Urzędnicy latają za nasze

Narzekamy na koalicję PO-PSL, a tymczasem okazuje się, że to władza wysokich lotów. I to dosłownie! W 2013 r. politycy i urzędnicy z ministerstw i innych agencji państwowych kupili za publiczne, czyli nasze, pieniądze bilety lotnicze na łączną kwotę 25 mln zł! To o 1,5 mln zł więcej niż w 2012 r. W bieżącym roku może paść kolejny niechlubny rekord – jak wynika z wyliczeń „Dziennika Gazety Prawnej”, który przyjrzał się podróżom służbowym polskich urzędników, w 2014 r. „wylatali” oni już ponad 13 mln zł.

Dodajmy, że wszystkie dane podawane przez gazetę są zaniżone, ponieważ nie obejmują przelotów posłów i senatorów, a także podróży zagranicznych Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Rozwoju i Infrastruktury – oba resory odmówiły dziennikarzom podania takich informacji, a można zakładać, że ich urzędnicy podróżowali za granicę częściej niż w innych instytucjach.

Oczywiście trudno udowodnić, że część z takich podróży służbowych była nieuzasadniona, jednak niejasności – chociażby w kontekście etycznym – widoczne są gołym okiem. Nasi politycy i urzędnicy są wyjątkowo wrażliwi i stosunkowo często wybierają podróże najdroższą klasą biznes. Tymczasem w krajach Europy Zachodniej urzędnicy często podróżują tańszą klasą ekonomiczną, a nawet koleją. Również w prywatnych przedsiębiorstwach, nawet tych największych, stara się maksymalnie obniżyć koszty podróży służbowych.

– Te dane pokazują, że polscy podatnicy nie mają bieżącej kontroli nad władzami publicznymi. Realnie mają na nie wpływ tylko raz na cztery lata, gdy odbywają się wybory. Politycy nie traktują swojej pracy jak służby publicznej, zakładają, że państwo sfinansuje wszystkie ich zachcianki. Budżet jest „sezamem”, z którego zawsze można trochę zabrać, aby zapłacić za bilety w klasie biznes czy egzotyczne podróże – komentuje na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę