Wojna plakatowa. Karol Guzikiewicz sponiewierany za polityczne plakaty

Karol Guzikiewicz, wiceszef Międzyzakładowej Komisji NSZZ „S” w gdańskiej stoczni, został brutalnie obezwładniony i powalony na ziemię przed siedzibą Zarządu Regionu i Komisji Krajowej związku. Tak zadziałał strażnik miejski, po tym jak Guzikiewicz rozklejał plakaty nawołujące do odwołania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza z rządzącej PO.
Karol Guzkiewicz był zszokowany interwencją, w której uczestniczyło dwa radiowozy miejskiej straży. W rozmowie z nami stwierdził, że od kilku dni grupka rozklejająca plakaty była obserwowana przez policję i strażników, opłacanych przez podatników z miejskiej kasy. Do interwencji strażników doszło w końcu we wtorek przy „Zieleniaku”. Magistrat broni się przed zarzutem o nadużycie siły argumentem o zwykłym egzekwowaniu prawa. Plakaty miały bowiem zawisnąć na miejscach do tego nie przeznaczonych.
- Podjechały dwa radiowozy. Strażnicy chceli mnie wciągnąć do radiowozu. Widząc jednak z ich strony agresję oddaliłem się mówiąc, że idę do siedziby Zarządu gdańskiej „Solidarności”. Gdy zamierzałem oddalić się strażnik wykręcił mi ręce i zostałem powalony na ziemię – relacjonuje Guzikiewicz.
Jego zdaniem plakatowanie przebiegało zgodnie z demokratycznymi normami wyrażania opinii wobec osób publicznych. Teraz jednak zwolennicy referndum zwrócą się do „Zieleni miejskiej” o oficjalne wszkazanie, gdzie mogą wieszać plakaty i za jaką cenę.
Sam Guzikiewicz zaś nie zamierza zrezygnować.
- Plakaty były podpisane. Jeśli nawet któryś został naklejony na miejscu do tego niedostosowanym to inne powinny być procedury. Powinniśmy zostać wezwani do jego usunięcia. Albo usuniemy plakat w ciągu doby, albo obciążą nas rachunkiem za uprzątnięcie. Ale wola była by jednak nas prowokacyjnie zatrzymać – twierdzi Guzikiewicz. Związkowiec nie kryje żalu, że do „obezwładnienia” doszło przy Wałach Piastowskich, w pobliżu siedziby związku.
- To oznacza że niewygodna dla ludzi władzy Solidarność jest w ich pojęciu nielegalna – mówi Guzikiewicz.
- My nie krytykujemy prezydenta Adamowicza tylko za historię i nazwę Lenin nad bramą. My mówimy o drożyźnie, o kosztach życia w Gdańsku, o opłatach za ogrzewanie zaserwowanych przez przedsiębiorstwo, którego szefem rady nadzorczej jest tenże prezydent. My pytamy jak on dba o interesy gdańszczan, skoro koszta życia są tak wysokie. I te pytania budzą zachowania agresywne. Gdzie tu jest demokracja, gdy pytanie o zadłużenie miasta powoduje wykręcanie rąk i rzucanie o glebę – pyta Guzikiewicz.
- Demokracja sie w Polsce sypie. Gdzie są wyborcze obietnice. Donald Tusk wołał „Nie róbmy polityki – budujmy szkoly” a teraz szkoły zamyka się choćby w Gdańsku dwadzieścia kilka szkół do likwidacji – przypomina Guzikiewicz.
Komitet Odwołania Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza wydrukował tysiąc plakatów i 5 tysięcy ulotek z wizerunkiem prezydenta Gdańska i Włodzimierza Iljicza „Lenina” a nad nimi hasło „Nie chcemy Iljicza i Adamowicza”.
Warto zauważyć – w przygotowaniu jest ustawa rozszerzająca kompetencje strażników miejskich. Nowa ustawa o policji municypalnej zakłada wyposażenie strażników miejskich w broń palną, a także przyznaje im prawo do osobistej kontroli i inwigilacji obywateli. Trafi ona we wrześniu pod obrady Sejmu.
ASG

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę