Umowy śmieciowe – wszyscy za nie płacimy

Umowy śmieciowe, czyli te „o dzieło”, „zlecenia”, „stażu” szczególnie doskwierające młodym pracownikom, którzy nie znajdując alternatywy przymuszeni są do ich zawierania demolują  rynek pracy. Do walki z patologicznym zjawiskiem „umów śmieciowych” ruszyła ostatnio Gazeta Wyborcza rozpoczynając cykl publikacji „Wszyscy płacimy za śmieciówki”.

NSZZ „Solidarność” od lat prowadzi kampanię przeciwko umowom śmieciowym, a  największa z nich „Syzyf. Nie chcę zaczynać od nowa” przeprowadzona została przez nasz Związek na jesieni 2012 r. Jednym z efektów działań Związku, oprócz zwrócenia uwagi na ten palący problem i upowszechnienia terminu „umowa śmieciowa” jest wprowadzenie obowiązku odprowadzania składek od umów – zleceń od stycznia 2016 r.

To dopiero pierwszy krok w cywilizowaniu tego fragmentu rynku pracy i zapewnienia przynajmniej minimum bezpieczeństwa. Wyeliminuje to patologię, gdy pracodawca podpisywał z pracownikiem więcej niż jedną umowę-zlecenie, z czego składki płacił tylko od jednej, bardzo niskiej.

Przypomnijmy na czym polega problem. Umowa śmieciowa to legalna umowa zastosowana w sposób nielegalny. Otóż właściciele firm zamiast podpisywać umowy o pracę, zawierają z pracownikami kontrakty cywilnoprawne. Nie boją się procesów ani wysokich kar. Z danych PIP wynika, że co trzecia umowa zlecenia i większość umów o dzieło powinno być umowami o pracę.  Niestety w ostatnich dwóch latach wzrosła ilość wykrytych przez inspektorów pracy przypadków łamania zakazu zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach właściwych dla stosunku pracy.

Z najnowszych danych PIP wynika, że w pierwszym półroczu tego roku inspektorzy pracy zweryfikowali 13,1 tys. umów cywilnoprawnych. I już co czwartą zakwestionowali.
Przy tym z uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, nie wynika, iż to PIP ma prawo do wiążącego ustalenia czy umowa cywilna zastępuje etat. Stąd i postulat, by osoby świadczące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych objąć niektórymi przepisami kodeksu pracy, w tym dotyczącymi wypoczynku i norm czasu pracy oraz wprowadzenie domniemania istnienia stosunku pracy. Każdy, kto pracuje w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, wykonuje jego polecenia, bez względu na nazwę posiadanej umowy zatrudniony jako pracownik. Dzisiaj sądy, gdy inspektorzy wnoszą powództwa o ustalenie stosunku pracy, stoją na gruncie zasady swobody umów i równości stron na bazie kodeksu cywilnego.

„Solidarność”, by cywilizować rynek pracy oraz w imię uczciwej konkurencji, domaga się oskładkowania umów – zleceń oraz umów o dzieło.

Z kolei, jak przypomina Gazeta Wyborcza, pięć lat temu na umowach o dzieło i umowach-zleceniach (stworzonych w PRL-u głównie dla artystów i przedstawicieli wolnych zawodów) było nieco ponad pół miliona osób. Obecnie – 2,1 mln osób prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, czyli jest samozatrudnionych i jest na tzw. działalności.
Z danych ZUS wynika, że 920 tys. osób odprowadzało składkę na ubezpieczenie zdrowotne wyłącznie na podstawie umowy cywilnoprawnej.

- Te umowy stały się na tyle powszechne, że zagrażają stabilności finansów publicznych. Można szacować, że Polska będzie musiała przeznaczać aż 1,5 proc. PKB na dopłaty do emerytur osobom, które dziś nie płacą składek (umowy o dzieło) lub płacą niewielkie (umowy-zlecenia). To bomba z opóźnionym zapłonem – ostrzega Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku w rozmowie z „GW”.
Pracowniczy prekariat (ubodzy pracujący) żyje tymczasem w stanie nieustannej niepewności. Zatrudnieni na podstawie umowy o dzieło nie mają ubezpieczenia zdrowotnego, ochrony pracy, prawa do minimalnej płacy oraz urlopu. Nie mają też zdolności kredytowej. Uderza to rykoszetem w demografię.
Tylko nieliczna grupa twórców i informatyków jest zadowolona z tej formy zatrudnienia, gdyż mogą brać zlecenia od wielu firm i mają wyższe dochody.Najczęściej jednak pracownicy są pod ścianą. Jeśli nie podpiszą śmieciówki, to nie dostaną pracy, a  wykonują przy tym identyczną pracę jak osoby na umowach o pracę, czyli codziennie przychodzą do firmy, pracują w określonych godzinach, są pod stałym nadzorem szefa.
- Przedsiębiorcy podpisują umowę–zlecenie czy o dzieło, bo to dla nich oszczędność i większa elastyczność w zatrudnieniu. Nie muszą podawać przyczyny zwolnienia, nie płacą pracownikom odpraw – przypomina „GW”.
Pracujący na „śmieciówkach” nie mają prawa do urlopu, niezależnie od stażu pracy, mogą zostać zwolnieni z dnia na dzień, bez odprawy i zarabiać mniej, niż wynosi płaca minimalna.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę