Warszawa 1944. Kaźń mieszkańców Woli i Ochoty – zbrodnia nieukarana

Ludzka śmierć to dramat, a nie statystyka. Ogrom barbarzyństwa czasów II wojny światowej przeraża po dziś dzień i jest przestrogą przed mrokami ludzkiej (czy aby na pewno) natury i skutkami politycznych szaleństw. Co najmniej 50 tys. mieszkańców warszawskiej Woli i Ochoty zginęło od 5 do 7 sierpnia 1944 r. w masowych mordach dokonywanych przez oddziały niemieckie z rozkazu „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej” wydanego przez Adolfa Hitlera. 

5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź. Ginęli bezbronni. Na Woli  od 4 sierpnia 1944 (na  Ochocie 2/3 sierpnia) ulice i kamienice nie były już się powstańczymy redutami. Ludność cywilna, mieszkańcy domów na Woli i Ochocie, była kompletnie bezbronna. Powstańcy w zmaganiach m.in. z Dywizją Pancerną „Hermann Göring”, nie osiągnąwszy celów z powodu liczebnej i zbrojnej przewagi wroga, wycofali się z Woli. Przez tę dzielnicę przechodziła jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych miasta, tj. trasa Wolska – do mostu Kierbedzia przez Wisłę.

Walki w pierwszych dwóch dniach były zaciekłe. Niemcy, w tym z Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Göring” stosowali podczas szturmowania pozycji powstańczych zasadę ślepego odwetu i terroru. Oprócz mordów i gwałtów oddziały niemieckie wykorzystywały kobiety i dzieci w charakterze „żywych tarcz”.

Żołnierze z Obwodu AK „Wola” opuścili tę część stolicy z 3 na 4 sierpnia 1944, przebijając się lub przechodząc kanałami do Śródmieścia.

5 sierpnia „oddziały odsieczy” rozpoczęły rzeź mieszkańców Woli. Dowodził nią Polizei Führer Warthegau SS-Gruppenführer und Generalleutnant der Waffen-SS Heinrich-Friedrich „Heinz” Reinefarth,

Kilka dni, od godziny „W”, gdy żołnierze AK i NSZ oraz AL  stanęli przeciwko oddziałom Wehrmachtu i SS, ludność cywilna została wydana na pastwę zdemoralizowanych szumowin z zaciągu do sił pomocniczych, m.in. kryminalistów pod rozkazami  SS-Oberführera Oskara Dirlewangera i formacji złożonych z dawnych sowieckich obywateli – Brygadę Szturmową SS „RONA”.

Obok Niemców częścią kontyngentu pacyfikacyjnego były skierowane do Warszawy oddziały cudzoziemskie, podległe Waffen SS, wycofywane z Białorusi i z zaplecza frontu wschodniego. W tym m.in. złożona z Rosjan, Białorusinów i Ukraińców Sturmbrigade RONA (Rosyjska Narodowa Armia Wyzwoleńcza) Bronisława Kamińskiego (29. Waffen-Grenadier-Division der SS russische 1).

Od godzin porannych „czarnej soboty” 5 sierpnia trwała rzeź ludności cywilnej – w mieszkaniach, w piwnicach, na podwórzach kamienic, na ulicach. Masowym egzekucjom towarzyszyła grabież i gwałty.

1. pułkiem RONA,mordującym na Woli, dowodził  Sturmbannführer Waffen-SS Jurij Frołow. Pułk RONA znajdował się na Ochocie i Woli od 4 do 14 sierpnia 1944, gdzie zajmował się przede wszystkim rabunkami majątku i gwałtami na kobietach i dziewczynkach oraz mordowaniem ludności cywilnej. Ze względu na brak dyscypliny, niskie ich morale i braki w wyszkoleniu powstańcy byli w stanie zadać tym zbirom znaczne straty w dalszym etapie walk.

Prym wśród zbrodniarzy wiodła jednostka SS, nosząca nazwisko dowódcy „Dirlewanger”, przykład perwersji czasu wojny. Dr nauk politycznych Oskar Dirlewanger swych „żołnierzy” rekrutował najpierw spośród kłusowników, a potem nawet kryminalistów. Zezwalał mu na to glejt Himmlera, który niczym cesarz Henryk I wydał okólnik łagodzący kary za udział w walce. Na rozkaz Himmlera ci degeneraci z karnej brygady przybyli 5 sierpnia 1944 r. od strony Sochaczewa na Wolę.

Dirlewanger został skazany w latach 30. za czyny nierządne na 14-letniej dziewczynce ze Związku Niemieckich Dziewcząt. Został za to wyrzucony z NSDAP, a  reżim uznał Dirlewangera za zboczeńca i osadził w obozie karnym. Po odbytej karze oprawca postanowił się zrehabilitować (a III Rzesza mu to umożliwiła) w SS Sturmbrigade „Dirlewanger”, paląc, gwałcąc, mordując najpierw na Białorusi i na Polesiu, a następnie w Warszawie

Kamienice w gęsto zamieszkałych dzielnicach Wola i Ochota, stały się areną wojennych zbrodni. Okrucieństwo było wręcz niewyobrażalne. Zachowały się nieliczne zeznania świadków, w tym Mathiasa Schenka, sapera szturmowego.

Ludobójstwa na cywilach dokonali też siepacze z 3. pułku kozaków Jakuba Bondarenki oraz dwa azerbejdżańskie bataliony „Bergman”.

Żołdacy wypędzali z domów ludność cywilną. Domy podpalali, ludzi zapędzali na miejsca masowych mordów. Masakra nie ominęła szpitali, kościołów i sierocińców.

Najwięcej osób zamordowali w fabrykach Ursus oraz przy ul. Górczewskiej i ul. Wolskiej oraz w obozie na „Zieleniaku” (róg  Grójeckiej i Opaczewskiej). Stosy ciał rozciągały się wzdłuż ulic. Dokładna liczba zamordowanych nie jest znana.

Symbolem tragedii jest los pani Wandy Lurie, polskiej Niobe, która straciła trójkę małych dzieci, a ranna w 1944 r. była w zaawansowanej ciąży. Wojnę przeżyła.

Niemieccy sprawcy cynicznie przeprowadzonej akcji eksterminacyjnej Heinz Reinefarth i Erich von dem Bach-Żelewski nie odpowiedzieli za zbrodnie w stolicy. Bach-Żelewski odpowiedział i był skazany na 10 lat, ale za czyny sprzed 1939 r.

Kamiński za niesubordynację został skazany na śmierć przez sąd polowy Wehrmachtu jesienią 1944 r. Dirlewanger został zatłuczony w więzieniu w czerwcu 1945 roku w Wirtembergii. Prawdopodobnie rozpoznali go i „dopadli” Polacy z jednostki wartowniczej.

Heinz Reinefarth (w raportach donosił, iż nie ma już amunicji do rozstrzeliwań) po wojnie był burmistrzem na wyspie Sylt, wybrano go do landtagu Szlezwiku-Holsztyna, rozpoczął pracę jako…adwokat. Za zbrodnie popełnione w Powstaniu nie odpowiadał. W 2014 roku za jego zbrodnie przepraszała i prosiła o przebaczenie za krzywdy wyrządzone przez gen. Reinefartha w stolicy Petra Reiber, burmistrz Westerlandu.

Artur S. Górski

fot. SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth wraz z członkami 3 Pułku Kozaków (Wikipedia)

Download PDF
Powrót Drukuj stronę