W gospodarce rynkowej elity wcale nie oznaczają najlepszej i najbardziej wykształconej części społeczeństwa…

Rozmowa z prof. dr hab. nauk med. Piotrem Czauderną, koordynatorem Sekcji Ochrony Zdrowia Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, kierownikiem Kliniki Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży GUMED, radnym Miasta Gdańska 2014-2018,

- Drugą wyborczą turę w Gdańsku wygrał, zasiadający od 1998 roku w prezydenckim fotelu, Paweł Adamowicz (KWW „Wszystko dla Gdańska”), pokonując kandydata Zjednoczonej Prawicy Kacpra Płażyńskiego. Co to oznacza dla Gdańska na najbliższe 5, a może 10 lat?
Piotr Czauderna: Moim zdaniem oznacza to, iż zmieni się niewiele lub zgoła prawie nic. Przypuszczam, że Paweł Adamowicz, na fali swoich kłopotów z wymiarem sprawiedliwości, będzie dalej wciągał miasto w zupełnie niepotrzebne konflikty z rządem i administracją centralną. Będzie też forował zmiany natury światopoglądowej w politykach miasta oraz wspierał deweloperów i gnębił kierowców samochodów, popierając rowerzystów. Krótko mówiąc, będzie tak jak było, aby strawestować znaną reżyser filmową Agnieszkę Holland: „walczymy o to, żeby było tak, jak było”. Tak naprawdę powiedzenie „Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko się musi zmienić” pochodzi ze wspaniałej książki Giuseppe Tomasiego di Lampedusa ”Lampart”.


- W wyborach samorządowych zwolennicy budowy silniejszego państwa nie wygrali…
Piotr Czauderna: W rzeczywistości mamy do czynienia z wojną dwóch zupełnie różnych wizji świata, choć pewnie większość społeczeństwa, a nawet i część polityków samorządowych, zupełnie sobie z tego nie zdaje sprawy. Czy chcemy dążyć w tym samym kierunku, w którym lewica i kryptolewica prowadzi współczesny zachodni świat? Czy też bliższe są nam tradycyjne, konserwatywne wartości? Jak pisze profesor Legutko: „Rozróżnienie między demokracją i republiką nie jest dzisiaj szczególnie często stosowane, a to głównie za sprawą niezwykłej popularności słów „demokracja” i „demokratyczny”. Określa się nimi już nie tylko pewien znany model ustrojowy, ale także formy zachowań, obyczajów, instytucji, czy tradycji, które z owym modelem ustrojowym nie pozostają w oczywistym związku. Wszelkie niedostatki demokracji, które widać obecnie na każdym kroku, zaczynają być traktowane nie jako strukturalne słabości ustroju, lecz jako efekt niedostatecznej demokratyzacji. Wśród słabości demokracji (od zawsze) wymieniano: arbitralność zachowań wyborczych demosu, tyranię większości, zagrożenia dla wolności jednostki, pospolitość zachowań i obyczaju, polityzację prawa”.


- Czy Kacper Płażyński, mając najlepszy wynik w wyborach na radnego, powinien, o ile taką propozycję złoży Paweł Adamowicz, objąć przewodzenie Radzie Miasta Gdańska? Cytuję prezydenta-elekta i kontynuatora zarazem: „Mam nadzieję, że wiele z punktów programu, które nas łączą, będziemy mogli realizować w Radzie Miasta Gdańska”.
Piotr Czauderna: To są rozważania z kategorii „science fiction”. Będąc w ostatniej kadencji radnym miasta Gdańska nie zauważyłem jakiejś chęci koncyliacji ze strony rządzących Gdańskiem, więc nie spodziewam się ich wzmożenia i teraz. Chociaż bardzo bym chciał…


- „Będę z moimi współpracownikami robił wszystko, aby przez te pięć lat pokazać wam, że jestem prezydentem wszystkich, bez wyjątku, gdańszczan” przemówił Paweł Adamowicz po ogłoszeniu wyników sondażowych i przekonywał do rozmaitych wartości, które jak rozumiem, on ma uosabiać. Czy rzeczywiście Gdańsk kierowany przez Pawła Adamowicza jest Gdańskiem wolności, równości, solidarności, Gdańskiem otwartym?
Piotr Czauderna: Tak jest to przedstawiane przez władze i sprzyjające im media. Jeśli jednak pozna się kuchnię polityczną, to rzeczywistość jest zupełnie inna. Większość mieszkańców Gdańska zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. A to temat na bardzo długie rozważania i analizy…


- Na które znajdziemy jeszcze czas i miejsce, a teraz wracając do wyników. W Pomorskiem Zjednoczona Prawica utraciła Pelplin, nie rządzi w żadnej gminie, cztery dodatkowe mandaty odbite od PSL, czyli 13 w Sejmiku dla PiS, to mało przy 18 Koalicji Obywatelskiej. Młode, nowe twarze PiS, nie odegrały w pozyskiwaniu miast właściwie większej roli z punktu widzenia celu, którym jest sprawowanie władzy publicznej w terenie. To jest porażka?
Piotr Czauderna: W pewnym sensie tak. Jednak różnie można na to patrzeć. Zależy jak oceniamy sukces w wyborach samorządowych. Jak pamiętamy, niemal wszystkie partie ogłosiły się zwycięzcami Profesor Andrzej Nowak stwierdził wręcz, że Prawo i Sprawiedliwość wręcz celowo nie prowadziło długiej i poważnej kampanii wyborczej w dużych miastach uważając, że i tak są one terenem straconym i nie mając tam dostatecznie mocnych kandydatów na prezydentów. Zwracam uwagę, iż Pomorze jest swego rodzaju wyjątkiem na mapie Polski, jest to bowiem jedyne województwo, w którym Platforma Obywatelska uzyskała w sejmiku bezwzględną wielkość, pozwalającą na samodzielne rządzenie. Jednak w samym Gdańsku kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta przegrał. I to nawet w pierwszej turze z kandydatem PiS. W odniesieniu do całokształtu wyborów, wygrało je PiS, które uzyskało największą liczbę głosów. I to odsetkowo najwyższą w historii polskich wyborów samorządowych.


- Mamy próby udowodnienia wyniku mapkami, wykresami. Ale jakie są powody stagnacji układu sił w Gdańsku i porażki PiS w miastach prezydenckich w stosunku 4:103 oraz utraty prezydentów w Białej Podlaskiej, Łomży, Kielcach, Przemyślu, Nowym Sączu, Siedlcach, Ostrołęce i w Mielcu?
Piotr Czauderna: Z pewnością Koalicja Obywatelska wygrała w dużych miastach, co z pewnością dla PiS było bolesne wizerunkowo. Wygrała też w obrębie elit, które dominują w dużych miastach, co nie jest niczym dziwnym, skoro to właśnie Platforma Obywatelska jest ich politycznym reprezentantem. Trzeba jednak zauważyć, jak słusznie napisał profesor Kazimierz Kik, iż w gospodarce rynkowej elity wcale nie oznaczają najlepszej i najbardziej wykształconej części społeczeństwa, której misją jest działanie dla dobra wspólnego. W rzeczywistości elity to ludzie powiązani swoimi interesami, usytuowaniem zawodowym czy społecznym ze światem biznesu, polityki i pieniądza. Jak pisze profesor Kik, co potwierdzają też i moje osobiste obserwacje, rzadko kiedy do polityki idą ludzie, którzy mają motywacje inne niż ekonomiczne. Nie mają więc oni prosocjalnego nastawienia i chęci działania na rzecz dobra wspólnego. Ich głównym celem jest działanie na rzecz dobra własnego lub – co najwyżej, dobra własnej grupy interesów. Często nie mają żadnych uprzednich dokonań i nie poradziliby sobie w świecie nauki czy biznesu. Proponuję Państwu eksperyment myślowy przyjrzenia się pod tym kątem politykom krajowym oraz naszym lokalnym włodarzom.


- Rola i sukcesy rzeczywistych komitetów lokalnych w tej propagandowej politycznej grze powyborczej jakoś zniknęła…
Piotr Czauderna: Zwracam więc Państwa uwagę, że na 107 miast prezydenckich, w 70 procentach z nich wygrały koalicje i komitety bezpartyjne, choć często są one głęboko powiązane z partiami. Generalnie lokalne komitety to w mojej opinii dobra tendencja. Powinniśmy dążyć do odpolitycznienia samorządów. Dlatego tym bardziej mnie martwi, że ostatnie wybory stały się rodzajem plebiscytu „Za” lub „Przeciw” wobec obecnie rządzących w „Centrali”, zamiast rozliczenia dotychczasowych włodarzy z ich dokonań oraz z postawy etycznej.


- Prześlizgnęli się więc włodarze mający za sobą skandale i nierozliczone prawidłowo dokumenty…
Piotr Czauderna: Osobiście niezwykle mnie smuci, że nie wybieramy ludzi uczciwych i kompetentnych. Przecież wybór ludzi skazanych wyrokami sądowymi, cechujących się nieetycznym postępowaniem, vide głośne sprawy łapówkarskie, nawet z naszego województwa, czy nawet, co się zdarzyło, siedzących w trakcie wyborów w więzieniu.


- To jest jednak margines, ale rzutujący na całokształt…
Piotr Czauderna: Może tak się dzieje dlatego, że nasze społeczeństwo nie chce mieć lepszych polityków niż ono samo, a w życiu społecznym istnieje pewien stopień przyzwolenia na zachowania moralnie wątpliwe? Niegdyś otwarte wygłaszanie kłamstw eliminowało z życia publicznego. Niezbyt często w Polsce. Ale standardy cywilizacyjne były wysokie. O to i o nie zresztą chodziło choćby w słynnej aferze z minięciem się z prawdą Billa Clintona…


- W sprawie niepolitycznej…
Piotr Czauderna: Dziś owe „mijanie się z prawdą”, czy „oszczędne ją gospodarowanie” nie jest niczym wstydliwym. Obecnie polski system polityczny sprzyja bezkarności rządzących i braku odpowiedzialności za podejmowane przez siebie decyzje lub ich brak, czyli bezczynność. Spójrzmy pod tym kątem na ostatnie wypowiedzi premiera Donalda Tuska przed komisją do sprawy Amber Gold.


- Czy te problemy z politycznymi elitami nie biorą się też z tego, iż najważniejszym człowiekiem w naszej polityce, też i w samorządowej „układance”, jest Belg Victor d’Hondt? Według jego metody podziału mandatów między kandydatów w wyborach nasze oddane głosy są przeliczane na miejsca korzystnie dla dużych komitetów wyborczych?
Piotr Czauderna: I znowu przywołam profesora Kika: „Jak system demokracji liberalnej może być systemem demokratycznym, jeżeli nawet Konstytucja, przyjęta przecież przez 30 procent społeczeństwa wprowadza zasadę, że państwem rządzi większość narodu, kiedy równocześnie w żadnych wyborach nie wygrała nigdy żadna większość. W rzeczywistości wszystkie rządy są kreowane przez największą mniejszość. Słabość tego pseudodemokratycznego systemu widać gołym okiem, a nawoływania Prezydenta RP do zmiany Konstytucji wyśmiewa się.” Moim zdaniem, ordynacja proporcjonalna zaproponowana przez d’Hondta, belgijskiego matematyka, zwana też metodą Jeffersona, która preferuje duże ugrupowania polityczne, nie jest korzystna dla wyborów samorządowych. Pozbawia bowiem ona znacznej części wyborców swojej reprezentacji, co na szczeblu samorządowym ma wyjątkowo istotne znaczenie. Korzystniejsza, moim zdaniem, byłaby metoda Sainte-Lague’a, która daje większą reprezentację ugrupowaniom małym i średnim. Jest ona powszechnie stosowana w Skandynawii, za wyjątkiem Finlandii.

Rozmawiał Artur S. Górski

(tekst ukazał się w piątkowej „Gazecie Gdańskiej”)

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę