Wybieramy na następne 5 lat. I tura za nami. 4 listopada br. rozstrzygniecie

Za nami pierwsza tura wyborów samorządowych, decydujących o tym, kto przez najbliższe pięć lat będzie miał głos decydujących w naszych lokalnych ojczyznach. Niezwykle optymistyczna jest najwyższa od 1990 roku frekwencja w wyborach samorządowych. PiS nie wywalczyło w I turze włodarza w żadnym z miast dużej i średniej wielkości, ani samodzielności w radach gmin, ale znacząco powiększyło swój stan posiadania w sejmikach.

W najbliższą niedzielę 4 listopada br. poznany wynik II tury wyborów włodarzy w Gdańsku oraz w Lęborku, Pelplinie (do niedawna burmistrzem był tam Patryk Demski, zdolny samorządowiec z PiS, nim nie poszedł do zarządu Grypy Lotos), Krynicy Morskiej i w Tczewie.

Kto w Gdańsku?

Oczy niemal całej Polski 4 listopada były zwrócone są na Gdańsk i Kraków (w obu dużych miastach będzie II tura). Gdańszczanie będą wybierali między, tworzonym przez dwie dekady dworem dotychczasowego włodarza, a zmianą, której można spodziewać się po młodym pretendencie, kandydacie PiS. Za nami pierwsza tura wyjątkowo ważnych wyborów.

Paweł Adamowicz, rządzący miastem od 20 lat, niegdyś konserwatysta, potem prominentny działacz w PO, a teraz bezpartyjny, uzyskując 36,97 proc., czyli 77 966 głosów i młody prawnik Kacper Płażyński z PiS, któremu udało się nie tylko zagospodarować urobek poprzednika Andrzeja Jaworskiego z kolejnych kampanii, a nawet go znacznie powiększyć, uzyskawszy 29,68 proc., czyli 62 594 głosy, spotkają się 4 listopada br. w drugiej turze wyborów.

Gest Płażyńskiego w stronę kontrkandydatów i zaproszenie ich do rozmów o Gdańsku pozwalał liczyć na kilka dodatkowych procent głosów. Decydujące będzie zachowanie wyborców Jarosława Wałęsy, czyli jego 27,77 proc. (58 561 głosy wyborców). PO zaapelowała na głosowanie w II turze wyborów na Pawła Adamowicza.

Ważny dla zarządzania miastem jest układ sił w Radzie Miasta GdańskaTutaj triumfuje Koalicja Obywatelska (PO i N) z 16 mandatami, ale nie ma samodzielnej większości. Sześć przypadło komitetowi Pawła Adamowicza. PiS z 12 mandatami utrzymało stan posiadania z początku poprzedniej kadencji (do jej końca było ich 10). Piotr Gierszewski z Międzyregionalnej Sekcji OiW NSZZ „S”, w wyborach do Rady Miasta Gdańska uzyskał aż 4 945 głosów i został radnym po raz szósty. Do Rady Miasta nie dostał się zaś odpowiedzialny za sprawy edukacji Piotr Kowalczuk z listy Pawła Adamowicza. Ale być może mandat przypadnie wiceprezydentowi Kowalczukowi – o ile Adamowicz wygra II turę.

Startujący na radnych w tym samym okręgu dwaj pretendenci do fotela prezydenta Gdańska uzyskali w starciu bezpośrednim odpowiednio:

Kacper Płażyński 9 794 głosów (20.56%), a Paweł Adamowicz 5 599 głosów (11.75%).

Poniżej wywiad, udzielony Gazecie Gdańskiej przez Kacpra Płażyńskiego, kandydata PiS na prezydenta Miasta Gdańska, po pierwszej turze wyborów samorządowych. Rozmawiał Artur S. Górski

- Czy najwyższa po 1990 roku frekwencja w wyborach samorządowych jest oznaką odradzania się społeczeństwa obywatelskiego czy też efektem polaryzacji sceny politycznej, która przekłada się na samorząd?

– Przede wszystkim chcę jasno powiedzieć, że wysoka frekwencja w gdańskich wyborach samorządowych jest zjawiskiem pozytywnym. Uważam, że po raz pierwszy od lat mieszkańcy naszego miasta stanęli przed możliwością dokonania realnego wyboru, poczuli, że mogą mieć znaczący wpływ na losy Gdańska. Stąd tak duża, ponad 60-tysięczna rzesza gdańszczan, która zaufała mi w pierwszej turze wyborów. Polaryzacja sceny politycznej jest faktem, ale w naszej kampanii odnosimy się do spraw, którymi żyją gdańszczanie. Te wybory są o tym, jak powinna wyglądać komunikacja miejska, jak sprawić, by zapewnić dzieciom odpowiednią liczbę miejsc w żłobkach, jak gmina może zatroszczyć się o seniorów. Mój konkurent próbuje rozgrzewać emocje polityczne i pogłębiać podział wśród mieszkańców, ale nie sądzę aby ta strategia okazała się skuteczna. Gdańszczanie są mądrzy i chcą po prostu sprawnego, uczciwego samorządu a nie ciągłych politycznych awantur.

- Czy Gdańsk dobrze wykorzystuje swoje szanse miasta o wielkiej historii, niemałych ambicjach i dogodnym położeniu geograficznym? A jeśli nie to co powinno być priorytetem by tak się zadziało?

– W moim przekonaniu nie. Rozwój Gdańska mógł być w ostatnich latach szybszy, bardziej przemyślany i zrównoważony. Nie oznacza to oczywiście, że nic się tu nie udało. Przeciwnie – dzięki wielkiej energii i ciężkiej pracy gdańszczan nasze miasto w ostatnich dekadach bardzo się zmieniło i jest to jednoznacznie zmiana na lepsze. By było jeszcze lepiej trzeba postawić na gospodarkę, zwrócić się ku morzu, porzucić politykowanie i rozmawiać z mieszkańcami na co dzień a nie tylko tuż przed wyborami. Nasz plan dla Gdańska, od największych, ogólnomiejskich polityk i projektów po bardzo konkretne programy dla każdej z dzielnic prezentujemy od początku kampanii. Jest on świetnie przyjmowany przez gdańszczan.

– Pański kolega z PiS radny Kazimierz Koralewski powiedział w rozmowie z nami m.in.: Jeśli gdańszczanie wybaczali Pawłowi Adamowiczowi przez tyle lat sprzedaż GPEC, który drąży naszą gdańską kieszeń i drze z nas skórę, by poprawić finanse miejskiej kasy w Lipsku to jest ów przejaw syndromu sztokholmskiego. To jest związek emocjonalny, w którym przywódca miasta wprowadza mieszkańców w koszty, odbiera im po kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, a za nim podąża cała grupa. Nasuwa się bajka braci Grimm o fleciście, który wywabia i wiedzie mieszkańców na zatracenie, grając pięknie na flecie i upajając ich piękną muzyką. Czy ta metaforyczna diagnoza jest słuszna?

– Nie chcę używać takich sformułowań. Gdańszczanie mają prawo do swojego zdania, szanuję każdego człowieka i każdy pogląd, nawet, jeśli się z nim gruntownie nie zgadzam. Uważam, że mieszkańcy naszego miasta dokonają w drugiej turze racjonalnego wyboru, opartego na porównaniu propozycji programowych a nie na emocjach. Sam proces prywatyzacji GPEC i jego wielorakie konsekwencje oceniam negatywnie. Myślę, że podobne widzi tę sprawę bardzo wielu gdańszczan,

– Czy ewentualny pański zarząd zmieni rady nadzorcze i zarządy spółek komunalnych i z udziałem Miasta?

– Przede wszystkim miejscy urzędnicy nie będą pobierać wynagrodzenia za zasiadanie w radach nadzorczych miejskich spółek, to bardzo niedobra praktyka obecnych władz. Niektóre spółki komunalne działają po prostu źle i to musi się zmienić. O personaliach nie ma teraz sensu mówić, to nie jest zresztą mój styl uprawiania polityki.

– Podczas konwencji wyborczej mówił Pan o wybudowaniu pięciu przedszkoli i dziesięciu żłobków. To kolosalny wydatek. Będziecie współpracować z rządem np. w ramach programu „Maluch plus”. 

– Oczywiście. Będziemy współpracować z rządem, niezależnie od tego, kto będzie sprawował władzę w kraju a także pozyskiwać środki zewnętrzne w każdy inny dostępny sposób. Pomyślność gdańszczan jest najważniejsza, znacznie ważniejsza od politycznych układanek, osobistych ambicji czy lęków, które teraz utrudniają moim zdaniem normalne funkcjonowanie gdańskiego samorządu.

– Czy powinny być publikowane sondaże przedwyborcze, które niejako ustawiają kampanie oraz wpływają na preferencje wyborców, na ich decyzje wywołując obawę „straconego głosu”? 

– Sondaże są nieodłącznym elementem polityki, także kampanii przed wyborami samorządowymi. Można mieć o nich różne zdanie, ale pomysł, by zakazywać ich publikacji jest niedorzeczny. Osobiście nie przywiązuję wielkiej wagi do sondaży, zwłaszcza po doświadczeniach z tegorocznej kampanii, gdzie zdecydowana większość pracowni źle oceniła moje szanse na drugą turę. Robimy swoje, codziennie przekonujemy gdańszczan do naszych propozycji programowych i to przynosi znakomite efekty.

– Czy propozycja współpracy skierowana do ruchów miejskich była konsultowana z władzami partii i czy w ofercie jest propozycja stanowisk w urzędzie?

– Proponuję współpracę wszystkim środowiskom, które chcą uczciwego, dobrze rozwijającego się Gdańska. Przypomnę, że mamy wybory lokalne, przestańmy więc przynajmniej na koniec mówić wciąż o partiach czy personaliach. Ja chcę rozmawiać o tym, co w Gdańsku poprawić i jak walczyć z problemami naszego miasta. I będę o tym rozmawiał z każdym.

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę