Walczymy o dobrą polską szkołę

Ponad 5 tysięcy związkowców z „Solidarności” oświatowej wzięło udział w demonstracji pod gmachem MEN – podczas Ogólnopolskich Dni Protestu organizowanych w Warszawie w dniach 11-14 września. Nauczyciele i pracownicy niepedagogiczni domagali się m.in. większych nakładów finansowych na oświatę, zaprzestania przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy, wstrzymania działań niszczących system kształcenia i wychowania, zaprzestania likwidacji szkół, zwolnień nauczycieli i obniżania rangi zawodu nauczyciela. O przyczynach dramatycznej sytuacji w polskiej oświacie i proteście w Warszawie rozmawiamy z WOJCIECHEM KSIĄŻKIEM, przewodniczącym Sekcji Oświaty i Wychowania Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

– Dlaczego nauczyciele zdecydowali się na masowy protest w Warszawie?
– Sytuacja w oświacie jest trudna. Wprowadza się za dużo zmian programowych, często są one „przemycane” podczas wakacji, za mało pieniędzy przekazuje się na różne zadania. Protest dotyczył także wynagrodzeń dla nauczycieli, pracowników administracji i obsługi szkolnej. Demonstracja miała przypomnieć społeczeństwu, że sytuacja w polskiej szkole, ale i wokół niej bywa dramatyczna.

– Co stanowi przyczynę tak dramatycznej sytuacji w oświacie?
– Przyczyn jest kilka. Myślę, że kluczowy jest brak klarownej wizji polskiej edukacji, brak zrozumienia dla jej narodowego, tradycyjnego charakteru. Za wiele jest doraźności, prowizorki, brak porządnej analizy możliwych skutków danych decyzji, czego przykładem mogą być ostatnie decyzje dotyczące przedszkoli. Dziwi i niepokoi także kierunek na „taniość” oświaty. Stąd bierze się atak na status zawodowy nauczycieli, atak – małostkowy, świadczący o braku zrozumienia dla roli, jaką w polskiej szkole ma do odegrania dobrze przygotowany, ale i zmotywowany nauczyciel wychowawca.

– Czego przede wszystkim domagali się nauczyciele i pracownicy niepedagogiczni, biorąc udział w manifestacji?
– Myślę, że najlapidarniej, ale i najpełniej wyrażają je cztery postulaty, które zawarliśmy na jednym z plakatów: „Walczymy o dobrą polską szkołę. Mówimy NIE: działaniom niszczącym system kształcenia i wychowania, likwidacjom placówek oświatowych i zwolnieniom pracowników, obniżaniu rangi zawodu nauczyciela, paraliżującej biurokracji”. Cóż tak naprawdę do tego dodać?

– Nauczyciele nie akceptują zmian wprowadzanych w Karcie Nauczyciela. Które zmiany w karcie uważa Pan za najgroźniejsze?
– W moim przekonaniu największym skandalem ostatnich lat jest drastyczne wydłużenie czasu pracy zawodowej nauczycieli, czyli przesunięcie do 67 roku życia oraz – co się z tym wiąże – zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. To cios w elementarne poczucie stabilizacji życiowej tej grupy zawodowej. Do tego jeszcze proponuje się redukcję urlopów na podratowanie zdrowia – z trzech lat do jednego roku, redukcję urlopu wypoczynkowego i tak dalej. Nauczyciela traktuje się jak przedmiot. I jak ma on wtedy uczyć, wychowywać to dobro, które jest dla Polski bezcenne – nasze dzieci, młodzież? To tylko ludzie małego ducha mogą wymyślać takie ograniczenia. Wstyd – bo tak odpowiadają po latach nauczycielom, którzy ich uczyli.

– Jakie działania wskazuje „Solidarność” oświatowa w celu ochronienia miejsc pracy i polepszenia sytuacji w oświacie?
– Program jest szeroki, podobnie jak opinie przesyłane do MEN. Wiemy, co robić, ale mały mamy wpływ na sposób wdrażania tego. Co tu można mówić o dialogu społecznym, gdy nie uwzględniono ŻADNYCH! poprawek do założeń zmian w Karcie Nauczyciela – proponowanych zarówno przez NSZZ „Solidarność”, jak i inne centrale związkowe. A potem rząd podjął decyzje w lecie – w okresie urlopowym. W sprawach szczegółowych odsyłam wszystkich zainteresowanych sytuacją w oświacie do szeregu stanowisk, na przykład gdańskiej sekcji oświaty, w których domagamy się między innymi mniejszej liczebności klas, tworzenia klas uzawodowionych, zatrudniania nauczycieli wspomagających. Problemem jest skuteczne ich wdrażanie. Ale tak to już jest, że do ich realizacji, jak do tanga, trzeba dwojga.

– Podczas konferencji prasowej w Gdańsku mówił Pan o około 100 mln złotych z MEN. Na co powinny być przekazane te dodatkowe środki?
– Ta kwota, łącznie ze środkami z art. 70 a Karty Nauczyciela, które, nawiasem mówiąc, bez sensu zredukowano w 2013 r., w momencie przeprowadzania licznych zwolnień nauczycieli, tworzy niemałe sumy. I teraz ważne jest, aby je sensownie wykorzystać, choćby na nabycie przez nauczycieli zagrożonych bezrobociem dodatkowych kwalifikacji, na studia podyplomowe do nauczania drugiego przedmiotu; żeby nie było tak, jak w rejonowym Urzędzie Pracy w Gdańsku, gdzie niedawno jedyną ofertą przekwalifikowań dla kobiet było bukieciarstwo. A przecież jeszcze trudniejsza sytuacja jest w mniejszych miastach i na terenach wiejskich.

– Ilu pracowników oświaty z Regionu Gdańskiego wzięło udział w akcji protestacyjnej?
– 12 września do Warszawy pojechały osoby z: Gdańska, Gdyni, Tczewa, Kościerzyny, Chojnic, Sopotu, Kolbud, Goręczyna. W sobotę, 14 września, oprócz osób z wymienionych komisji jechali także związkowcy z: Lęborka, Wejherowa, Pucka, Kartuz, Starogardu Gdańskiego, Pruszcza Gdańskiego, łącznie oświatę „Solidarności” Regionu Gdańskiego reprezentowało 12 września około 160 osób, zaś 14 września – około 350 osób. Zależy nam na tym, by wszyscy poznali sytuację polskiej szkoły i dlatego na przykład w Gdańsku na budynku „Solidarności” wywiesiliśmy specjalny baner. W Warszawie protestujący przekazali petycję do MEN.
Ale takie spłaszczanie wiedzy, wartości wychowawczych, patriotycznych – proponowane przez obecne władze – to jest broń obosieczna. Problem jednak polega na tym, że błędy i zaniechania będą musiały być naprawiane latami, by nie rzec, przez pokolenia.

– W jaki sposób MEN zareagowało na postulaty demonstrujących pracowników oświaty?
– Niestety, rządzącym zabrakło odwagi, by rozmawiać z protestującymi, a może działają z premedytacją. Nie wiem, ale takie zarządzanie przez konflikt to smutne. Łatać ten stan będziemy latami. Manifestujący pokazali godność, spokój, determinację. Wielka szkoda, że przy milczeniu tych, którzy powinni być reprezentantami nas wszystkich. Uwaga dotyczy też MEN-u, który, jak ktoś powiedział, nawet gdy słucha, to nie słyszy. Oby usłyszał. Albo dał sobie spokój i poszedł na dłuższą przerwę. Bo dzwonek dzwoni.

Rozmawiała
Barbara Ellwart

Download PDF
Powrót Drukuj stronę