Wielkość i pogarda

„Przemysł pogardy” to swoista ewidencja medialnych ciosów poniżej pasa wymierzonych w śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pozornie przygnębiająca i oburzająca, paradoksalnie niosąca ze sobą przekaz pozytywny – okazuje się, że nawet medialna siła złego na jednego nie jest silniejsza od prawdy.

Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka” – te słowa ze starotestamentowej księgi „Mądrość Syracha” stanowią motto książki Sławomira Kmiecika „Przemysł pogardy” poświęconej niszczeniu wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego zarówno za życia, jak i po śmierci. Publikacja systematyzuje to, co wielu z nas czuło intuicyjnie, oglądając w ostatnich latach telewizję, słuchając radia lub czytając prasę – skrajnie negatywny stosunek do śp. prezydenta, nieukrywany w przekazie medialnym, w którym Lech Kaczyński był regularnie ośmieszany i wyszydzany, a jego słowa i działania przeinaczane. Telewizyjne anteny i gazetowe szpalty nad wyraz chętnie udostępniano najbardziej zajadłym przeciwnikom urzędującego prezydenta.

Owszem, polityk z natury rzeczy narażony jest na ostrą krytykę i prześwietlanie swojego życia pod każdym kątem, dlatego musi wykazywać się „twardą skórą”. Jednak Sławomir Kmiecik w kilkunastu rozdziałach, przypominających ataki na prezydenta w artykułach i materiałach telewizyjnych, ale także na fotografiach i rysunkach satyrycznych, a nawet w kabaretach, pokazuje, że krytyka Lecha Kaczyńskiego wykraczała poza ramy swobody wypowiedzi, wolności słowa itd. Nie tylko w politycznym, ale całym popkulturowym przekazie „grano” nazwiskiem, wzrostem i innymi cechami Lecha Kaczyńskiego. Dopiero po tragicznej śmierci (i tylko na moment) osoby niezorientowane mogły przeczytać o mężu stanu, zobaczyć troskliwego męża i ojca, wysłuchać pieśni o „małym rycerzu”.

Przemysł pogardy funkcjonował także po śmierci prezydenta Kaczyńskiego, ba – właściwie istnieje nadal. Lider SLD Leszek Miller niedawno publicznie oświadczył, że osoby odpowiedzialne za katastrofę pod Smoleńskiem nie żyją. To jednoznaczne nawiązanie do pojawiających się w pierwszych miesiącach po katastrofie (dziś już wiemy, że nieprawdziwych) informacji i sugestii, że Lech Kaczyński zmuszał pilotów do lądowania, że znajdowali się oni pod presją. Z podobnymi atakami wciąż musi się mierzyć rodzina śp. prezydenta – Marta Kaczyńska i Jarosław Kaczyński.

Na szczęście jest i druga strona medalu. Wielu warszawiaków pamięta prezydenta stolicy jako budowniczego Muzeum Powstania Warszawskiego, walczącego z „układem warszawskim”. Myśląc o bezpieczeństwie, wspominamy politykę „szeryfa” – ministra sprawiedliwości. NSZZ „Solidarność” na każdym kroku przypomina o związkowym sercu i duszy prezydenta. Człowiek Solidarności i Wolności – taki był i tak zostanie zapamiętany Lech Kaczyński.

Adam Chmielecki

S. Kmiecik, Przemysł pogardy. Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005-2010 oraz po jego śmierci, Warszawa 2012, ss. 348.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę