o Ojcu Świętym Janie Pawle II i o księdzu prymasie Stefanie Wyszyńskim. Wpływ Jana Pawła II był w latach 80. globalny.

– W tej części Europy ważną rolę odegrali też ludzie „Solidarności”, jak Lech Wałęsa i tysiące zwykłych związkowców. Z jednym z założycieli naszego Związku, Andrzejem Gwiazdą, spotkał się Pan ostatnio w Sali BHP…

Andrzej Gwiazda jest symbolem nie tylko walki o wolną, niepodległą Polskę, ale też symbolem niezłomnej postawy. O ile Lecha Wałęsę można nazwać symbolem walki o suwerenną Polskę w latach 80., o tyle symbolem niezłomnej postawy trudno byłoby go nazwać.

– Historia polityczna XX wieku to też historia politycznych debat. W 1960 roku John Fitzgerald Kennedy wyszedł zwycięsko z telewizyjnych debat, mimo że to doświadczony Richard Nixon prowadził w sondażach. Czy dojdzie do debaty między pretendentami do fotela prezydenta RP i uda się Panu stworzyć sytuację, w której młody polityk pokona urzędującego prezydenta?

Otoczenie prezydenta Komorowskiego, jak i on sam, nie dawało mi szans na początku kampanii, ale teraz, obserwując ich zachowanie, widać, iż to stanowisko uległo zmianie (śmiech). Ja do debaty stanę, niezależnie od tego, czy Bronisław Komorowski na niej się pojawi, czy też nie. Podchodzę do niej ze spokojem. Debata jest wyrazem szacunku dla wyborców. Wyborcy domagają się debaty, więc powinna się odbyć.

– Osnową kampanii uczynił Pan odbudowę przemysłu. Jak jednak pogodzić reindustrializację z lansowaną w Unii Europejskiej dekarbonizacją?

Jest to jeden z najistotniejszych problemów dla naszej gospodarki. Polska nie powinna ulegać tendencjom w Unii ze uwagi na dynamikę zachodzących na świecie procesów. To jest wielka gra interesów. Na obrocie kwotami emisyjnymi dwutlenku węgla zrobią biznes kraje opierające się na gazie i energii atomowej. Ich interesy są więc sprzeczne z naszymi. My mamy węgiel, który stanowi 90 procent zasobów europejskich tego strategicznego surowca i mamy go na dwieście lat. To jest nasz podstawowy surowiec energetyczny. Dlaczego nie wprowadza się, na podobnej zasadzie jak kwoty emisyjne, na przykład dodatkowych obciążeń ubezpieczeniowych w stosunku do krajów dysponujących energetyką atomową na wypadek awarii, jak chociażby ta w Fukushimie.

– Zamiast tego mamy dekarbonizację jako priorytet?

Obecny rząd prowadzi fatalną politykę na forum międzynarodowym, przy milczącej postawie prezydenta. Nie godzę się z decyzją premier Kopacz, przy braku sprzeciwu Bronisława Komorowskiego, by wpisać dekarbonizacją jako podstawę przyszłej europejskiej gospodarki. Odejście od węgla to jest pojęcie szersze niż niska emisja dwutlenku węgla.

– Jeśli Europa ma być wiodącą światową gospodarką, ma rezygnować z Europejskiej Wspólnoty Wiatraków i Solarów i odświeżyć koncepcję Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali?  

Mamy prawo do realizacji własnych interesów. Stawiajmy na innowacyjność, zaangażowanie nauki i wysoko wykwalifikowanej kadry. Nie jesteśmy państwem kategorii B. Jestem ciekaw, czy Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy wyrzekliby się swego strategicznego interesu dla jakiegoś okrzyczanego, propagandowego ogólnoświatowego dobra. I to w sytuacji, gdy wielkie gospodarki ani myślą zgadzać się na ograniczenie emisji gazów. Powinniśmy wetować te postanowienia, które godzą w nasz interes.  

– Do tego trzeba być odważnym politykiem…

Właśnie o tym mówię.

– Chce Pan ochrony polskiej ziemi po wejściu nowych unijnych regulacji, odejścia od reformy emerytalnej „67”, ale bez wsparcia sejmowej większości i współpracy z rządem może się to okazać niewykonalne…  

Rząd ma większe kompetencje i możliwości. Prezydent ma jednak też konstytucyjne prerogatywy. Mam wizję powrotu państwa na drogę rozwoju. Liczę, że po stronie rządowej do wyborów parlamentarnych oraz po nich – nie znamy przecież ich wyników – będzie taka mądrość, iż zwycięży filozofia budowy silnego państwa. Wierzę w możliwość współdziałania z rządem. Naprawa Rzeczypospolitej jest niezbędna, aby państwo polskie przetrwało.

– Będzie Pan korzystać z doradców, by przygotowywać strategie prorozwojowe?

Jeśli Polacy mi zaufają, to powołam Narodową Radę Rozwoju, złożoną z ekspertów w różnych dziedzinach, o różnych poglądach, i z praktyków. Tak, aby powstała spójna wizja rozwoju państwa. Mam nadzieję, że w realizacji strategii rozwoju będzie partycypowała strona rządowa. Jednym z jej elementów będzie rynek pracy.

– NSZZ „Solidarność” od 2011 roku prowadzi kampanię przeciw nadużywaniu umów śmieciowych. Czy podejmie Pan inicjatywy na rzecz ich wyeliminowania?

Powinny być one ograniczone do rzeczywistych umów cywilnoprawnych, i to jako umowy incydentalne. Dzisiaj większość tych umów reguluje rzeczywisty stosunek pracy, a nie stosunek świadczenia usług, zlecenia czy dzieła. Mają one charakter umowy o pracę, ale są nazywane umowami cywilnoprawnymi. Państwowa Inspekcja Pracy jest niemal bezsilna. Wynikają z nich także problemy dla systemu ubezpieczeń społecznych. Obecna koalicja rządząca próbuje ratować konkurencyjność polskiej gospodarki poprzez obniżanie kosztów pracy, ale nie przez zmniejszenie obciążeń, lecz poprzez umożliwianie omijania prawa i ciemiężenie pracowników. 

– Czy wykaże Pan inicjatywę ustawodawczą, by doprowadzić do podniesienia jednej z najniższych w Europie kwoty wolnej od podatku?

Podobnie jak płaca minimalna, która powinna być stopniowo podnoszona, kwota wolna od podatku ma wpływ na budżet najuboższych członków naszej społeczności. Poziom życia nieco się podniesie, zwiększy się popyt, co doprowadzi do skromnego, ale jednak pobudzenia gospodarczego. I to bez dodruku pieniądza. Kwota wolna od podatku powinna wynosić minimum 8 tysięcy złotych. Opodatkowanie dochodu zapewniającego minimum egzystencji to absurd. Przecież to wbrew logice. Minimum egzystencji biologicznej szacowane jest oficjalnie na 6,5 tysiąca złotych rocznie, a kwota wolna to tylko 3091 złotych rocznie. Jest ona o połowę mniejsza niż minimum dochodu, poniżej którego nie można żyć w sensie biologicznym. Tak państwo traktuje obywateli.

Rozmawiał Artur S. Górski. Wywiad ukazał się w majowym „Magazynie Solidarność”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę