W Gdyni po raz kolejny poszliśmy Świętojańską, drogą do Wolnej Polski

48 lat minęło od masakry dokonanej na rozkaz ekipy I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki na robotnikach i uczniach Wybrzeża. Nikt ze sprawców i prowodyrów tej zbrodni nie poniósł odpowiedzialności. Tą polityczną wymierzyli im następcy z tej samej partii – odsuwając towarzysza „Wiesława” i premiera Cyrankiewicza od władzy. Pozostała pamięć, białe drzwi w kościelnej kaplicy Ludzi Morza, poczucie niesprawiedliwości i coroczne, coraz mniej liczne, marsze w hołdzie tym, którzy za upomnienie się o chleb i wolność zapłacili cenę najwyższą…

Szli tylko przypomnieć, tym co zapomnieli

Że nim w tłuszcz obrośli, w ręku kilof mieli

Lecz gdy zawołali, chleba daj nam Polsko!

Przysłała im władza milicję i wojsko

(Grudniowa ballada)

Wieczorne uroczystości odbyły się pod pomnikiem Ofiar Grudnia’70 na placu Wolnej Polski, nieopodal Urzędu Miasta. Wcześniej, poprzedzani przez poczty sztandarowe i napis „Grudzień 1970”, uczestnicy uroczystości przeszli ze zniczami w milczącym pochodzie ulicą Świętojańską. Został odczytany przez senatora Antoniego Szymańskiego list od marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Oficer Marynarki Wojennej kmdr ppor. Andrzej Rejent odczytał Apel Poległych, oddano salwy honorowe.

Wieczorem 17 grudnia jak co roku ulicami Gdyni przeszli ci, którzy pamiętają o tych, którzy na tych samych ulicach domagali się sprawiedliwości w 1970 roku. Wzdłuż trasy przemarszu ustawiono zapalone znicze.

Nim grudniowy pochód wyruszył na plac Wolnej Polski w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, w parafii, której proboszczem był ks. Hilary Jastak, wielki patriota, opiekun gdyńskich robotników, w którym jest kaplica Ludzi Morza, ustawiły się rzędy związkowych i szkolnych sztandarów. Wśród stoczniowców, dokerów, uczniów gdyńskich szkół byli hutnicy z Huty Sendzimira, delegacja Podhalan oraz górnicy w galowych strojach z KWK Julian. Ich obecność była znakiem, ze grudniowe wydarzenia, choć tragiczne, były ważne dla całej Polski.

Wśród uczestników uroczystości, obok mieszkańców Gdyni i rodzin poległych w Grudniu byli gdyńscy samorządowcy, kompania honorowa Marynarki Wojennej RP, związkowcy pod swoimi sztandarami m.in. z Portu Gdynia, Stoczni Gdynia, Stoczni Nauta, Gdańskiej Stoczni Remontowa, Stoczni Marynarki Wojennej, OPEC, PKP, Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, nauczyciele i wychowawcy z gdyńskiej i małopolskiej oświaty, wraz z przewodniczącym ZRG NSZZ „S” Krzysztofem Doślą i jego zastępcą Romanem Kuzimskim, kombatanci Grudnia 70 oraz parlamentarzyści: senatorowie Antoni Szymański i Sławomir Rybicki, posłowie Małgorzata Zwiercan i Janusz Śniadek.

W kazaniu ks. biskup Zbigniew Zieliński przypomniał dramat z czwartku 17 grudnia 1970 rok, krwawo stłumiony gdyński protest przeciwko przemocy władzy na ulicach Czołgistów, Czerwonych Kosynierów, na przystanku Gdynia Stocznia, wspominał o zbrodniczych decyzjach władz PRL, o walce robotników o godne życie. A nawiązując do poprzedzającego mszę św. spektaklu w wykonaniu uczniów z SP nr 40 na Chylonii.

– Szczególną nadzieję budzi obecność młodzieży. Wasza obecność dowodzi, że jest żywa pamięć o tamtych wydarzeniach – mówił ks. biskup Zieliński, wspominając też o trudzie wybaczania i chrześcijańskim miłosierdziu wobec katów.

Wieczorem wyruszył marsz pamięci. Znicze pamięci ginęły w świątecznych dekoracjach i iluminacjach. Pod pomnikiem Poległych Stoczniowców ustawił się szpaler gdynian i kompania honorowa Marynarki Wojennej, widomy znak zmian, jakie zaszły w Polsce.

- W pamięci Gdynian pozostały obrazy z tamtych wydarzeń. Zbyszek Godlewski niesiony na drzwiach, strzały z karabinów maszynowych na przystanku Gdynia Stocznia, kazamaty siedziby Miejskiej Rady Narodowej, miasto spowite dymami bojowymi i gazem łzawiącym, przerażenie i tysiące ludzi, którzy nie mogli uwierzyć, że pomimo zapewnień: „robotnicy wracajcie do pracy” wojsko i milicja strzelały. Przywołujemy jedno z najtragiczniejszych wydarzeń, które wpisały się w historię naszego miasta. Z tego zrodził się Sierpień, pierwszy krok do odzyskania niepodległości. Pamiętamy o zobowiązaniach Grudnia i Sierpnia, o tym o co upomnieli się wtedy robotnicy, o wolność, o godność. To jest zdanie: jak wolność zagospodarować, czy ją wykorzystujemy jak należy, czy w polskich zakładach pracy nie pozostaje aktualne wołanie o godne warunki pracy– mówił przed pomnikiem Ofiar Grudnia 1970 Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni i zauważył, że mijają dziesięciolecia wolnej Polski, a „my nadal przypominamy z tego miejsca o niedokonanej sprawiedliwości i nie tylko osądu politycznego, ale zobowiązaniem jest osądzenie sprawców Grudnia i stanu wojennego ”. Z goryczą nieraz przypomniano w tym miejscu, że nie ma już kogo osądzać z głównych rozkazodawców. Wolna Polska nie potrafiła dać świadectwa sprawiedliwości. Pozostały zdjęcia, filmy, dokumenty w zbiorach IPN i mozolnie sporządzane akty oskarżenie, w procesach, które nie doczekały się finału.

Mimo to prezes IPN dr Jarosław Szarek w poniedziałek w Gdyni podczas obchodów 48. rocznicy Grudnia ’70 mówił, że z tamtego ziarna, tu w Gdyni, wyrosła „Solidarność”. Jarosław Szarek chwalił też gdyński samorząd.

– Od samorządu Gdyni mogą się uczyć dzisiaj inne samorządy w Polsce, które mają kłopot z historią. Tu każdy może zobaczyć, jak pamięta się dumną naszą przeszłość, przeszłość zwycięską. Dzisiaj idziemy w przyszłość. W którą stronę pójdziemy, czy pójdziemy pamiętając. W Gdyni jest inaczej, wy pokazujecie, jak można szanować, jak można pamiętać o swojej przyszłości budując piękne nowoczesne miasto – mówił prezes IPN, wcześniej przypomniał o zdarzeniach z grudnia 1970 roku, kiedy to robotnicy szli ulicami Gdyni, w tym ulicą Świętojańską, niosąc na drzwiach ciało Zbigniewa Godlewskiego.

– Ile w naszej historii było takich ulic, (którymi szli) naprzeciw plutonem egzekucyjnym, naprzeciw kompaniom wojska, naprzeciwko sotniom obcych wojsk? – pytał retorycznie Szarek.

– Ale doszliśmy. Doszliśmy, bo byli tamci, ci sprzed 48 lat. Z tamtego ziarna, tu w Gdyni, wyrosła „Solidarności”. Droga do wolności, droga bycia Polakiem w tej części Europy, nie jest łatwa, to była często droga naprzeciw czołgom, naprzeciw tankom – mówił dr Szarek.

W liście do uczestników uroczystości skierował marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Napisał on, że „skłania nisko głowę i oddaje hołd wszystkim tym, którzy złożyli daninę krwi” i „po dziś dzień w Polsce i za granicą czczą pamięć o bohaterskich osobach, dzięki którym my, wolni Polacy możemy prosić Boga: „podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą, w dobrych radach, w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą”.

Z kolei poseł PiS Janusz Śniadek przypomniał dramatyczne losy pomnika i Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia 1970. Przypomnijmy, że pomnik przy SKM Gdynia Stocznia powstał w grudniu 1980 roku. Przy Urzędzie Miasta w sierpniu 1981 roku stanął drewniany krzyż i napis: „Tu stanie Pomnik Ofiar Grudnia 1970”. Pomnik, pod którym odbywa się wieczorna uroczystość na placu wolnej Polski, został odsłonięty przed 25 laty (17 grudnia 1993 r. pomnik został poświęcony. Odsłonięcia dokonała matka zabitego w 1970 r 15–letniego Zygmunta Glinieckiego).

Przypomnijmy, że rozstrzygnięcie konkursu z 1981 roku na projekt tego pomnika nie doszło do skutku ze względu na wprowadzenie stanu wojennego. Projekty i makiety zostały zniszczone. Poseł Śniadek wspominał więc autora idei pomnika Ofiar Grudnia 1970 w Gdyni, Jana Netzla, wówczas z Biura Konstrukcyjnego ówczesnej Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Po 1989 roku było oczywiste, że pomnik stanąć musi! Działalność komitetu reaktywowano w nieco zmienionym składzie.

Autorem architektonicznej koncepcji „uskrzydlonego krzyża” był prof. Ryszard Semka, a współautorami projektu rzeźbiarz Sławoj Ostrowski i architekt Jan Netzel.

- Kiedy w rozterce nie wiedzieliśmy co dalej Janek Netzel przyznał nam, że nosi w sercu ideę pomnika, którą naszkicował ołówkiem, od ręki, na kartce papieru. Dwie pionowe kreski. Gromadka prostych krzyżyków, niczym ulatujące stadko ptaków, symbolizujące dusze zabitych, ulatujące ku niebu. Serca zabiły nam mocniej. Niezwłocznie zleciliśmy autorowi pomnika Ofiar Grudnia 1970, tego stojącego przy przystanku Gdynia Stocznia, Stanisławowi Gieradzie i Ryszardowi Semce, profesorom Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i Jankowi Netzlowi wykonanie makiety. Pomnik stanął. Od tego czasu celebrujemy kolejne rocznice, ale z uporem wraca pytanie: czy to dość, czy w sposób wystarczający spłacamy ten dług zaciągnięty wobec grudniowych ofiar? – wspominał i pytał Śniadek robiąc swoisty rachunek sumienia i dodając, że „przez lata domagaliśmy się, domagamy się, osądzenia sprawców tej zbrodni. To były daremne wołania”.

Biskup Zieliński w modlitwie za ofiary grudniowej masakry powiedział m.in. o „odkrywaniu historycznej prawdy i tajemnicy obecności dobra i nikczemności, gdy poddani złu ludzie przeciwko ludzkim potrzebom godności i sprawiedliwości wymierzają bratobójczą pięść”.

W grudniu 1970 r., w proteście przeciw podwyżkom cen wprowadzonym przez władze PRL, przez Wybrzeże przetoczyła się fala strajków i demonstracji. Aby stłumić protesty, władze zezwoliły milicji i wojsku na użycie broni. Według oficjalnych danych w grudniu 1970 r. na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od kul milicji i wojska zginęły 45 osoby (w tym 18 w Gdyni, a 16 w Szczecinie, 9 w Gdańsku i 1 w Elblągu oraz 1 milicjant), a 1165 zostało rannych.

Przypomnijmy, że gdy 17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią sytuacja była napięta. W Gdańsku spłonął budynek KW PZPR. Gdynia strajkowała. W tym portowym mieście nie wybito ani jednej szyby. Robotnicy 16 grudnia zostali wezwani do powrotu do miejsc pracy przez Stanisława Kociołka, wicepremiera, najwyższego dygnitarza PZPR przebywającego wówczas w Gdańsku.

Dzień wcześniej Główny Komitet Strajkowy spisał postulaty. Przekazano je przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Janowi Mariańskiemu. A ten miał je przekazać wicepremierowi Kociołkowi. Wśród postulatów było dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowania rozpiętości zarobków, ustalenia wysokości zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi. Komitet strajkowy nocą został aresztowany.

Wojsko otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM. Padły strzały…

Po porannym dramacie na przystanku SKM Gdynia w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Ludzie zbierali się na ul. Czerwonych Kosynierów i pochód ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego ucznia Zbyszka Godlewskiego. Manifestanci nieśli umazaną krwią flagę. Padły kolejne ofiary przy dzisiejszym urzędzie miasta.

Od 1980 roku wieczorem przy pomniku Ofiar Grudnia 1970 r. spotykają się ci, którzy pamiętają i wspominają czas, gdy do zwykłych ludzi, stoczniowców, uczniów strzelała milicja i wojsko. A ich jedyną winą było to, że śpieszyli do swych codziennych zajęć.

Osiemnastu padło tu od kul. Najstarszy z nich miał lat 35 lat. Najmłodsi po lat 15. To Zbigniew Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jerzy Skonieczka, uczeń, strzał w głowę.

Wojciecha Jaruzelskiego, szefa MON w 1970 roku, późniejszego szefa junty WRON, a po 1989 r prezydenta u schyłku PRL pochowano z honorami wojskowymi. Dowodzący na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński zmarł rok później na Bliskim Wschodzie w niewyjaśnionych okolicznościach. Kazimierz Świtała, szef MSW i Stanisław Kociołek – uniknęli odpowiedzialności.

Artur S. Górski

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę