W Gdańsku obowiązuje jedna historia – ta akceptowana przez PO

Nie wolno szargać mitów obecnej władzy. Za takie świętokradztwo jest się boleśnie skarconym. Przekonała się o tym Anna Kołakowska, gdańska radna, w PRL więżniarka polityczna.

Na czwartkowej sesji Rady Miasta poszło o imię Tadeusza Mazowieckiego, które mialo być nadane Zespołowi Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 8 przy ul. Szyprów na gdańskiej Żabiance. Radni uchwałę przyjęli, ale po burzliwej debacie.
Podczas sesji radna Anna Kołakowska (w 1982 r. aresztowana i wyrokiem Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni skazana na 3 lata więzienia, jako 17-latka osadzona w ZK w Bydgoszczy-Fordonie, absolwentka historii KUL), poważyła się przypomnieć, iż Tadeusz Mazowiecki w latach 50-tych był w PAX, pracował w propagandzie, napisał w wówczas „Wróg pozostał ten sam”, a chodziło mu o żołnierzy wyklętych, których nazwał sojusznikami Hitlera, atakował więzionego biskupa Czesława Kaczmarka. a jego rząd w 1989 r. nie był wolny od komunistycznych dygnitarzy.

W uzasadnieniu nadania imienia szkole czytamy iż „był to pierwszy rząd, którym kierował polityk niekomunistyczny, a większość ministrów była związanych z dotychczasową opozycją. Rząd Mazowieckiego kładł fundamenty pod budowę demokratycznego państwa. Reformował gospodarkę, przywrócił niezależność polskiej polityce zagranicznej, doprowadził do uznania polskiej granicy zachodniej przez jednoczące się Niemcy, przeprowadził zmianę nazwy państwa na Rzeczpospolita Polska oraz rozpisał wybory samorządowe”.

Radna stwierdziwszy, iż politycy z natury są postaciami kontrowersyjnymi i różnie odbieranymi przez różne środowiska spotkała się z atakiem radnych PO oraz prezydenta miasta.

- Nie można milczeć, słuchając takich bzdur i kłamstw, które pani wypowiadała. Nie wiem z jakich podręczników. Nie jest to pierwszy pani wybryk, który nie licuje z godnością radnego miasta Gdańska. Polskie prawo edukacyjne jest nieskuteczne, bo taka osoba nie powinna mieć w ogóle kontaktu z dziećmi – odpowiedział na to prezydent Paweł Adamowicz, formalny pracodawca nauczycieli w Gdańsku i kontynuował:

- Tym bardziej to boli, że ta pani jest nauczycielką historii. Boję się, że te same nieprawdziwe rzeczy opowiada dzieciom w szkole. Swoje oceny ideologiczne nauczyciel powinien zachować dla siebie.
W przesłanym nam oświadczeniu Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości jego lider Grzegorz Strzelczyk napisał m.in.: „Anna Kołakowska przedstawiła historyczne fakty z biografii Pana Tadeusza Mazowieckiego powszechnie dostępne w publikacjach naukowych. Jednocześnie zwróciła uwagę na kontrowersyjność wybierania polityków na patronów szkół ze względu na często niejednoznaczną i budzącą emocje ocenę ich działalności.

Wystąpienie to nie doczekało się merytorycznej polemiki, lecz odpowiedzią był niewybredny, personalny atak ze strony niektórych Radnych PO oraz Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, zarzucający jej kłamstwa i odmawiający Pani Annie Kołakowskiej moralnego i merytorycznego prawa do wykonywania zawodu nauczyciela historii. Sprawa ta jest tym bardziej bulwersująca, że wystąpienie Prezydenta zabrzmiało jak groźba za strony pracodawcy.

Protestujemy przeciwko takiej formie dyskusji i traktujemy ją jako kolejny przejaw brutalizacji życia politycznego w Polsce”.

Gdańszczanie zatem mogli zobaczyć jak w praktyce wygląda zgoda w wydaniu partii „obywatelskiej”. Jej kandydat na prezydenta RP mówił, grożąc oponentom zepchnięciem na margines, iż jest prezydentem „naszej wolności”. Paweł Adamowicz i radni PO odczytali to w iście orwellowski sposób.

Tadeusz Mazowiecki w latach 1946-1955 był członkiem Stowarzyszenia „PAX”. Początkowo działał w grupie tygodnika „Dziś i Jutro”, wydawanego przez środowisko Bolesława Piaseckiego. Następnie pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego dziennika „Słowo Powszechne”, wydawanego przez PAX. Był współzałożycielem, a w latach 1953-1955 redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolików” (WTK).

W tym czasie nie ustrzegł się kontrowersyjnych tekstów.

- Każdy, kto jest wiernym Kościoła, a zarazem uczciwym obywatelem ludowej ojczyzny rozumie, że religijna misja Kościoła trwająca przez wszystkie czasy może i powinna być pełniona w ustroju socjalistycznym. Równocześnie milionowe rzesze wierzących w naszym kraju dają codziennie ofiary, i twórczy wkład w nowe budownictwo gospodarczo-społeczne. I właśnie ludowa ojczyzna przywróciła godność ludzką milionom prostych ludzi, w olbrzymiej większości wierzących, przekraczając raz na zawsze stosunki społeczne, w których urodzenie czy majątek decydowały o wartości człowieka, otwarła dzieciom robotników i chłopów dostęp do nauki i kultury i buduje w niezwykle trudnych warunkach powojennego życia podstawy lepszego bytu – pisał przyszły premier na łamach WTK 27 września 1953 roku, dwa dni po aresztowaniu prymasa ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

W wyniku październikowej „odwilży” w 1957 r. Mazowiecki znalazł się wśród założycieli warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. W rok później powstał miesięcznik „Więź”, którego Mazowiecki był współtwórcą i redaktorem naczelnym do 13 grudnia 1981 r.

W latach 1961-71 Tadeusz Mazowiecki zasiadał w Sejmie PRL jako poseł Koła Poselskiego „Znak”. W 1976 r., był jednym z sygnatariuszy protestu przeciwko zmianie Konstytucji PRL, wpisującej socjalizm, kierowniczą rolę PZPR i przyjaźń sojuszniczą ze Związkiem Radzieckim.

W 1980 r. Tadeusz Mazowiecki został przewodniczącym komisji doradców Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. W stanie wojennym internowany był w Strzebielinku, Jaworzu i Darłówku, zwolniony z miejsca odosobnienia 23 grudnia 1982 r.

Co do mitu 4 czerwca 1989 roku jako dnia wolności, którą jakoby zawdzięczamy, według radnych PO i prezydenta Gdańska – Tadeuszowi Mazowieckiemu.

Władze były pewne swej przewagi.  Wojciech Jaruzelski, ówczesny I sekretarz KC PZPR i przewodniczący Rady Państwa był już przewidziany do objęcia urzędu prezydenta PRL.

Aparat przymusu, czyli służby MSW nie zrezygnowały z prób inwigilacji środowisk opozycyjnych. Funkcjonariuszy WUSW kierowano nadal na  spotkania komitetów obywatelskich. Działania operacyjne ze strony SB objęły również inne grupy opozycyjne.

Eskalacji napięcia przysłużyło się też odrzucenie wniosku o ponowną rejestrację Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Dopiero 22 września 1989 r. NZS został ponownie zalegalizowany.

Rządzącej „koalicji”, czyli PZPR i tzw. stronnictwom sojuszniczym ZSL i SD zagwarantowano co najmniej 299 (65 proc.) miejsc w Sejmie. Pozostałe mandaty poselskie – 161 (35 proc.) zostały przeznaczone dla kandydatów bezpartyjnych. Wyborcy mogli zdecydować w sposób demokratyczny o „bezpartyjnych” miejscach i o mandatach senatorskich.

Resorty siłowe pozostawały w rękach Floriana Siwickiego (MON) i Czesława Kiszczaka (MSW). 19 lipca 1989 r. Wojciech Jaruzelski przewagą jednego głosu w Zgromadzeniu Narodowym wybrany został prezydentem PRL.

Nawet po tym, jak w styczniu 1990  r. rozwiązała się PZPR rząd Mazowieckiego nie zdecydował się od razu na przejęcie partyjnego majątku, rozwiązanie Służby Bezpieczeństwa, weryfikacji wymiaru sprawiedliwości.

Czy można było zyskać więcej? Czy należało czekać kilka miesięcy i wziąć całą pulę? A może nie należało respektować paktów z czerwonymi po komendzie „sztandar PZPR wyprowadzić!”  Na te pytania nie ma dobrych odpowiedzi.

Jak jednak wytłumaczyć istotę przemian w Polsce? Jeśli odrzucając komunizm wygrywa się wybory pod hasłem budowy nowego państwa, by zaraz potem część z tych wygranych wyborów oddać, a następnie wybiera się na prezydenta gen. Jaruzelskiego, człowieka, który niszczył „Solidarność”?

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę